Sabina Misakiewicz: Trafiona – zatopiona [FELIETON]

Czasem, gdy wpadam w zły nastrój myślę sobie, że jak zasnę i się obudzę, to wszystko będzie dobrze. Niestety ciągle się budzę i ciągle nic się nie zmienia. Dalej nic mi się nie podoba. Te ostatnio słowa są jak jakaś mantra. Powtarzam je w tej lub lekko stunigowanej formie każdego dnia od dobrych kilku tygodni. Nic mi się nie podoba.

W czeluściach Internetu znalazłam obrazek doskonale ilustrujący mnie i moje samopoczucie. Jest na nim narysowana kobieta a nad nią pod nią, za nią, przed nią widnieją krótkie hasła, opisujące jej stan emocjonalny i życiową sytuację. Zła pogoda, alergia na ludzi, sąsiad stukający w ścianę, puste kieszenie, złe wiadomości z kraju i ze świata. Generalnie –  dupa. Bingo pomyślałam. Istna ja. Czy autorka Magda Danaj wzorowała się mnie???? I nagle uświadomiłam sobie, że to straszne. Wszystko mnie denerwuje, nic mi się nie podoba. Byle reklama zmusza do płaczu – jak pisał Świetlicki. Ale przecie ja nie jestem na kacu. Więc o co kaman??? I doszłam do wniosku, że ze wszystkich gupich rzeczy najbardziej, nie podoba mi się to, że już drugi miesiąc nie opuszcza mnie ból. Mimo że staram się go zagłuszać lekami, książkami i serialami. Słabo mi to wychodzi. A właściwie wcale. Od momentu otwarcia oczu aż do ich zamknięcia jestem niezadowolona. Mam krzywą miną na wszystko. Że za mało wody w kubku z herbatą, że monety w kieszeni spodni wydają denerwujący dźwięk, że farba do włosów przeterminowana i efekt koloryzacji doprowadził mnie do łez, że zapisałam się do grupy ludzi, która podjęła wyzwanie przeczytania 52 książek w ciągu roku, a wcale to czytanie mi nie idzie tak, jak bym chciała. Wszystko przez to, że wyczekiwana powieść Ingi Iwasiów „W powietrzu” bardzo mnie rozczarowała i zarzuciłam jej czytanie w połowie. W zamian wzięłam „Złodziejkę książek” zachęcona pięknym filmem nakręconym na jej podstawie. Klapa. Film lepszy od książki. Nie spodziewałam się. I znów alarm w głowie, że syndrom zrzędliwej jędzy rozpoczął atak na mnie – miłą, uśmiechniętą dziewczynę z tatuażem. Sięgnęłam, więc po „Moje nagrody” Bernharda. Jego sposób opisywania sytuacji i ludzi zawsze działa niczym gaz rozweselający u dentysty. Poprawił mi humor na tyle, że skończyłam Iwasiów – bez zachwytu. I już sama siebie nie mogę słuchać. I sama z sobą nie mogę wytrzymać. Już nawet zaczęłam współczuć swemu Wielkiemu Domowemu Misiu. Jak można wytrzymać z taką babą? Doszło do tego, że moje marudzenie dorobiło się u niego nazwy własnej „bręczenie”. Nie znam etymologii i nie chcę jej znać. Oczywiście absokurwalutnie zupełnie nie akceptuję i nie znoszę. Sam, tego okropnego słowa dźwięk wzbudza we mnie fale złości. A Misiu mówi: Ty wiesz, zapisuj to swoje zrzędzenie i nazwij „Brękotki codzienne Sabiny”, przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek. Wydamy to, może w formie poradnika – Jak zrazić do siebie Domowego Misia i jak stracić przyjaciół. Takie dwa w jednym.

I wiem cholera, że coś w tym jest. Może to jest jakaś myśl. Z czegoś złego zrobić coś dobrego. A właściwie bez sensu. A komu potrzebne takie, głupie coś.

Autor | Sabina Misakiewicz