Środowa Sabina Misakiewicz: „Mała Księżniczka” i inne niepotrzebne

Medialny szum wokół Joanny Bator i „Ciemno, prawie noc” nie ustaje.  Zwykle staram się przeczytać choć kilka z nominowanych do Nike pozycji zanim werdykt zostanie wydany. Niestety. Bijąc się w piersi przyznaje, że tym razem nie mam się czym chwalić.

Z różnych przyczyn, mniej lub bardziej ważnych nie wyszłam poza Kaję Malanowską. Posypię głowę popiołem i pójdę do księgarni. Obiecuję. Mentalnie już jestem między pólkami, ale wciąż brak mi czasu.

Pierwsza książka dzieciństwa, która wywarła na mnie bardzo duże wrażenie, to „Mała Księżniczka”. Byłam wtedy w drugiej lub trzeciej klasie podstawówki. Pamiętam,  że bardzo się wzruszałam czytając o losach sieroty. Emocje i uczucia, których wtedy doświadczyłam zapisały się w moim kodzie genetycznym na dobre. Od tamtej pory czytałam już wszystko, co wpadło mi w ręce: serię z tygrysem, którą znalazłam na półce taty, książki kucharskie babci i mamy, lektury szkolne, komiksy… Po prostu wszystko. Zawsze dziwiłam się, że niektórzy moi znajomi nie czytają w ogóle. Ale podobno tak można. Da się. Ci „nieczytający” mówią, że przeżywają  życie w życiu, a nie w książkach. I może ma to jakiś ukryty sens. Może. A może ja jestem zwyczajnie z innego świata? Kiedy zbyt długo nie sięgam po jakąś książkę, to mam wyrzuty sumienia. Choćby miała to być dziecinna opowiastka o „Wyspie urodzinowej”, którą przeczytałam ostatnio, to warto. Fakt, że mam jeszcze przed sobą „Ciemno, prawie noc” wręcz mnie uwiera. Jakby mnie ktoś kamień na pierś położył. Boli.
Tuż po przyznaniu Nike wpadłam na tekst Agaty Tomaszewskiej: „Nie warto czytać książek”. I jestem skłonna zrozumieć, dlaczego większość społeczeństwa tego nie robi. Pani Tomaszewska pisze o tym, o czym jestem przekonana od czasu przeczytania „Małej Księżniczki”… Ci, którzy nie czytają są szczęśliwsi. Zwyczajnie. Nie siedzą po nocach na książkami, oszczędzając oczy. Nie wylewają łez nad losami wymyślonych postaci. Nie szukają rozwiązań, zagadek. Nie przypalają pościeli niedopałkami, nie wylewają zimnej kawy na ubrania… I mogłabym tak wymieniać jeszcze długo czego nie robią. Może to wszystko tak naprawdę jest niepotrzebne do życia, do pracy, do zarabiania pieniędzy, czy poobracania się w towarzystwie? Może wystarczy wstawiać cytaty Coelho na fejsbuku  i gromadzić lajki?

Może.

Na szczęście ja lubię czytać. Lubię to. Mimo braku czasu.

Autor | Sabina Misakiewicz

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWtorkowa Agnieszka Chamioło: Dlaczego żużel?
Następny artykułDzień Walki z Ubóstwem już jutro
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.