Niepokonani do tej pory koszykarze WKS Śląsk Wrocław przegrali w
Katowicach po niezwykle zaciętym spotkaniu z miejscowym AZS AWF 70:81.
Gospodarze trafili aż dwanaście rzutów trzypunktowych, a „dzień
konia” przytrafił się Pawłowi Jurczyńskiemu.

Podopieczni Rafała Kalwasińskiego zanotowali pierwszą porażkę w tym sezonie / fot. Grzegorz Guła

Rezerwowy rzucający Akademików trafiał z dystansu jak natchniony. Zza
linii 6,75m w samej tylko trzeciej kwarcie (która zaważyła o porażce WKS
Śląsk) zrobił to aż pięciokrotnie. W całym spotkaniu zdobył 26 punktów, z
czego 21 rzutami zza łuku.

To właśnie niesłychana skuteczność w tym elemencie koszykarskiego
rzemiosła całego zespołu z Katowic zadecydowała o tym, że podopieczni
Rafała Kalwasińskiego nie dogonili swoim przeciwników, kiedy (w trzeciej
czy też czwartej kwarcie) była ku temu okazja. AZS w całym spotkaniu
trafił dwanaście „trójek”, w pewnym momencie z 61 oczek
drużyny, aż 33 zostały zdobyte trafieniami za 3 punkty.

Jeszcze na 4 minuty przed zakończeniem zawodów nietracący wiary w
zwycięstwo wrocławianie „doszli” gospodarzy na jedynie pięć
punktów (62:67), a do tego byli w posiadaniu piłki. Nieszczęśliwa strata
na środku boiska i łatwe punkty AZS, który po chwili trafił do tego
dwunasty rzut za 3 punkty sprawiły, że zwycięstwo dla Śląska przestało być
praktycznie osiągalne.

To właśnie rzuty trzypunktowe AZS AWF oraz przede wszystkim straty (aż 25)
zespołu wrocławskiego zaważyły na tym, iż nie udało mu się wywieść z
Katowic kolejnych dwóch punktów. – AZS od samego początku całkowicie
narzucił nam swój styl gry – komentował po spotkaniu
najskuteczniejszy gracz Śląska Mirosław Łopatka, autor 27 punktów oraz 11
zbiórek. – Gracze z Katowic wyszli na nas bardzo agresywnie, a my
zamiast to wykorzystać, cofaliśmy się. Wytrącili nam z ręki szabelkę, a
nam zajęło trochę czasu zanim ją znaleźliśmy – podsumował
„Szufla”.

Zawody rozpoczęły się od szybkiego prowadzenia AZS AWF 7:0. Po szybkiej
interwencji Rafała Kalwasińskiego, wrocławski zespół zniwelował straty i
po rzucie za trzy punkty Marcina Kowalskiego równo z końcową syreną
oznaczającą koniec I kwarty doprowadził do remisu 20:20. Już  wtedy
wydawało się, że wrocławianie złapali wiatr w żagle, że w końcu poczuli
się na parkiecie w Katowicach pewnie. WKS objął nawet sześciopunktowe
prowadzenie w połowie drugiej ćwiartki, lecz – jak to w sporcie bywa
– niewykorzystane okazje się mszczą… Kilka niewykończonych
szybkich ataków, proste straty oraz błędy w obronie sprawiły, że do
przerwy na tablicy wyników widniał remis.

Druga połowa to już niesamowita skuteczność w rzutach z dystansu
gospodarzy, którzy trafiali seryjnie. W Śląsku oprócz Mirosława Łopatki,
na którego nie było tego wieczoru mocnych, w ataku wyróżnił się jeszcze
tylko Artur Grygiel, zdobywca 22 oczek, który aż sześciokrotnie trafił z
dystansu.

Wrocławianie nie mogli skorzystać ze swoich punktowych liderów –
Radosława Hyżego, który dochodzi do zdrowia po kosmetycznym zabiegu lewej
stopy oraz Adriana Mroczka-Truskowskiego, którego wyeliminował ostry ból
pleców. – W zeszłym tygodniu czułem się świetnie, lecz już we wtorek
nie byłem w stanie dokończyć treningu. Dziś, choć wziąłem środki
przeciwbólowe, nie byłem w stanie normalnie biegać po parkiecie. Jutro
zaczynam „tourne” po lekarzach, którzy mam nadzieję szybko
postawią mnie na nogi – mówił po spotkaniu wyraźnie podłamany
kapitan drużyny.

Kolejne zawody wrocławski Śląsk rozegra we własnej hali. W sobotę, 29
października o godzinie 18:00 przeciwnikiem siedemnastokrotnych mistrzów
kraju będzie zespół HK Bank Spółdzielczy Żory. Sprzedaż biletów rusza we
wtorek.

KS AZS AWF Katowice – WKS Śląsk Wrocław   81:70   [20:20, 10:10, 25:16,
26:24]
Punkty dla AZS AWF: Jurczyński 26, Ecka 14, Milewski 13, Mateusz Dziemba
9, Nowak 8, Tokarski 6, Marceli Dziemba 5
Punkty dla WKS Śląsk: Łopatka 27, Grygiel 22, Kowalski 6, Bawolski 5,
Bluma 4, Leszczyński 2, Płatek 2, N. Kulon 2, Bochenkiewicz,
Mroczek-Truskowski

(WKS)