- REKLAMA -

Śląsk Wrocław przegrał z Lechem Poznań 0:1. Trójkolorowi cztery razy trafiali do bramki Kolejorza, jednak sędzia za każdym razem odgwizdywał spalonego. Lech nie stworzył sobie praktycznie żadnej sytuacji, a mimo to zdołał zdobyć Twierdzę Wrocław i wygrać po raz pierwszy od 2010 roku!

Przed spotkaniem trener Tadeusz Pawłowski zdecydował się tylko na jedną zmianę w składzie. Po raz pierwszy od początku sezonu w wyjściowej jedenastce pojawił się Robert Pich. Być może trener Śląska liczył, że pomocnik tak, jak w poprzednim sezonie, strzeli Kolejorzowi bramkę.

Spalony w decydujących momentach

Mecz rozpoczął się od spokojnej wymiany podań przez Kolejorza. To oni stworzyli pierwszą akcję, jednak Joao Amaral oddał bardzo niecelny strzał. W kolejnych minutach to piłkarze Śląska przejęli inicjatywę i wygrywali pojedynki w środku pola. Dobrze spisywał się Robert Pich, który nie odpuszczał walki o piłkę. Po jego odbiorze i dośrodkowaniu Mateusza Cholewiaka, Śląsk zdołał zamknąć Lecha w polu karnym, bowiem aż cztery razy dośrodkowywał z rzutu rożnego. Po jednym z podań w okolicy 10 metra zrobiło się gorąco, jednak Lech zdołał oddalić zagrożenie. Kolejną dobrą sytuację zawodnicy Tadeusza Pawłowskiego w 18. minucie. Pich wychodził na czystą pozycję, jednak nie zdołał opanować podania. Dwie minuty później Śląsk mógł cieszyć się z pierwszej strzelonej bramki – do siatki trafił Michał Chrapek. Sędzia odgwizdał jednak spalonego, a na tablicy wciąż pozostawało 0:0. Chwilę później spotkanie zakłócił jeden z kibiców, który wbiegł na murawę i udał się w stronę sektora gości. Ochrona uporała się z nieproszonym gościem i mecz rozstał wznowiony. Przez następne minuty gra upływała na budowaniu akcji przez obie drużyny. W 29. minucie Śląsk po dośrodkowaniu Augusto z rzutu wolnego piłka o centymetry minęła głowę Arkadiusza Piecha, a później nogę Wojciecha Golli. Sędzia ponownie odgwizdał jednak spalonego. Gra toczyła się głównie w środku pola. W 38. minucie z rzutu wolnego uderzał Farshad Ahmadzadeh, jednak wprost w ręce Matusa Putnocky’ego.  Obie drużyny dalej starały się zagrozić przeciwnikowi. W końcówce błąd popełnił bramkarz Lecha, który podał piłkę do Piecha, jednak obrońcy zdołali wrócić i oddalić zagrożenie. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem. Nieco lepiej prezentował się Śląsk Wrocław, który częściej był obecny w polu karnym przeciwnika.

Bramki, których nie było

Drugą połowę oba zespoły rozpoczęły bez zmian. Już na początku Śląsk miał dobrą okazję, aby wyjść na prowadzenie. Piech odebrał piłkę rywalowi, oddał jednak za mocny strzał. W 52. minucie Śląsk po raz drugi tego dnia trafił do bramki, jednak napastnik wrocławskiego klubu był na spalonym, a bramka nie została uznana. To już druga sytuacja, w której piłkarz WKS-u trafił do siatki, lecz sędzia nie uznał gola ze względu na spalonego. Pięć minut później po dośrodkowaniu Michała Chrapka, strzał oddał Golla, jednak dobrze interweniował Putnocky. Śląsk grał lepiej od rywala, częściej był przy piłce i rozgrywał na połowie Kolejorza. W 63. minucie trener Pawłowski zdecydował się na zmianę i na boisku pojawił się Marcin Robak. Właśnie ten zawodnik pięć minut trafił do bramki… lecz sędzia ponownie pokazał chorągiewkę i bramka nie została uznana. Śląsk jednak nie odpuszczał i szukał kolejnych okazji, by w końcu wyjść na prowadzenie. W 78. minucie dobrze interweniował Jakub Słowik, który wyszedł do piłki. Strzelecka passa odwróciła się od Ślaska w 82. minucie. Pedro Tiba zdołał pokonać Słowika. Lech nie stworzył sobie dotąd żadnej stuprocentowej sytuacji, a jednak objął prowadzenie w meczu. Dwie minuty później Śląsk trafił do bramki Kolejorza po raz czwarty w tym meczu. Sędzia jednak ponownie odgwizdał spalonego. Ta decyzja podcięła skrzydła Śląskowi. Piłkarze wyglądali na sfrustrowanych i zrezygnowanych. Lech natomiast grał na czas. W całym spotkaniu prawie nie zagroził bramce Słowika, a jednak zdobył 3 punkty, wygrywając 0:1.

Wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo ciężki mecz, a Śląsk jest w dobrej formie. Zagraliśmy słaby mecz, nie mieliśmy żadnej kontroli nad spotkaniem. Mamy jeszcze dużo do poprawy – mówi Ivan Djurdjević.

 

Boli taka porażka, bo uważam, że zasłużyliśmy co najmniej na punkt. Nie chodzi tutaj o nieuznane bramki. Zostawiliśmy dużo zdrowia na boisku, zagraliśmy spotkanie, za które nie zostaliśmy nagrodzeni. Jedziemy dalej, bo uważam, że jest jeszcze wiele do zrobienia. Dzisiaj nie mam pretensji do żadnego zawodnika, walczyliśmy jako zespół do końca. To jest mój zespół i będę za nimi stał murem – mówi Tadeusz Pawłowski.


Śląsk Wrocław – Lech Poznań 0:1 (0:0)

83′ Tiba

Śląsk: Słowik – Dankowki, Celeban, Golla, Cholewiak – Augusto, Pałaszewski, Farshad Ahmadzadeh, Chrapek (71. Gąska), Pich (85. Radecki) – Piech (63. Robak).

Lech: Putnocky – Orłowski, Rogne, De Marco – Klupś (70. Jóźwiak), Trałka, Rabut (55. Cywka), Tomasik, Tiba – Amaral (76. Tomczyk), Gytkjaer.

Żółte kartki: Augusto (Śląsk); Trałka, Gytkjaer (Lech)

Sędzia: Daniel Stefański

Widzów: 17 926


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Ola Sopuch
Galeria: Wojciech Węgiel