To już jest koniec. Mecz zakończył się wynikiem 17-1 w rzutach rożnych dla gospodarzy. Piłkarze Śląska zremisowali w żółtych kartkach z Zagłębiem Lubin  5-5, o liczbie fauli z obu stron nie wspominam. Teraz pora na „Dogrywkę”, czyli cotygodniowy felieton piłkarski. Czasem też niekoniecznie piłkarski, z reguły jednak będę pisał o Śląsku Wrocław, bo jest to moja prawdziwa, pierwsza miłość.

Ci, którzy znają moje nazwisko wiedzą, że kiedyś dałbym się pokroić za Śląsk, na trybunach byłem aktywny. Powiem więcej – bardzo aktywny. Superaktywny. Najaktywniejszy? Nie – myślałem, że jestem skromny, ale chyba jednak tak nie jest. Pamiętam, jak na mecze przychodziłem nawet 5 godzin przed pierwszym gwizdkiem. Spotkanie rozpoczynało się o godz. 16:00, a ja od 6-7 rano byłem podekscytowany jak nastolatek przed pierwszą randką. Szybsze bicie serca, wiara w zwycięstwo, czy już po meczu krokodyle łzy po porażce Śląska.

Gdy kilka dni temu stuknęła mi okrągła trzydziestka (właśnie zdałem sobie sprawę, że przy tym trybie życia pewnie minęła mi jego połowa), uświadomiłem sobie, że moja miłość do Śląska nie wygasła. Oczywiście nie przychodzę już 5 godzin przed meczem, raczej na trybunie melduję się w okolicach 10-ej minuty, ze względu na to, że muszę wypić piwko z kolegami. Tak, wszyscy wyrośliśmy. Niektórzy z nas mają dzieci, inni przestali chodzić na mecze, ale na przedmeczowego browarka zawsze znajdziemy czas. Dyskutujemy wtedy o tym, czy damy radę wygrać, ilu będzie gości, czym nas zaskoczą, a także typowo o tym, co w trawie piszczy.

Po meczu także obowiązkowy browarek. Zaznaczam, że nie jestem alkoholikiem, ale mecz bez piwa to mecz stracony. Cóż taki wiek – kiedyś oranżada, teraz coś mocniejszego. Więc po meczu podzielenie się na gorąco swoimi emocjami dotyczącymi spotkania i powrót do „normalnego życia”.

Rozmowy w okolicach stadionu trwają nawet do późnych godzin wieczornych po meczu. A propos stadionu. Niestety nowy obiekt zabił to, co miała w sobie „Oporowska”. Klimat. Tego już nie ma. Jest tzw. „modern football”, na Stadionie Miejskim gramy już prawie 2 lata, a ja nadal nie wiem, kto w którym miejscu siedzi. Na Oporowskiej wiedziałem, że w miejscu X, siedzi ekipa Y, tutaj nadal nie mogę nikogo zlokalizować. Musi upłynąć sporo wody w Odrze, zanim się przyzwyczaję. Do tej pory tęsknię za moim drugim domem…

Nie będę już przedłużać – zapraszam na „Dogrywkę”. Co środę „gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz” postaram się coś dla Was napisać. Z reguły o Śląsku, czasem o piłce ligowej, czy kadrze, jak wyjdzie – czas pokaże.

 

Autor: Aleksander Janik