Patryk Rudnicki: Sąsiad sąsiadowi… człowiekiem?

Żyjemy w kraju, którego realia odzwierciedlić potrafią w głównej mierze brudnoszare barwy. W kraju, w którym każdy goni za swoją michą, wypłatą, fakturą. Kraj ten codziennie generuje sytuacje, w których to osoby mieszkające obok siebie, które dzieli płot albo ściana w kamienicy czy bloku, nie potrafią wspólnie żyć obok siebie, kiedy to naumyślnie i z fantazją godną mistrza sztuk wszelakich wymyślają jak by tutaj tę wspólną egzystencję sobie uprzykrzyć – pisze Patryk Rudnicki.

Realia takiego sąsiedztwa nie napawają optymizmem i każdorazowo w sytuacji, w której człowiek ma się gdzieś przeprowadzić, napełniają obawą i strachem przed tym nowym człowiekiem, który prawdopodobnie, gdy tylko usłyszy jakiekolwiek hałasy o godzinie 22:01, zadzwoni po panów w niebieskim. Samemu oczywiście naparzając udarem od 7 rano w sobotę, bo skoro robi remont, to po kiego grzyba dać znać innym.

Realia smutne, nerwowe, zawistne, w końcu prowadzące do tego, że przed snem w głowie wszystkich w okolicy układać zaczynają się słowa modlitwy. Modlitwy, która idealnie te realia opisuje.

Pomimo takiego wstępu ten tekst nie będzie wiadrem żółci. Będzie on opowiadał o tym, że pomimo takiego sposobu bycia, w tej polskiej, szarej codzienności, nadal znaleźć można ludzi, którzy nadają jej kolorytu.

Był ich sąsiadem. Naprawiał i szył buty dla teatru, w którym pracowali. Jego charyzma i osobowość sprawiły, że z pozornie zwykłego szewca urósł do miana legendy oraz osoby, bez której Capitol na pewno straci. Bo po aktorach i wszystkich, którzy brali udział w tworzeniu wczorajszego koncertu w Capitolu dla Pana Szewca widać było, że im go brakuje. Że chcieliby, aby ich ukochany sąsiad wrócił. Pan Zbyszek, pomimo faktu, że go nie znam, zaczął jawić się gdzieś z tyłu mojej głowy jako człowiek, którego relacja z teatrem, aktorami i widzami była wręcz symbiotyczna, a nawet mutualistyczna i jedno ciężko wyobraża sobie życie bez drugiego.

Ten koncert był czymś świetnym. Jeszcze zanim się rozpoczął wszędzie rozpościerała się aura przyjaźni, serdeczności i chęci pomocy. Zaznaczę, chęci pomocy sąsiadowi. Podobno Konfucjusz kiedyś powiedział: „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu”. Tymczasem wszystkie osoby pracujące nad tym koncertem poszły o krok dalej. Robiąc to co kochają wytworzyli ogromne, niemożliwe do objęcia jakąkolwiek miarą pokłady dobra.

Zatem w tym właśnie momencie chciałbym zrobić jedno. Szanowny dyrektorze Teatru Muzycznego Capitol, szanowni aktorzy, muzycy, oświetleniowcy, dźwiękowcy, szanowna obsługo, publiczności oraz wszyscy, których nie wymieniłem, za co z góry przepraszam. Dziękuję.

Dziękuję za przywrócenie wiary w ludzkość.

 

Autor | Patryk Rudnicki