- REKLAMA -

Spotify przyłącza się do walki z brakiem poprawności i molestowaniem kobiet przez artystów. Feministki dopingują, wysuwając żądania, a artyści cierpią, bo w tej całej nagonce znalazło się jeszcze trochę miejsca na kategoryzowanie muzyków na lepszych i gorszych.

Spotify rozpoczęło polowanie na czarownice, choć może raczej powinienem napisać: czarowników. Wszystko za sprawą nowej polityki platformy dotyczącej zawartości dwuznacznej, obraźliwej etc. (ang. Hate Content and Hateful Conduct) po wprowadzeniu której R. Kelly czy XXXTentacion trafili na czarną listę. Utwory tych wykonawców są ignorowane przez algorytmy serwisu, które tworzą wszelkiego rodzaju playlisty z ramienia Spotify. Ich muzyki cały czas możemy posłuchać, jednak tylko wtedy, kiedy wyszukamy artystę ręcznie, jego utwór czy album.

Gdyby tego było mało, feministyczna grupa Ultraviolet wystosowała petycję do Spotify z listą innych dżentelmenów, których muzyka jest niegodna naszych uszu, ponieważ dopuścili się oni jakiś niecnych zachowań. Dziewczyny żądają całkowitego usunięcia z platformy oskarżonych artystów.  Pośród szczęśliwców wskazanych przez panie znaleźli się m.in. The Red Hot Chili Peppers, Nelly, Eminem czy Chris Brown, których słuchałem pisząc i, cóż, nie czuję, żeby muzyka dobywająca się w głośników była aż tak zła, a wręcz przeciwnie. 

Argument wskazujący na to, że nie powinno pomagać się niedobrym mężczyznom, którzy maczali paluszki w molestowaniu czy w inny sposób wywołali gniew feministek jest, co najmniej, śmieszny. Po pierwsze, w większości przypadków nie ma skazujących wyroków, a więc mamy domniemanie niewinności. Druga sprawa to stawianie własnych stosów. Samosąd, z tego co mi wiadomo, także jest niezgodny z prawem, więc praktyka ta powinna zostać potępiona. Bazując na domysłach niszczymy innych, ich ciężką pracę i często lata poświęceń.

Jeden z pokrzywdzonych, XXXTentacion zwrócił się z apelem do Spotify, wskazując na to, że jeśli go potępiono, to dlaczego nie zrobiono tego samego w stosunku do innych dwuznacznie moralnych muzyków. Za przykład podaje m.in. Michaela Jacksona i cóż ma słuszność – niech usuną wszystko i wszystkich i nie będzie niczego. Choć tego raczej nie zrobią, bo Jackson jest kilka poziomów nad plebsem, który usunęli, a nawet walka z molestowaniem musi mieć swoje (finansowe) granice.

Wszystko wskazuje na to, że niektóre grupy społeczne roszczą sobie prawo do niszczenia innych. Zaczyna się dość niewinnie od wykreślania z playlist, jednak stąd zaledwie krok do całkowitego usunięcia z platformy, życia społecznego, świata. Po co nam sądy, może od razu oferujmy wygnanie na pustynię (lub inne fajne miejsce) oraz całkowite wymazanie z kart historii (internetu w przypadku dzisiejszych celebrytów) w przypadku podejrzenia, że ktoś zachowywał się niegrzecznie w stosunku do innych (feministek?).

Problem kryjący się za tagiem #metoo jest poważny, jednak im więcej się go nadużywa i wykorzystuje do wszczynania krucjat, tym bardziej, moim zdaniem, ukręca on bata na siebie. Poczekajmy jeszcze trochę i apelu kobiet nikt już nie będzie brał na poważnie, ponieważ świat się zmęczy tym całym wykreślaniem, wyrzucaniem i wieczną nagonką.  

PS. Nowa polityka Spotify w głównej mierze ma walczyć z obraźliwymi tekstami utworów, jednak kogo to obchodzi, jeśli przy okazji można ukrzyżować tych oskarżonych o molestowanie.


Autor: Patryk Wolny