Samotny mężczyzna, Samotność Bogów, Zbyt głośna samotność, Sto lat samotności czy Samotność w sieci, to tytuły książek, które większość z nas przeczytała, albo chociaż o nich słyszała. Każda z nich, to piękna i smutna historia. Zwyczajna albo niezwykła. Ludzka opowieść o samotności, która rodzi się z lęku, bólu istnienia czy rozpaczy.

Odkąd mam dużo czasu na przyglądanie się światu nie odpuszczam mu ani chwili. Czy to patrząc przez kuchenne okno, czy w czasie drobnych zakupów jestem jak nietoperze, które dzięki systemowi echolokacji określają położenie przeszkód lub poszukiwanych obiektów. Ja robię dokładnie to samo, co one tylko innymi sposobami. Zwyczajnie podsłuchuję i podglądam. Zapamiętuje jakieś wyrwane z kontekstu zdanie, grymas na twarzy lub fragmenty  rozmów. Czasem je zapisuje. A czasem pozawalam im zamazać się w pamięci i zniknąć. Jest taka opowieść, którą chcę się podzielić. Nad którą chcę się zatrzymać, na dłużej niż reklama w radiu.

Od kilkunastu dni, mniej więcej o tej samej porze, porze parzenia przedpołudniowej kawy, podglądam pewnego pana. Przychodzi na ławkę stojącą na skwerku przed blokiem. Zwykły „Starszy Pan”. Lekko przygarbiony. Niezbyt elegancko i niezbyt schludnie ubrany. Siada. Zza pazuchy wyjmuje chleb, albo coś, czego nie mogę dostrzec z odległości kilkudziesięciu metrów i tym chlebem lub tym, czego nie dostrzegam, karmi ptaki. Zlatują się nad nim i gołębie i wróble i sroki. Po chwili drepczą już obok jego nóg, przysiadają od czasu do czasu na ramieniu lub brzegu ławki. Dziobią rzucone im okruchy. Starszy Pan przygląda się im, ja jemu. On popija coś z butelki zawiniętej w szary papier. Ja popijam kawę z czerwonego kubka. Niby ładny ten obrazek. Ckliwy. Niby czuć harmonię. Niby. No właśnie. Niby. Mnie coś tam jednak nie pasuje. Mam dziwne przeczucie, że Straszy Pan jest bardzo samotny. Że przychodzi na tę ławkę by zabić wolno płynące godziny, ciszę pustego mieszkania i kołatka, który siedzi w nim, jak w nodze fortepianu i zżera od środka. Ale może nie mam racji. Może kobieca intuicja mnie zawodzi. Oby tak było. Pewnego dnia obudziłam się później niż zwykle. Wstałam z łóżka, tak, tak, w radiu była muzyka. Jak każdego dnia podeszłam do okna w kuchni, by sprawdzić czy za nim coś się zmieniło. By sprawdzić, czy Starszy Pan, bo już się przyzwyczaiłam do jego widoku, znów jest na naszej ławce. Nie było go. Jadłam śniadanie na stojąco przed oknem, piłam kawę patrząc w okno, a jego ciągle nie było. Po dobrej godzinie miałam ochotę wyjść i go odnaleźć. Tylko, co bym mu powiedziała? Dzień dobry, dlaczego Pana nie ma? Ptaki czekają, ja czekam. Tak? Tak miałabym powiedzieć obcemu człowiekowi? A może właśnie tak. Może właśnie dzięki temu, on przestałby czuć się samotny. Może uśmiechnąłby się do mnie, ja do niego i świat byłby piękniejszy. Może. Może czasem trzeba podnieść nos znad gazety, książki, telefonu i popatrzeć na świat…

Tamtego dnia nie wyszłam go szukać. Odnalazł się. Nie przyszedł jednak na ławkę. Zobaczyłam go przypadkiem. Szedł ulicą wyraźnie przybity, ze spuszczoną głową. A mnie brakło odwagi by wyjść mu naprzeciw.

Autor | Sabina Misakiewicz