I nie będzie się przy tym ograniczać. Po sukcesach „Venoma” i „Spider-man: Uniwersum” włodarze z Sony postanowili spełnić marzenia wszystkich fanów – zrobią tyle Spider-manów ile udźwignie branża, a później będą martwić się co dalej.

Wszystko wskazuje na to, że od Spider-mana, a już na pewno jego uniwersów, tak szybko się nie uwolnimy. Zapewne dla wielu fanów to znakomita nowina, bowiem im więcej superbohaterów-marvela-dc-cokolwiek tym więcej (dobrego?) kina.

I możliwe, że  faktycznie tak jest, w końcu kino niekoniecznie musi być dobre, wystarczy, że poziom rozrywki stoi na odpowiednio wysokim poziomie, a (lub) widzowie zobaczą znane, i co najważniejsze, lubiane postaci i wszyscy razem wspólnie będziemy mogli pobujać się wraz z Parkerem czy Milesem. Podobne wnioski wysnuli włodarze Sony Pictures, których plany odnośnie uniwersum Spider-mana sięgają daleko na wiele kolejnych lat.

Wielka w tym zasługa „Venoma”, który na spółę z „Spider-Man Uniwersum” udowodnił Sony, że potrafią oni jeszcze robić kino komercyjne, które po pierwsze się sprzedaje (855 mln zielonych z „Venoma”), a po drugie stoi na wysokim poziomie i z łatwością może konkurować w wyścigu po najważniejsze nagrody w branży (Oscar i nie tylko dla Spider-manów). A gdy dodać dwa do dwóch nagle pojawia się Tony Vinciquerra, prezes Sony Pictures Entertainment, który dumnie podkreśla:

„Nasza grupa telewizyjna będzie miała swoją własną paletę postaci z tego uniwersum, którą będą starali się rozwijać.”

Dolary same się nie zarobią, trzeba zatem kuć żelazo póki gorące. Obecnie Marvel znakomicie nadaje się na monetyzację, korzyści czerpią na tym także mniejsi gracze jak M. Night Shyamalan i jego trylogia czy Zły Superman Jamesa Gunna. A więc i Sony nie zamierza stać i się przyglądać. Obecnie w produkcji znajduje się film o jednym z przeciwników Spider-mana Morbiusie, a w planach jest kolejny Venom oraz Silver & Black. Nie ma wątpliwości, że powstanie także sequel „Spider-man: Uniwersum” i to akurat jest dobra, choć niepokojąca wiadomość – spoglądając na artystyczne walory pierwszej odsłony, wszystko może koncertowo się… nie udać.

Na tym jednak nie koniec, wymienione powyżej pozycje określiłbym raczej jako wierzchołek góry lodowej. Podejrzewam, że Sony Pictures ma bardziej ambitne plany, tyle seriali (aktorskich jak i animowanych) możliwych do zrealizowania, tyle postaci do zagospodarowania – pozostaje tylko czekać i obserwować, kiedy całą ta super-bohaterska machina się rozleci, bo prędzej czy później właśnie tak się to zakończy.  

Autor: Patryk Wolny