Sabina Misakiewicz: Nie otwieraj oczu

Nie Oglądam Telewizji. Boję się. Czytam internet. Czytam komentarze znajomych odnoszące się do sytuacji politycznej. To mi wystarcza. I to mnie przeraża. Gdzie ja żyję? Od kilku tygodni mam wrażenie, że każdego dnia budzę się w innym kraju. W coraz mniej moim. Kiedy otwieram oczy mówię do siebie, jak bohaterka pewnego filmu science fiction poddawana testom sprawdzającym, ile syfu jest w stanie  wytrzymać. Mówię do siebie, jak ona: to nie jest prawda.

Jednak otwieram oczy i „to” jest prawda. Ludzie rządzący w moim kraju zachowują się jak zaprogramowane na nienawiść roboty. Jestem świeżo po obejrzeniu wszystkich części Gwiezdnych Wojen i kiedy patrzę na twarze niektórych polityków, to widzę w nich to samo, co w twarzy Anakina Skywalkera w chwili przejścia na Ciemną Stronę Mocy. Oczy posłanki Pawłowicz płoną zemstą, nienawiścią i obłędem. Prezes partii rządzącej i cała jego świta przyprawiają mnie o ciarki, mdłości, lęk i niedowierzanie. Niedowierzanie, że w XXI wieku w europejskim kraju, światłych przecież ludzi, mogą dziać się takie sytuacje. W imię wiary? W co? Skąd się bierze jawne przyzwolenie na niszczenie wolności słowa, wypowiedzi artystycznej, łamanie prawa pod osłoną nocy… To się nadaje na film godny Oskara! Choć w obecnej sytuacji z tymi Oskarami też może być kiepsko. Skoro pani premier mówi, że „Ida” była złym przykładem, to poprawnym politycznie jest sądzić tak samo. Do dupy z tą poprawnością polityczną! Z taką poprawnością. I tu nie chodzi o to, kto na kogo głosował, kto opowiada się za jaką opcją polityczną, bo na dobrą sprawę każda partia ma swoje za uszami. Tu chodzi o zdrowy rozsądek, o moralny kręgosłup, o wiarę, że nie na darmo Wałęsa przeskoczył przez płot, że wolne media, to nie luksus tylko norma, że cenzorzy zniknęli wraz z starym systemem, że nie będzie powrotu do „pułkowników”, że żadna aktorka, jak kiedyś Krystyna Janda nie zagra w kolejnym „Przesłuchaniu” opartym na współczesnych wydarzeniach, że nie będę się bać czy mój syn dostanie po gębie za to, że chodzi ze mną do teatru, że nikt nie będzie mówił do dziecka mojej koleżanki „spierdalaj ty jebany żydzie”. Że zwyczajnie nie będzie na to zgody!  Tylko o to mi chodzi. Nie chcę, żeby ktokolwiek decydował za mnie, za moją rodzinę, za przyjaciół czy mogą mieć dzieci, z kim mają dzielić życie, czy mogą jeździć rowerem, czy wolno im nie jeść mięsa, i co to jest tradycyjny model polskiej rodziny.
Córka moich przyjaciół podczas słuchania porannej audycji radiowej „Trójki”, przy śniadaniu, odniosła się do słów ministra Waszczykowskiego, według którego my Polacy stawiamy na „tradycję, świadomość historyczną, miłość do ojczyzny, wiarę w Boga, normalny model rodziny”. Dziewczynka zapytała: A co to znaczy: normalny model rodziny? Krótko i zwięźle odpowiedział jej tata: Ojciec pije, matka wyje, dzieci brudne, ale do kościoła chodzą.

Budzę się myśląc: To nie jest prawda. Nie otwieraj oczu. Zostań w śnie, gdzie pokój, miłość i dobro. Gdzie nie dosięgnie cię zemsta Shitów.

 

Autor | Sabina Misakiewicz

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Plac Bohaterów” [RECENZJA]
Następny artykułTelewizja Narodowa przedstawia: „Dobra zmiana”
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.