Jurna kiełbaska nie może doczekać się by móc wypełnić po same brzegi krągłości ciaśniutkiej bułeczki. Seksowna Taco chciałaby za to popisać się umiejętnościami… nazwijmy to oralnymi. Cóż, pewnym jest, że kino takiej orgii jeszcze nie widziało.

Wszystko dzięki współpracy Setha Rogena i Evana Goldberga, którzy, jak na niegrzecznych chłopców przystało, przygotowali animację z piekła rodem. Inteligentna, błyskotliwa i, co najważniejsze, pełna sprośnego humoru komedia stanowi swoisty powiew świeżości, ukłon w stronę dorosłej publiczności, która po wielu seansach spędzonych w kinie wraz ze swoimi pociechami na kolejnych hitach od Pixara czy Dreamworks nareszcie otrzymała coś dla siebie.

Codziennie rano, tuż po otwarciu, produkty ze sklepu Shopwell śpiewają swoją piosenkę opowiadającą o Cudzie Nieznanym – tajemniczym miejscu, do którego udają się wszystkie produkty wybrane przez Bogów (ludzi). Frank, parówka, nie posiada się ze szczęścia, kiedy los uśmiecha się do niego i ląduje w koszyku jednego z klientów. Niestety w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności (samobójstwa musztardy) wraz z kilkoma innymi artykułami wypada na podłogę, gdzie ledwie udaje mu się uniknąć zagłady z ręki obsługi – trafienia do kosza.

Ocalałe produkty postanawiają wspólnie wrócić na swoje półki, wcisnąć się do innego opakowania, by znów mieć okazję na opuszczenie supermarketu i podróż do Cudu Nieznanego. Jednak Frank zaniepokojony opowieścią musztardy postanawia poznać prawdę, która kryje się za opowieścią o Bogach i Cudzie Nieznanym i tak zaczyna się jego podróż, pełna niebezpieczeństw i nietuzinkowych produktów.

Pozornie prosta historia, w której twórcy postanowili sobie za punkt honoru zastosowanie wszystkich możliwych kombinacji słowa fuck, stanowi jedynie pretekst do żartowania sobie z wszystkich i wszystkiego. Dosłownie. Hitler i naziści jako produkty spożywcze — nie ma problemu. Wyznawcy dwóch skrajnych religii uprawiający gejowski seks — dlaczego by nie. Nawet jeśli udałem się do kina przygotowany na humor właśnie takiego kroju, to efekt końcowy mnie zaszokował.

Sausage Party potrafi całkowicie zmienić sposób, w jaki będziemy postrzegać dobrze nam znane hot-dogi. Zaznaczyć powinienem, że cała ta rozwiązłość może gorszyć. Wszystko zależy od tego, czy akceptujemy taki rodzaj rozrywki i czy jesteśmy w stanie się z tego śmiać. Nie jest to bajka dla dzieci, osoby nazbyt pruderyjne mogą oblać się wypiekami i z piskiem wybiec z kina.

Śmiech przez łzy. Parówkowa impreza to nie tylko kupa śmiechu i zabawy, bo jeśli przyjrzeć się bliżej, to szybko można dojść do wniosku, że asortyment Shopwell wcale nie tak bardzo różni się od przeciętnego miasteczka. My także wierzymy w lepszy świat i co (chyba) najważniejsze, także mamy pociąg do wkładania kiełbasek do apetycznych bułeczek. Idąc tym tropem pod płaszczem przeróżnych zastosowań słowa fuck może kryć się równie, jeśli nawet nie bardziej, przerażająca prawda odnośnie do naszego życia. A co jeśli i my jesteśmy tylko asortymentem w Bożym sklepie?

Wizja nieco przerażająca, jednak to kolejny powód, dla którego warto udać się do kina. Głupią komedię zrobić wcale nie trudno. Inteligentną bajkę dla dorosłych, która aż ocieka wszelakimi świństwami i humorem to już zadanie godne mistrza, a jeśli do tego dołożymy jeszcze ukryte przesłania i (przemyślane) alegorie mamy mieszankę wybuchową, obok której nie sposób przejść obojętnie. Znakomita rozrywka, jakiej od dawna nie było.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina