SoDrumatic – Good Times [RECENZJA]

SoDrumatic to jeden z tych artystów, który pomimo swojej obecności na rynku niezbyt wybija się przed szereg. Wszystko za sprawą tego, że w głównej mierze zajmuje się on produkcją warstwy muzycznej w utworach raperów z wytwórni Prosto. I to nie byle jakich raperów, bo rzec by można, że współpracował z czołówką wytwórni w postaci takich osób jak Quebonafide czy Sokół.

A szkoda, bo jego Who Got The Funk jest czystą kwintesencją chillu i tego, czego coraz więcej odbiorców oczekuje od muzyki elektronicznej – by poza łatwym w wyczuciu rytmem, do którego można potańczyć w zadymionym klubie utwór prezentował też jakąkolwiek bardziej rozbudowaną warstwę melodyjną. Już chrzanić to, że to utwór sprzed 3 lat i znajduje się w drugiej połowie tracklisty tego albumu. Musiałem go tutaj wrzucić!

Album otwiera Bring It On i robi to w bardzo mocny i soczysty sposób. Wyrazisty bit, sample, które wprawią w ruch membrany w głośnikach we wszystkich pasmach. Po prostu czuje się od samego początku, że to co dobiegnie z głośników będzie dobre.

Drugi utwór to tytułowe Good Times, któremu blisko do funku lub soulu. Rytm wygrywany przez wyraźnie podkręcony bas z zapętlonym samplem syntezatora już daje odpowiednio smaczne doznania. Wszystkiego dopełnia wokal człowieka, o którym szczerze przyznawszy zapomniałem. Człowieka, który w sumie największą sławą (wraz ze swoim zespołem) cieszył się w czasach, kiedy chodziłem do gimnazjum… Łozo (czy, jak podpisany jest na trackliście – Wozz Lozowski) – szacun, słychać tu pewną dojrzałość i zmianę z chłoptasia grającego pop dla nastolatek w dorosłego artystę świadomego swojego przekazu.

Dalsze Flexin’ to ruch w kierunku nu-jazzu w pełnej okrasie. Sample złożone z partii dętych, zapętlone wokale, jeśli ktoś chciał zapisać w słowniku definicję gatunku, to niech sobie wciśnie „Play” i wszystko będzie jasne. A jeśli nie będzie, to niech poprawi Parov Stelarem.

SoDrumatic określa swój album mianem soundtracku beztroskich chwil. Bitmaker ze stajni Prosto na swoim autorskim krążku nie tylko pokazuje na co stać go w formule solowych kawałków. Do współpracy zaprosił poza wspomnainym już Wozz Lozowskim również Tomsona, Krzysztofa Zalewskiego, Martinę M i Sztossa.

Praktycznie każdy kawałek to kolejne pozytywne wibracje przekazywane do słuchacza. Te każde kilka minut utworów jest jak idealnie wymierzona dawka endorfin wstrzykiwana przez uszy. SoDrumatic to artysta, który wyraźnie pokazał, że zna się nie tylko na stworzeniu bitu pod rap, ale wykazał się również swoistym kunsztem w przekazie energii przez swoją muzykę, któremu dał wyraźny upust za pośrednictwem tej płyty. Jedyne co boli, to fakt, że jego rola mistrza drugiego planu się do niego przykleiła i nie chce odejść, jak rzep od psiego ogona. A już takie Nikt o Nas Nie Wie wyraźnie brzmi jak hit amerykańskich wytwórni z… tekstem po polsku.


Autor: Patryk Rudnicki