Samobójcy w rękach Gibsona

Uniwersum DC musi wreszcie wziąć się w garść. Na razie, zamiast porządnego kina, serwują fanom rozmytą obietnicę tego, czym mogłoby być ich produkcje. Mel Gibson wydaje się odpowiednim reżyserem do nakręcenia filmu, który wyciągnie z DC to co najlepsze, jednocześnie nie godząc się na żadne kompromisy – pisze Patryk Wolny.

Internet obiegła plotka o rozmowach pomiędzy Melem Gibsonem a wytwórnią Warner Bros o ewentualnym angażu reżysera Przełączy Ocalonych do prac przy kontynuacji Legionu Samobójców. Początkowo może wydawać się to fikcyjnym tematem, którego kontrowersyjność miałaby przyciągnąć rzesze czytelników. Jednak, jeśli się nad tym zastanowić, to może i faktycznie coś jest na rzeczy.

Gibson powraca do świata wielkiego filmu i, co ważne, robi to w wielkim stylu. Jego Przełęcz Ocalonych zachwyciła, film dostał aż sześć nominacji do Nagród Akademii. Z drugiej strony jest uniwersum DC ze swoimi filmami, które jakością raczej pochwalić się nie mogą. Pierwszy zgrzyt, jakiego można by było się doszukiwać, to indywidualizm Mela, jego specyficzne podejście. Pytanie, czy potrafił by utrzymać nerwy na wodzy, jeśli panowie z WB poprosiliby by tańczył, tak jak oni mu zagrają. Zapewne nie, jednak wcale do tego nie musi dojść.

Legion Samobójców zrealizowany na poważnie, z prawdziwymi, rzeczowymi bohaterami z krwi i kości to z pewnością wizja, jaką Gibson nie raz wcielał w życie. Jego filmy, pełne patosu, można uznać za tę poważniejszą – mroczniejszą – część Hollywood. I gdyby tak pozostawić projekt w całości Melowi, jego wizjom, indywidualnemu podejściu, całkiem możliwe, że otrzymalibyśmy kawał porządnej opowieści dla dorosłych z (możliwe) delikatną nutą czarnego humoru.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nikt nie ma nic do stracenia. Nawet jeśli film będzie słabej jakości, to zapewne i tak się nieźle sprzeda (Legion Samobójców zarobił 745 milionów dolarów), a poziomem wykonania nie będzie odstawał od reszty uniwersum. Warner Bros pozornie niczym nie ryzykuje, a nazwisko Gibsona może nawet dopomóc w gromadzeniu pieniędzy i uwagi widzów.

Natomiast Gibson po powrocie z wygnania będzie miał okazję w świetle reflektorów powrócić na salony Hollywood. Jeśli podoła i film okaże się kawałkiem niezłego kina, kraina możliwości stanie przed nim otworem.

Warner Bros rozważa także innych reżyserów, jednak to właśnie Gibson ma być tym numerem jeden. Czekam z niecierpliwością i trzymam kciuki. Nawet jeśli ojciec Przełęczy Ocalonych do najmilszych ludzi nie należy, to nikt nie każe nam rozliczać jego przeszłości. Najważniejsze, by robił filmy, które ogląda się z zapartym tchem.

W jego rękach Legion Samobójców ma szansę stać się kinem dla dorosłych z prawdziwego zdarzenia.


Autor: Patryk Wolny