Na wstępie pragnę Państwa przeprosić, ale niestety nie będzie nic o Ani. Ani o tym jaka była. Bo tego do cholery nie wiem. Wiem natomiast, że nie chciałaby, by wszyscy krewni i znajomi królika robili sobie z jej odejścia serial w odcinkach. Nie, nie będzie też o lekko zalatującym już duecie Dunin-Karpowicz. Gnoju, za przeproszeniem, jaki się wylał w związku z opowieściami tych Państwa, to nawet Kuczok by nie wymyślił. Będzie zupełnie o czym innym. O czymś, o czym się nie spodziewałam, że będzie.

W ubiegłym tygodniu zapowiedziałam, że nie odpuszczę sobie Festiwalu Jednego Opowiadania. Och, ach… jaka byłam podekscytowana. Niestety, choroba położyła mnie do łóżka, a dział nauczania mojej wymarzonej uczelni zaplanował mi weekend w szkole. Ale kiedy już dochodziłam do siebie po intensywnych zajęciach i mózg mój ostatkami sił łączył neurony stało się coś przedziwnego. Odkryłam w sobie coś strasznego. Jakiś zakamuflowany kod, który się wyeksportował z mojego środka do świata zewnętrznego. Jak szczur przemknął przeze mnie i przeraził swoim istnieniem. Zawstydziłam się. Sama przed sobą.

Wszystko to za sprawą kampanii opracowanej na Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych stworzonej w ubiegłym roku w Szwajcarii. Kampania nosiła tytuł „Bo kto jest doskonały? Bliżej” Dokument to jeden z serii tych, co to mają zmienić nastawienie ludzi do ludzi. Rozpoczynał się zbliżeniem kamery na fragment idealnie gładkiej skóry perfekcyjnego ciała, jak się po chwili okazuje ciała manekina. Manekin stoi obok swojego kolegi manekina. Są gładcy i piękni. Tacy z żurnala. Z wystaw sklepów odzieżowych. Bohaterami tej miniatury są jednak ludzie. Niedoskonali. Inni. Nieidealni. Nie wyrzeźbieni z alabastru. Piękni raczej jak Wenus z Milo, nie jak Dawid. Ona nie ma rąk. Oni albo nie mają jakiegoś fragmentu ciała, albo mają go w nadmiarze. Widzimy między innymi kobietę chorującą na skoliozę, mężczyznę bez nogi. Film ukazuje proces powstawania ubrań właśnie dla nich. I manekinów innych niż zwykle. Najpierw krawiec mierzył bardzo dokładnie wszystkie kończyny, później robił rysunki, aż wreszcie przymierzał ubrania na bohaterach. Już od połowy nagrania wiedziałam, jaki będzie finał. Mimo to, dreszcze emocji mną wstrząsnęły. Oczywiście manekiny powędrowały na wystawę ekskluzywnego butiku ku ogromnemu zdziwieniu przechodniów. Zatrzymywali się przed nią w niedowierzaniu. Robili zdjęcia. Wykrzywiali swoje ciała, tak by przypominały manekiny. Przed szybą stanęła też jedna z bohaterek. Radość na jej twarzy była wszechogarniająca. Zrobiło mnie się ciepło w okolicy serca. Wzruszyłam się. Współodczułam emocje tej dziewczyny i ciężar spojrzeń przechodniów. A później głośno powiedziałam, że… to okropne. Te kalekie ciała na wystawie. Nikt nie chce przecież na to patrzeć. Ja też nie. Wewnątrz siebie poczułam jakiś rodzaj zniesmaczenia. Po chwili dotarło do mnie to, co się we mnie stało. I wściekłam się na siebie. Bo przecież nie jestem kimś, kto nie współczuje, kto nie rozumie ludzkiej krzywdy. Współczuję i rozumiem. Jednak pomyślałam. Powiedziałam na głos. I tak mielę w sobie te wszystkie emocje i myśli od kilku dni. I dochodzę do wniosku, że takie kampanie mają olbrzymi sens. Niwelują obojętność. Włączają myślenie. Ktoś, kto ją zrobił, wykonał kawał dobrej roboty. Zmusił mnie do myślenia i tysiące innych ludzi. Pewnie wielu z nich skłonił do przewartościowania życia. Mnie przypomniał o tym, jak bardzo nie jestem idealna. I nie mam tu na myśli fizyczności. Uśmiech chorej dziewczyny z filmu sprawił, że wszystko wydaję się być takie proste. Wystarczy się czasem zatrzymać.

Autor| Sabina Misakiewicz

PS. Jeśli macie chwilę i ochotę… zobaczcie sami. Ten materiał ma już
16 mln wyświetleń