Jedni mówią, że pisanie to matematyka, a inni, że muzyka. Choć muzyka, to też matematyka. Muzyka płynie tak, jak płynne jest czasami pisanie. Ale żeby pisanie stało się płynne, najpierw trzeba napisać bezsensownych kilka zdań. Kiedy już minie ten etap, że każde napisane słowo jest wyczynem wielkiej wagi, pojawi się coś, co będzie iskrą, jakimś przebłyskiem, tym, co chciało się powiedzieć. Wtedy tamte wcześniejsze zdania idą w kosz.

Wisława Szymborska mawiała, że najważniejszą rzeczą, jaka powinna znajdować się w pokoju artysty jest kosz. Bo chodzi o to, aby nie wypuszczać spod swojej ręki gniotów. Płaskich tekstów,  pozbawionych emocji, filmów, które są miałkie, czy piosenek, które, są o  niczym. Emocje zapisane w sztuce, są tym czego szukamy. Mam takie momenty biorąc do ręki nową książkę. Czytam pierwsze 60 stron i tutaj wszystko już  jest proste. Albo ona mnie wchłonie, albo zniechęci. Albo już jej nie chcę, albo wrócę do niej jeszcze kilka razy jak do np. „Gry w klasy” Cortazara” i wielu innych. Chodzi o „ciary”, które muszą być!

No właśnie. Czerwiec to miesiąc akcji „Cała Polska czyta dzieciom”. Oczywiście jest to niezwykle ważne, ale jeszcze ważniejsze jest to, żebyśmy sami czytali dając przykład. W związku z tym miało być dzisiaj o książkach… ale będzie o muzyce. Nie sposób postąpić inaczej po ostatnim festiwalu w Opolu. I to nie ze względu na słowa Czesława Mozila, o braku profesjonalizmu organizatorów, czy inne zakulisowe dyskusje. Dla mnie na pierwszy plan dyskusji o Opolu wybija się Natalia Sikora. Jej występ w koncercie „Sing Sing- Super debiuty z Marylą” utwierdził mnie w przekonaniu, że tego wciąż, we wszystkim szukam. Takie emocje powinna dawać muzyka, literatura czy teatr. Jestem świadoma, że nie każdemu takie emocje się zdarzają, ale ja  już kiedyś podobnie się czułam. Spotkanie Przemka Bluszcza przypomniało mi, że takie emocje związane są dla mnie z Legnicą – „Balladą o Zakaczawiu” [autorzy: Maciej Kowalewski, Jacek Głąb, Krzysztof Kopka] Teatru Telewizji czy występem Swietłany Chodczenkowej w „Małej Moskwie” Waldemara Krzystka. Jej wykonanie Grande Valse Ewy Demarczyk pokazały, że można zaśpiewać nawet do kotleta, ale tylko jeśli całym się jest muzyką, ludzie oderwą się od wódki i jedzenia by zareagować, bo pozwolić sobie na emocje. Taka też jest Natalia Sikora, która mogłaby śpiewać w Koziej Wólce do kotleta, a i tak dałaby z siebie wszystko. Bo ona cała jest sceną, muzyką. Płynie z niej szczerość i skromność, jakiej zwykle mało w jednosezonowych gwiazdkach.  Jej  wykonanie „Koni” Wysockiego zmiotło mnie z kanapy. Na takie emocje zawsze czekam i liczę, a że uzmysłowiłam sobie, że poniekąd łączą się one z Bluszczem,  to mocno też liczę na niego w „Zameku” Kafki granym od zbliżającej się soboty w Teatrze Współczesnym. Czekam na śmiech, włosy jeżące mi się na rękach i cierpką skórę, zaciskające się pieści, przegryzione wargi  i łzy. Życie mamy tylko jedno, więc  wybierajmy, to co pobudza nas do refleksji, co sprawia, że zatrzymamy się, że pochylimy na chwilę nad nienamacalnym. Róbmy to w doborze książek dla naszych dzieci, wyborze muzyki, koncertów czy spektakli teatralnych. Nie zgadzajmy się na bylejakość i nic nie znaczącą papkę, która coraz częściej jest nam serwowana. Miejmy nadzieję, że taki właśnie będzie ‘Zamek”, czego Państwu i sobie życzę.

 

Autor: Sabina Misakiewicz

 

PRZECZYTAJ TAKŻE

>> Środowa Sabina Misakiewicz: Pomarańczyk. Pierwsza krew
>> Środowa Sabina Misakiewicz: Hardcorowy Kox