Nie pamiętam, kiedy to było, 5 a może 10 lat temu? We wszystkich miastach w kraju pojawiły się sklepy o dźwięcznej nazwie „Wszystko po 5 złotych”. Można było w nich kupić kosmetyki, zabawki, szaliki, garnki, kubki, patelnie, śmierdzące perfumy i inne drobiazgi. Do tych sklepów wchodziło się z ciekawością i niedowierzaniem, jak do jaskini Aladyna. Dzisiaj w podobny sposób można poczuć się w Empiku, w którym już nie książki są głównym produktem.

Jakiś czas temu jadąc tramwajem przysłuchiwałam się radosnej paplaninie dwóch kobiet. Jedna drugiej opowiadała, jak to kilka dni wcześniej wreszcie kupiła sobie cudowną wprost patelnię do małych fikuśnych naleśników. Że wcale nie była droga, a w telewizji mówili, że taki gadżet to na bank będzie droższy niż teflonowa patelnia z marketu. Po patelni i zachwytach nad nią okazało się, że w tym samym miejscu są do kupienia w promocji młynki elektryczne do soli i pieprzu i nie trzeba w nich kręcić korbką tylko naciska się taki guziczek i już pieprz sam leci i pachnie aż w nosie kręci. Do kompletu z młynkami można wybrać sobie świece zapachową albo zapalarkę do świec właśnie. Kiedy ta pierwsza złapała oddech, by móc dalej wymieniać, druga zapytała w końcu gdzie pierwsza zrobiła takie fajne zakupy. No jak to gdzie? Oburzona pierwsza odpowiedziała: w Empiku! Uśmiechnęłam się mimochodem i przypomniałam sobie czasy, kiedy Salon Empiku w moim rodzinnym mieście, był miejscem, w którym kulturalni panowie w garniturach i panie w skromnych sukienkach spotykali się by czytać prasę, rozmawiać o literaturze, polityce i sztuce i by przy tych rozmowach zjeść wuzetkę i wypić kawę z fusami lub herbatę z mlekiem. Czasem wpadałam tam, jako dzieciak z bandą innych urwisów na te ciastka właśnie i by na chwilę pobyć w trochę innym świecie. Empik ten dzisiejszy już nie jest tym samym miejscem. Nigdzie. Nie tak dawno rozpętała się wokół niego wielka burza. Serwisy internetowe maglowały temat wykorzystywania przez Empik małych wydawnictw, zarabiania nie na sprzedaży książek, lecz na ich kursowaniu miedzy wydawcą a salonami, a także temat obowiązków, jakie narzucane są na pracowników. Konsekwencją chyba tej burzy jest list otwarty napisany przez dziennikarzy i ludzi kultury skierowany do prezes Empiku Ewy Szmidt-Belcarz. Całym sercem przyłączam się do postulatów zawartych w tym liście. Najważniejszym z nich jest myślę ten o obniżeniu marży książek, sprawiedliwym podziale zysków miedzy autorów a sieć Empik i o rozwijaniu czytelnictwa. List podpisali między innymi Krystian Lupa, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Ewa Lipska, Anna Onichimowska, Jacek Poniedziałek, Hanna Samson, Mariusz Szczygieł, i Magdalena Tulli. Podobno stanowczo stwierdzili, że po patelnie mogą pójść sobie do AGD. A w Empiku wszystko, co związane z kuchnią, to niech będą książki kucharskie.

Autor | Sabina Misakiewicz

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRadosław Sikora: Krwawy sport
Następny artykułPiotr Zarzycki: Rower we Wrocławiu
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła już pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.