Sampha – Process [RECENZJA]

Sampha jest artystą, który przeniósł soul we współczesną epokę, jest tym, który przywrócił mi wiarę na to, że ten gatunek może jeszcze zaistnieć. Oczywiście dzielenie muzyki na gatunki, to największa krzywda jaką można jej wyrządzić, ponieważ Sampha w swoim debiutanckim albumie balansuje na pograniczu wspomnianego soulu oraz R&B. Wszystko oczywiście zostało oblane odpowiednią ilością alternatywnego sosu – pisze Patryk Rudnicki.

Krążek, wydany za sprawą studia Young Turks (odpowiedzialni są również za płyty Jamie’ego xx, The xx czy FKA Twigs) jest strasznie nierówny. Nie tylko za sprawą różnego tempa, ale również poziomu utworów. Zaczyna się żywo, energicznie, od Plastic 100°C, stopniowo zwalniając, aż słuchaczowi dane jest usłyszeć (No One Knows Me) Like The Piano. Pełne lirycznego smutku, który przejmuje do szpiku kości bardziej niż mróz za oknem. Poza tym okraszenie takiego kawałka TAKIM teledyskiem, sprawia, że jeśli chociaż w najmniejszym stopniu cię on nie poruszy, to jest to wyraźny znak, że nie masz serca.

Dalszy odsłuch płyty upływa w miarę przyjemnie, ale mimo wszystko kusi strasznie by wrócić do tego jednego utworu. Godny uwagi jest ten, który zamyka album – What Shouldn’t I Be? – poza tym miałem wrażenie, że jest to album jednego hitu. Nie wynika to ze słabej jakości reszty piosenek, po prostu – (No One Knows Me) Like The Piano jest tak genialne, że reszta jest względem niego po prostu słabsza. Oznacza to tyle, że bez tego utworu płyta byłaby dobra, tymczasem mamy soulowy diament.

Autor | Patryk Rudnicki