Śląsk Wrocław zremisował z Lewskim Sofia 2:2 w ostatnim sparingu podczas zgrupowania na Cyprze. Bramki dla mistrzów Polski strzelili Sylwester Patejuk i Cristian Diaz.

Śląsk Wrocław – Lewski Sofia 2:2 (0:1)

Bramki: Patejuk 46, Diaz 52 (k) – Gadzhev 5 (k), Yovov 73

Śląsk: R.Gikiewicz – Socha (46 Ostrowski), Grodzicki, Jodłowiec (46 Kowalczyk), Pawelec (46 Wasiluk) – Stevanović (65 Juraszek), Kaźmierczak (78 Fedyna) – Ćwielong (71 Przybylski), Mila (46 Diaz), Patejuk (82 Garyga) – Voskamp (46 Ł.Gikiewicz).
Lewski: Ivanov (57 Iliev) – Angelov (57 Elie), Vezalov (57 Miliev), Mulder (57 Dimov), Dimov (57 Yovov), Starokin (57 Mihelić), Prochazka, Yordanov (57 Vasiliev), Velev (57 Ramos), Gadzhev (57 Vutov), de Carvalho (57 Silva).

 

Śląsk rozegrał kolejny dobry mecz podczas obozu przygotowawczego, ale niestety nie przekuł swojej dobrej dyspozycji na zwycięstwo. Ponownie nie popisał się sędzia, który podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, a w pierwszej połowie wprowadził na boisku dużą nerwowość, między innymi dyktując problematyczny rzut karny dla Lewskiego czy też usiłując bez powodu usunąć z murawy kapitana Śląska Sebastiana Milę. Na szczęście w drugiej połowie było już więcej piłki nożnej niż dyskusji, dzięki czemu Śląsk bezsprzecznie zdominował rywala. Gdyby Cristian Diaz wykorzystał rzut karny, wrocławianie odnieśliby w pełni zasłużone zwycięstwo.

Spotkanie z najbardziej utytułowaną drużyną Bułgarii mogło rozpocząć się doskonale dla mistrzów Polski. Już w 2 minucie Sebastain Mila trafił z rzutu wolnego w poprzeczkę. Niestety, chwilę później sędzia dopatrzył się faulu w walce bark w bark Tomasza Jodłowca z Basilem de Carvalho i podyktował rzuk karny dla Lewskiego, którego na bramkę zamienił Vladimir Gadzhev. Po tej kontrowersyjnej decyzji rozpoczął się niezbyt ładny okres meczu, w którym więcej było fauli niż składnych akcji. Apogeum niepotrzebnych emocji zostało osiągnięte, gdy arbiter postanowił bez przyczyny usunąć z boiska Sebastiana Milę. Zaskoczony kapitan poprosił arbitra o podanie powodów tej decyzji i ostatecznie pozostał jednak na murawie.

Śląsk z minuty na minutę grał coraz lepiej, tworząc sobie kolejne okazje do zdobycia bramki. Bardzo aktywny był Piotr Ćwielong, który najpierw dobrze dogrywał do Sylwestra Patejuka, a następnie sam usiłował sfinalizować akcję. Bliski szczęścia był również Dalibor Stevanović, który po rzucie rożnym główkował obok słupka. Lewski miał w pierwszej połowie tak naprawdę jedną dogodną okazję, gdy po kontrze oko w oko z Rafałem Gikiewiczem stanął Gadzhev, jednak golkiper Śląska wyczuł jego intencje i obronił groźny strzał.

Drugą połowę mistrzowie Polski zaczęli z wysokiego c. Już w pierwszej akcji Sylwester Patejuk wykorzystał podanie Piotra Ćwielonga i doprowadził do remisu. Po kilku minutach było już 2:1 – Marek Wasiluk świetnie dograł do Łukasza Gikiewicza, który został powalony w polu karnym przez jednego z obrońców. Sędzia po raz drugi w tym meczu podyktował jedenastkę, którą na bramkę zamienił Cristian Diaz.

Lewski koniecznie chciał doprowadzić do wyrównania, defensywa Śląska funkcjonowała jednak doskonale. Obrońcy WKS-u nie pozwalali rywalom na oddanie strzału, zaś Rafał Gikiewicz dobrze radził sobie na przedpolu, szybkimi wyjściami uprzedzając napastników Lewskiego. Niestety, mimo to Bułgarzy wyrównali, wykorzystując rzut wolny z linii pola karnego, choć gracze WKS-u ponownie mieli poważne wątpliwości, czy sędzia podjął słuszną decyzję.

Śląsk szybko otrząsnął się z tego niespodziewanego ciosu i nadal groźne atakował. Do pełni szczęścia zabrakło naprawdę niewiele – po rzucie wolnym Cristiana Diaza jeden z obrońców zagrał piłkę ręką. Futbolówka trafiła co prawda do Krzysztofa Ostrowskiego, który umieścił ją w bramce, jednak sędzia gola nie uznał i ponownie podyktował rzut karny. Do jedenastki znowu podszedł Diaz, lecz tym razem Argentyńczyk się pomylił i posłał piłkę nad poprzeczką. Śląsk atakował do końcowego gwizdka, jednak wynik nie uległ już zmianie.

 

(slaskwroclaw.pl)