- REKLAMA -

WKS wygrał swój pierwszy mecz w tym sezonie. Na własnym stadionie 3:1 pokonał Cracovię. Całe spotkanie w wykonaniu Śląska było raczej udane, piłkarze mieli tylko jeden słabszy moment, który zakończył się stratą bramki. Na razie wraz z Zagłębiem Lubin pozostają liderami tabeli.

Śląsk bardzo dobrze wszedł w spotkaniu. Po kwadrancie na tablicy wyników było już 1:0. Do bramki Cracovii trafił kapitan zespołu, Piotr Celeban. Zawodnikowi niedawno urodził się synek Milan, któremu zadedykował tego gola, pokazując kołyskę.

Początek meczu w naszym wykonaniu był bardzo fajny. Podwójną radością jest móc strzelić i zrobić kołyskę. Potem jednak straciliśmy bramkę i dopiero w drugiej połowie zagraliśmy lepiej. Strzeliliśmy dwie ładne bramki. Przed nami jednak jeszcze sporo pracy – mówi Piotr Celeban.

Cracovia zremisowała po trafieniu Geralda Olivy. Hiszpan otrzymał doskonałe podanie od Marcina Budzyńskiego, po czym wygrał pojedynek z wrocławskim obrońcą – Igorsem Tarasovsem. Nie sposób przemilczeć złego zachowania piłkarza Śląska. W pojedynku był bliżej piłki, a jednak dał się przepchnąć i przegrał walkę o pozycję. Oliva strzałem na dalszy słupek pokonał Jakuba Słowika.

Wszyscy wytykają błąd Igorsa Tarasovsa, ale ja spojrzałbym też na to, co stało się wcześniej. Prowadząc 1:0, za bardzo się otworzyliśmy i zbyt śmiało atakowaliśmy dużą liczbą zawodników. Mateusz Cholewiak zostawił sporo otwartej przestrzeni na lewej stronie i skończyło się tak, a nie inaczej – mówi Tadeusz Pawłowski, trener WKS-u.

Podobnego zdania jest również prawy obrońca Śląska – Kamil Dankowski. On również uważa, że stracona bramka wynikała głównie z własnego błędu, aniżeli z dobrego zagrania przeciwnika. Według zawodnika, WKS ustawił się za wysoko, zostawiając osłoniętą przestrzeń.

Dobrze rozpoczęliśmy ten sezon, zdobywając trzy punkty. Mieliśmy małe zawahanie, jednak po stracie bramki od razu chcieliśmy zdobyć drugą bramkę. Fajnie, że się udało i że wygraliśmy to spotkanie – mówi Kamil Dankowski.

Podczas sobotniego meczu w Ekstraklasie zadebiutowała trójka piłkarzy Śląska – Damian Gąska, Mateusz Radecki i Farshad Ahmadzadeh, który jako jedyny znalazł się w wyjściowej jedenastce. To był udany debiut – Damian Gąska zaliczył asystę przy bramce Jakuba Koseckiego. Na debiut Gąski przyjechało aż 12 osób z jego rodziny. Łącznie z rodzicami, którzy przylecieli specjalnie z wakacji. Farshad natomiast popisał się przede wszystkim szybkością i wyszkoleniem technicznym. Niestety musiał opuścić boisko w wyniku urazu.

Cieszę się, że mogłem zadebiutować i że dostałem szansę od trenera. Moim marzeniem była bramka, ale niestety się nie udało. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy i są trzy punkty. Przed wejściem na boisko czułem przede wszystkim adrenalinę – mówi Damian Gąska.

W pierwszej jedenastce jako napastnik pojawił się także Arkadiusz Piech. Zaskoczeniem mógł być brak najlepszego snajpera WKS-u – Marcina Robaka.

Od początku mówię, że liczy się rywalizacja sportowa. Arek bardzo długo pracował na to miejsce i ostatecznie je sobie wypracował. To nie był tydzień, czy dwa. Na każdym treningu pokazywał, że należy mu się to miejsce. Wygrał rywalizację sportową. Marcin dał mu bardzo dobrą zmianę sportową – mówi trener.

Bramki dla WKS-u zdobyli: wspomniany wyżej Piotr Celeban, Augusto, który trafił po raz pierwszy w barwach Śląska oraz Jakub Kosecki. Wiadomo już, że była to pierwsza i ostatnia bramka zawodnika w tym sezonie, bowiem podpisał on kontrakt z tureckim Adana Demirspor.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Ola Sopuch