„Nie da się łatwo wpasować kobiet w strukturę zaprogramowaną jako męska – trzeba tę strukturę zmienić” – napisała Mary Beard, profesor filologii klasycznej i kobieta, która nie boi się przemawiać. Na szczęście dla nas – nie tylko w swoim imieniu.

Ta książeczka jest gabarytowo niewielka. Niewiele ponad 100 stron. Ale to dość, jak na manifest. A taki właśnie podtytuł nosi ta pozycja. Manifest. Manifest do bólu racjonalny, przekrojowo pokazujący powód, dla którego głos kobiet jest tak słabo słyszalny. Nawet przez przedstawicielki ich własnej płci.

Profesor Mary Beard, znawczyni antyku, osoba o ogromnej wiedzy i godnej podziwu śmiałości, postrzegana jest przez środowiska konserwatywne jako wichrzycielka, wręcz buntowniczka wytykająca małostkowość, lęk i pychę wszystkim tym, którzy lubią się wywyższać bez powodu. Trzeba przyznać, że dysponuje potężnym narzędziem – wiedzą, analitycznym umysłem i językiem precyzyjnym, jak dłoń sprawnego chirurga.

Wydaną przez Dom Wydawniczy Rebis pozycję „Kobiety i władza” tak naprawdę się słucha, nie czyta. Książka została złożona z kilku głośnych wykładów Mary Beard, w których autorka odnosząc się do literatury i sztuki klasycznej, skupiła się na przedstawieniu historii odbierania głosu kobietom. Sięgając do Homera, Sofoklesa i pism rzymskich filozofów pokazała ciągłość historii, w której połowie społeczeństwa odmawia się: wiedzy, racjonalności, możliwości samostanowienia i przede wszystkim równości. Od rozważań o słowach nastoletniego Temelacha, syna Odyseusza, który zakazał własnej matce odzywać się w domu, a nawet bronić przed agresywnymi zalotami biesiadników, lekko przechodzi do internetowych ataków na kobiety. Sama Beard jest przykładem na to, jak chce się uciszać kobiety – po kilku wystąpieniach publicznych stała się ofiarą internetowej nagonki, w której na jej merytoryczne komentarze padały przede wszystkim groźby: pozbawienia języka, głowy, uciszenia raz na zawsze, by „ta baba” wreszcie zrozumiała przynależne jej miejsce.

Szczerze podziwiam spokój i klasę, z jaką Mary Beard odpowiada na te ataki. Lekkość, z którą manewruje między kulturą współczesną a antyczną. Wreszcie celność jej spostrzeżeń, również tych mało pokrzepiających. Bo choć napisała manifest, w którym pokazała, jak język debaty publicznej wyklucza kobiety i do jakich metod sięga, by je uciszyć, to nie łudzi się, że sprawa ulegnie zmianie. Bo ten system oprze się każdej reformie. Dlatego jedynym wyjściem, jest go zburzyć i stworzyć od podstaw z nadzieją, że uniknie się dawnych błędów. Trochę przypomina mi to opowieść biblijną o Izraelitach wędrujących przez 40 lat po pustyni. Aby kolejne pokolenie mogło zaznać wolności, musiało odejść to, które umiało funkcjonować jedynie w niewoli.

Mary Beard, Kobiety i władza, manifes, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2018