Kiedy byłam studentką życie płynęło znaczenie wolniej, a ja przemieszczałam się po Wrocławiu środkami komunikacji miejskiej. Zwykle jadąc tramwajem odcinałam się zupełnie od otaczających mnie ludzi i zagłębiałam w lekturze. I  to nie dlatego, żeby nie ustąpić miejsca starszym, ale ze zwykłej przyjemności czytania, analizowania postaci, wchodzenia w kontekst, współodczuwania.

Kiedy nie miałam ze sobą książki, lub kiedy trasa jaką miałam przemierzyć  wydawała się zbyt krótka by wyjmować lekturę,  patrzyłam za okno. Przyglądałam się reklamom, słupom ogłoszeniowym, czytałam afisze kin, teatrów, informacje o koncertach.  Zaglądałam przez okna do ludzkich mieszkań. Tak, jakbym patrzyłam na scenę. Czasem byli na niej ludzie. Czasem sama scenografia czekała na wejście pierwszej z postaci. Tam szukałam opowieści, akcji, zdarzeń.  I tak mam do dzisiaj. Lubię patrzeć, wchodzić w zakamarki, przyglądać się,  raz z bliska, raz z daleka.  Przyglądam się wszystkiemu, co sprawia, że zaczyna we mnie drgać coś nienazwanego. Nieprzerwanie w mojej duszy nadwrażliwca drga teatr.  I dlatego trochę boję się wakacji. Przeraża mnie fakt, że o ile lato w mieście będzie obfitowało w różnego rodzaju wydarzenia kulturalne, o tyle wszystkie teatry będą zamknięte na cztery spusty. Gdzie ja pójdę? Zastanawiam się, ubolewam i nie potrafię przywyknąć.  Bo jak można odpoczywać od teatralnego sacrum i profanum.  Mój sezon teatralny zamknę  w najbliższy piątek spotkaniem  z nowatorskim projektem   łączącym  literaturę, sztukę  i teatr  – „Ganymed goes Europe”.  Teksty polskich i austriackich pisarzy inspirowanych obrazami z kolekcji Muzeum Narodowego  będą prezentowane  przez aktorów. Ciekawa jestem Marty Malikowskiej, która po ostatniej premierze Wrocławskiego Teatru Współczesnego zapisała się w mojej pamięci postacią Friedy z „Zamku” Marka Fiedora.  I ciągle drga. W „Zamku” miała do zagrania trudną scenę erotyczną i wiem, że  była pełna obaw. W projekcie w muzeum  aktorka przełamuje tabu związane z własną cielesnością i przedstawi widzom tekst Thomasa Glavinica „Nago”… – nago. Zamierzam się nasycić na zapas nią i jej grą. I będzie mi to musiało wystarczyć na najbliższe tygodnie, aż do premiery „Mistrza i Małgorzaty” w nowo otwartym,  przepięknym Capitolu.
 

Autor: Sabina Misakiewicz