Jutro zaczyna się sezon. Eliminacje Ligi Europy. A ja w ogóle nie czuję tego „święta”. Brak reklamy meczu, brak zachęcania przypadkowych ludzi do tego, żeby przyszli na stadion, drogie bilety – to wszystko skumulowało się we mnie. Nie chce mi się iść na mecz. W naszym klubie nie istnieje coś takiego jak marketing.

Żeby kibice sami drukowali plakaty zapraszające na mecz to jest szczyt bezczelności ze strony zarządzających klubem.

 

Na spotkanie z Rudarem Pljevlja powinno się sprzedawać bilety w cenie maksymalnie 30 zł na trybunę A i C oraz 20 zł na B i D. Tymczasem najtańsza normalna wejściówka kosztuje 26 zł (o ile potencjalny klient posiada kartę kibica). Może w przypadku awansu i natrafieniu w kolejnej rundzie np. na Sevillę czy VFB Stuttgart zróbmy bilety za 200 zł jak na sparing Lechia – Barcelona? Pytam się – z czym do ludzi?

Ten akapit powstał w zasadzie na samym końcu. Wczoraj, we wtorek byłem kupić bilet. Okazało się, że na starą kartę kibica nie obowiązują już zniżki. Brawo kur*a! Informacji na stronie internetowej klubu oczywiście żadnej. Musiałem zabecalować dodatkowe 15 zł.

Władze Śląska powinny zrobić wszystko, aby właśnie na takie mecze jak ten z Rudarem przyciągnąć jak najwięcej nowych kibiców. Tych, którzy jeszcze nigdy w życiu nie byli na wrocławskim stadionie. Bo ci, którzy przyjdą po raz kolejny doskonale wiedzą jak tam trafić. Ludzie tacy jak ja, czyli „chorzy na Śląsk” pójdą na mecz choćbyśmy grali z Kwarcytem Jegłowa (jeżeli czyta to jakiś fan tej drużyny to przepraszam. Niech sobie skreśli i wpisze Izolator Boguchwała), ale osoby, które boją się polskich stadionów, bo oglądają TVN, czy przeczytali w Gazecie Wyborczej, że chuligani jechali w autobusie z siekierami i straszyli ludzi (ktoś kiedyś podesłał mi wycinek, słynny „list czytelnika” tym razem z Warszawy, który bał się o swoje życie, miałem ubaw po pachy) trzeba właśnie zachęcić do tego, żeby przyszli na ten stadion. Nie masz karty kibica? Dziś promocja! Przyjdź z dowodem osobistym, a zapłacisz za bilet tak, jakbyś miał tę kartę, do tego wyrobimy ci ją za symboliczne 5 zł. Można? Pewnie, że można, tylko trzeba pomyśleć, a przede wszystkim chcieć.

Na chwilę obecną sprzedało się kilka tysięcy biletów. Wiem, że są wakacje, ludzie powyjeżdżali, ale jak inni mają iść na mecz, skoro nie jest on reklamowany? Prosty przykład z niedalekiego Poznania – gdzie nie spojrzysz reklamuje się nieistniejący klub „Lech”. W tym gabinecie stomatologicznym leczą się piłkarze Lecha, w tej restauracji jadają piłkarze Lecha. Siedzisz na dworcu, gość koło ciebie czyta gazetę, a tam co? Lech Poznań zaprasza na swój mecz. Nie wspomnę o bilboardach, reklamach w regionalnej telewizji czy rozgłośni radiowej. Skąd to wiem? Miałem to (nie)szczęście, że często bywałem tam służbowo. Dosłownie rzygać mi się chciało tym niebieskim kolorem, ale jaki był efekt – wszyscy doskonale widzimy na meczach ligowych.

Kontrargumentem będzie to, że Śląsk miał w zeszłym sezonie wysoką średnią frekwencję. Ja zapytam więc – dlaczego nie mogłaby być ona dwa razy większa? Wtedy naprawdę wyglądałoby to efektownie. Bo o ile na stadion przyjdą fanatycy, to ich liczba jeszcze nie wyniesie 30 tys. Do tego jeszcze daleka droga, więc stadion trzeba zapełnić tzw. „Januszami”, którzy przyjdą na mecz, kupią na stoisku gastronomicznym kiełbaskę/karkówkę/popcorn i popiją to colą. Niech przyjdą z dziećmi, siądą na trybunie A/C/D, dzieciaki zafascynowane sektorem „Oporowska” będą kiedyś chciały iść tam, gdzie jest dobra zabawa. Niestety, ludzie się zniechęcają przez samych siebie. Wczoraj, podczas gdy kupowałem bilet przede mną stał ojciec z synkiem i chyba z 5 minut szukał na monitorze wolnego miejsca. Jak w kinie. Nie dość, że sprzedano kilka tysięcy biletów i na chwilę obecną będą pustki, to ten jeszcze szukał miejsca z dobrą widocznością na trybunie C. Wiem, że takie jego prawo, ale blokując kolejkę zniechęca potencjalnych innych „Januszów” do kupna biletu i przyjścia na mecz. W momencie jak stałem przy kasach to było niezwykle gorąco w słońcu.

Niezrażony jednak kupiłem w końcu wejściówkę i osoby stojące za mną także. A mogłem się wkurzyć, bo jeszcze musiałem płacić za nową kartę kibica. Najlepiej róbmy nowe co 2 lata (ostatnia była wydana bodajże w 2009 r.) i zdzierajmy z ludzi pieniądze.

 

Autor: Aleksander Janik