Lars von Trier powinien przyjechać do Wrocławia. Najlepiej jak najszybciej. Powinien koniecznie zobaczyć spektakl dyplomowy studentów PWST. Jego „Królestwo” w Ich wykonaniu zmiata z nóg. Byłam. Widziałam. Gratuluję.

 

Teatr Szkolny PWST znam od jakichś …nastu lat. Oglądałam w nim fuksówki, przeglądy piosenki aktorskiej szkół teatralnych, spektakle dyplomowe. Tam, byłam świadkiem rodzących się talentów. Po raz pierwszy na scenie widziałam Bartka Kasprzykowskiego, Pawła Małaszyńskiego, Agnieszkę Kwietniewską, Joannę Liszowską, Krzysztofa Zycha, Wojtka Mecwaldowskiego i wielu, wielu innych. Kiedy przed kilkoma dniami usiadłam na widowni by obejrzeć „Królestwo” poczułam się jak dawniej. Jak dawniej mocno trzymałam kciuki za młodych aktorów. Za to, by dobrze zagrali i za to, bym wyszła stamtąd zadowolona. A, że widziałam ich już w Ryszardzie III, właściwie mogłam być spokojna. Kątem oka dostrzegłam reżysera Remigiusza Brzyka, który nie wiedzieć czemu denerwował się. A przecież nie było powodu. Doskonale poradził sobie z trudnym Trierem. Jego podopieczni zachwycali. W każdej niemal scenie pozwolił im zaistnieć z osobna. Mili szansę pograć, pokazać się i znakomicie ją wykorzystali.

Czas płynął bardzo szybko. Jak seria z karabinu maszynowego. Jeszcze przed przerwą poczułam, że już nie muszę zaciskać kciuków. Że tu nie będzie żadnej skuchy. Że mimo mroźnych powiewów powietrza, które kilkakrotnie wpadały przez otwierane drzwi do sali, w środku mnie temperatura rosła. Nie mogłam się na nich napatrzeć. Spektakl grany 25 stycznia był pokazem dla dyrektorów teatrów, pedagogów i mediów. Jako „media” mogę coś napisać, ale bardzo żałuję, że nie mam swojego teatru. Wszyscy mieliby u mnie angaż. Od zaraz. Z miejsca biorę Michała Lachetę, Karola Kadłubca, Radosława Drożdża, Mariusza Ochocińskiego, Waldemara Krawczyka i Tomasza Piotrowskiego. Biorę też Justynę Ducką, Lucynę Szierok i Zofię Schwinke. Oczywiście nie zapomnę o reszcie załogi, bo niby jak bez nich. Zespół to zespół. Dobry zespół, to połowa sukcesu. A, że jest i dobry reżyser – mamy pełen sukces!

Na koniec życzę tym młodym zapaleńcom, by nigdy nie ustawali w pół drogi. Nie osiadali na laurach. By się nie zcelebrytowali. Bym ja, za kolejne naście lat, mogła oglądać ich w teatrach czy kinie i mówić: O, tych widziałam gdy ogłaszali światu, że teraz ich kolej.

Powodzenia Kochani.

 

Autor: Sabina Misakiewicz