- REKLAMA -

Był sobie kiedyś autor. Pisywał opowiadania do czasopisma o fantastyce, później te opowiadania przerodziły się w cykl książek, jego opus magnum po całości, obiekt czci wielu polskich i zagranicznych fanów. Póki co jest kolorowo.

Przychodzi w końcu moment, kiedy seria książek budzi coraz większe zainteresowanie, telewizja robi ekranizację z gumowymi wężami i najlepiej wyrenderowanym smokiem w historii efektów specjalnych. Przychodzi raz do autora jakiś facet i proponuje zrobienie gry w uniwersum. Pierwsza próba kończy się fiaskiem, zresztą autor od dawna ma w głębokim poważaniu zarówno gry komputerowe i graczy. Później przychodzą jakieś chłopaczki z kogucikiem na koszulkach i znowu mu trują o tych grach. Nauczony doświadczeniem, bo przecież poprzednia próba nie zasiliła portfela, autor stwierdza, że owszem, sprzeda prawa do adaptacji (jak ktoś gdzieś jeszcze raz napisze, że sprzedał prawa autorskie to zdzielę ustawą o tymże prawie w twardej oprawie przez łeb), ale hajs ma być z góry. Kwota na umowie to 35 tysięcy złotych, autor zadowolony powiększa portfel, chłopaczki od robienia gier lecą pisać kod i projektować grafikę.

Autor od początku nie wierzy, że cokolwiek z tego wyjdzie, ale w zasadzie ma to gdzieś, bo zapłacili z góry. Tymczasem chłopaczki tworzą grową trylogię o facecie z białymi włosami, co to dwa miecze nosi i siecze potwory. Trylogię tak dobrą, że z prędkością światła transportuje ona rodzimy gamedev na światowe salony. Oczywiście chłopaczki w tym czasie rozwijają swoją firmę, wchodzą na giełdę, ogółem mogliby sobie z plików banknotów postawić dom o ścianach tak grubych, że w środku byłoby ciepło. Wtedy autor wchodzi na scenę, cały na biało i śle do chłopaczków wezwanie do zapłaty. Chłopaczki, z racji, że ich firma jest na giełdzie publikują wezwanie w sprawozdaniu.

Czy Sapkowski ma prawo żądać dodatkowych pieniędzy do kontraktu na 35 koła? Otóż ma. Czy CDP RED MUSI mu płacić. Otóż powinien, a jak stwierdzi, że nie, to o tym będzie decydować sąd. Prawo autorskie (zarówno to polskie, jak i międzynarodowe, które obowiązuje też na terenie Unii Europejskiej) jest po stronie wspomnianego autora. Pomijając jego ambiwalentny stosunek do gier komputerowych i graczy samych w sobie, śmiało mogę stwierdzić, że należy mu się jakaś dodatkowa kasa. Czy ma być to te konkretne 60 milinów nie mnie oceniać. Przyczyna mojego stanowiska jest jasna.

Gdyby nie Sapkowski, to byś niezbyt sobie pograł.

Dlatego nie nazywaj go debilem, idiotą czy człowiekiem, który dał się wydymać. Bez książek nie byłoby gier, w momencie, gdy prawa do adaptacji były sprzedawane popularność Wiedźmina za granicą była znikoma, a 35 tysi wtedy i tak było porządną kasą.

Nie bądź głupim trollem, zacznij myśleć.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: