Co autor miał na myśli? To pytanie i kilka jemu podobnych wspominam z rozrzewnieniem z czasów mojej edukacji. Kiedy polonistka tłumaczyła nam zaciekle, co miał na myśli Karpowicz, Słowacki, czy Witkacy zdarzało mi się parsknąć śmiechem. Oczywiście za to parskanie nie raz i nie dwa mi się oberwało. Dzisiaj sama je zadaję. W nieco innym kontekście. Ciekawi mnie, kto parsknie śmiechem.

Byłam w teatrze. Na Szekspirze. W jednym z najlepszych teatrów w Polsce. Reżyser młody, zdolny, rozchwytywany. Tuż po premierze znajomi dyskutowali na temat owego spektakularnego widowiska. A ja miałam wrażenie, że byliśmy na innych spektaklach. I dzisiaj nie umiem pozbierać myśli. I pewnie wystawiam się na pośmiewisko, ale jak moja polonistka zadaję sobie tamto znienawidzone przed laty pytanie. I albo ja czegoś nie rozumiem, albo … No właśnie – albo. Przychodzi mi do głowy jedna z ostatnich rozmów z moim wykładowcą ze studiów, profesorem sztuk teatralnych, w której mówił, że jeśli emocja  i prawda ze sceny nie przechodzą przez rampę, to na scenie może być „Bógwieco”, a i tak nie będzie miało to większego znaczenia. Do mnie emocja nie doszła. Kto wie, może odbiła się od wiszących nad sceną lustrzanych trójkątów, drażniących oczy przez cały czas. A może czekałam na coś innego? Tylko na co? Po powrocie do domu próbowałam znaleźć jakieś porównanie, coś, co pozwoliłoby mi dać Wam zrozumiały obraz mojego odbioru i wtedy przypomniałam sobie (A)pollonię. Warlikowskiego (A)pollonię. Choć obejrzana w telewizji, przygniotła mnie. Ekstremalna dawka emocji z ekranu wybebeszyła  mnie totalnie. Zmiażdżyła. A „Burza” nie, a „na żywo”. Dlaczego sięgam po takie porównanie? Bo mamy w obu przypadkach ponadczasową tematykę, znakomitą obsadę aktorską, zespół muzyczny na scenie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale nie przebiła się przez moją rampę Ewa Skibińska w roli Prospery, choć niezmiernie ją cenię. Przykro mi, ale nie tym razem. Nie przebiła się Małgorzata Gorol jako Miranda, ani znakomity – Andrzej Kłak. A może wynika to z faktu, że jestem zmęczona udziwnianiem wszystkiego dokoła. Może zbyt wiele przekombinowanych, przedobrzonych spektakli widziałam. A może zwyczajnie nie jestem targetem. Ktoś ze znajomych napisał na fb, że emocje w Teatrze Polskim falowały. Dla mnie na scenie falowała monstrualna czarna chmura i olbrzymich rozmiarów zwisający z niej penis. Absolutnie nie jestem pruderyjna, nie razi mnie nagość, obscena czy wulgarne słowa, jeśli widzę ich uzasadnienie. W tym przypadku tego uzasadnienia nie widziałam. Większy niesmak po dwugodzinnym oglądaniu wielkiego penisa czułam tylko po obejrzeniu pierwszego w życiu filmu porno na starym VHaesie rodziców koleżanki znalezionym pod materacem. I choć Garbaczewski zachwycił mnie „Kronosem” i na noże szłam ze wszystkimi, którzy nie podzielali mojego zdania, to jego „Burza” mnie rozczarowała. Obraz wyspy okryty gotyckim mrokiem nie zrobił we mnie spustoszenia estetycznego. Nie powalił. Zachwyciła natomiast muzyka Jana Duszyńskiego, śpiewający Marcin Pemuś i Paweł Smagała. Nie zawiódł mnie też Andrzej Ziemiański z przekąsem rozprawiający o dzisiejszych reżyserach, co to narzucają na aktorów okowy w postaci wyraźnych instrukcji. Cała reszta była jakimś niepotrzebnym ciągiem zdarzeń, bełkoczącymi głowami. Transgresyjna wizja reżyserska zgenderyzowała szekspirowski świat. Ale skoro teatr elżbietański nie posługiwał się aktorkami, to teraz, tu u Garbaczewskiego szekspirowskich bohaterów mogą zagrać kobiety. No bo dlaczegoż by Prosper nie miałby być kobietą? I Gonzalo. I Alonzo. A co. Wszyscy zostańmy kobietami. Kobieta kobietę bardziej zrozumie. Nawet w kontekście pytania: co autor miał na myśli?

„Burza”, na którą szłam miała być piorunującym wyładowaniem emocjonalno-estetycznym, a była jakby zawstydzonym przelotnym deszczykiem.

Autor | Sabina Misakiewicz

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRadosław Sikora: Wkracza na stację lokomotywa
Następny artykułPiotr Zarzycki: Rower we Wrocławiu
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła już pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.