Po zeszłotygodniowym zwycięstwie Gwardii Wrocław, nad Politechniką Opolską, tym razem przyszedł czas na derby województwa. W trwającym niespełna dwie godziny spotkaniu, górą byli siatkarze Ireneusza Kłosa, którzy awansowali tym samym na pozycję lidera drugiej ligi!

W spotkaniu z Victorią Wałbrzych, Paweł Michocki zagrał bardzo skutecznie / fot. DW

Pierwszy set układał się pod dyktando „gwardzistów”. Po skutecznej grze w ataku oraz dobrej zagrywce Wojciecha Kubaka, zespół z ul. Krupniczej prowadził 11:8. Drużyna z Wałbrzycha próbowała walczyć i zbliżyć się jak najbardziej do rywala, jednak na to podopieczni trenera Kłosa nie pozwolili. Przewagę, którą sobie wypracowali, kontrolowali do końca, wygrywając 25:21.

 

Kolejna partia to prawdziwy horror. Początek tej części gry przebiegał bardzo podobnie, jak w secie poprzednim. Gwardia osiągnęła kilku punktową przewagę, a świetna postawa w ataku Piotra Deszcza i Pawła Michockiego, pozwalała grać spokojnie i pewnie. Niestety, ale podopieczni Janusza Ignaczaka nie odpuszczali. W ataku rozszalał się młody Sebastian Zieliński, a na środku równie skutecznie radził sobie Paweł Olszewski. Efektem tego była zacięta gra po obu stronach siatki i wynik, który cały czas oscylował wokół remisu. Końcówkę tej partii, która rozgrywała się na przewagi wygrał zespół Ireneusza Kłosa, 30:28. Do pewnego i szybkiego zwycięstwa pozostało więc Gwardii wygrać kolejnego seta…

 

Niestety, ale szansa na zwycięstwo w tej partii została zaprzepaszczona. Początek trzeciego seta ułożył się fantastycznie dla zespołu Victorii Wałbrzych. Po bardzo mocnej zagrywce i świetnej grze w bloku, podopieczni trenera Ignaczaka osiągnęli miażdżące prowadzenie – 8:1. Od tego momentu to „gwardziści” sukcesywnie odrabiali straty i  przy stanie 16:15 dla Victorii wydawało się, że cel został zrealizowany. Proste błędy w przyjęciu i w konsekwencji problem ze skończeniem ataku w pierwszej akcji, doprowadził do kolejnego „odjazdu” punktowego ekipy z Wałbrzycha. O tym secie drużyna z ul. Krupniczej musiała szybko zapomnieć, gdyż poległa zdecydowanie – 17:25.

 

Czwarta i jak się okazało ostatnia partia, po raz kolejny potwierdziła, że zespół z Wrocławia gra jeszcze nie pewnie i ma problemy z utrzymaniem koncentracji. Po osiągnięciu sporego prowadzenia – 14:11 wydawało się, że drużyna Ireneusza Kłosa, postawi w tym secie „kropkę nad i”. Przy stanie 19:15 dla Gwardii, nic nie zapowiadało horroru, który miał miejsce chwilę później. W końcówce Victoria zagrała bardzo odważnie na zagrywce – głównie za sprawą Mateusza Zarajewskiego. Taka postawa przyniosła owoce, w postaci remisu – 23:23. W końcówce, która podobnie, jak w partii drugiej rozgrywała się na przewagi, ponownie zwyciężyła Gwardia – tym razem 26:24 i w całym meczu 3:1

 

Stare przysłowie mówi, że zwycięzców się nie sądzi i tak też należy się zachować w kontekście tego meczu. Patrząc jednak obiektywnym, kibicowskim okiem, jeżeli drużyna ze stolicy Dolnego Śląska chce walczyć o najwyższe cele, a więc awans do pierwszej ligi, to w jej grze muszą zajść pewne zmiany. Mowa tutaj nie o umiejętnościach czysto siatkarskich, ale mentalnej postawie na boisku. W grze „gwardzistów” nie brakuje walki i zaangażowania, ale problem z koncentracją jest bardzo widoczny i może im odebrać ważne punkty, w decydujących meczach sezonu. Usprawiedliwieniem kłopotów ze zgraniem drużyny i utrzymywaniem wypracowanej przewagi jest to, że w spotkaniu z Wałbrzychem nie mógł wystąpić chory w tym dniu, nominalny rozgrywający – Michał Stogniew, choć jego miejsce godnie zastąpił Wojtek Kubak.

 

Gwardia Wrocław – Victoria Wałbrzych 3:1 (25:21, 30:28, 17:25, 26:24)

Skład Gwardii: Kubak, Deszcz, Michocki, Uliński, Pizuński, Dalecki, Andrys (libero) oraz Leszczyński, Kordylas, Lesiak, Strubbe

 

MVP spotkania wg. redakcji „DzielnicWrocławia”: Paweł Michocki (Gwardia Wrocław)

 

 

(Mateusz Dziemidowicz)