Dzisiejsza dogrywka będzie traktowała o napastnikach. To od nich wymaga się strzelania bramek, to oni są noszeni na rękach za zdobywane gole, to wreszcie o nich mówi się najwięcej w kontekście siły ofensywnej danego zespołu.

3 dni temu polskie media obiegła informacja, że były „snajper” Śląska Wrocław – Johan Voskamp podpisał kontrakt ze Spartą Rotterdam – klubem z którego w glorii chwały odchodził jako król strzelców 2 ligi holenderskiej. Dlaczego użyłem cudzysłowu? Chyba można się domyśleć. Wszyscy myśleliśmy, że sprowadzenie holenderskiego napastnika rozwiąże problem bramkostrzelności Śląska. Johan początek miał wspaniały. Jego gol – rykoszet po strzale Waldemara Soboty w pierwszym meczu eliminacyjnym do Ligi Europy z Dundee United dawał nadzieje na to, że faktycznie znaleźliśmy napastnika z prawdziwego zdarzenia. Niestety, rok później musieliśmy zmienić swoje przekonania. Nie znaleźliśmy takiego napastnika.

Voskamp jest naprawdę sympatycznym gościem, zdobył 6 bramek w 24 meczach ligowych, ale brakowało mu „tego czegoś”. Błysku? Wykończenia? Zimnej krwi? Niestety – Johan nie oczarował mnie, ani innych kibiców swoją techniką. A wszyscy oczekiwaliśmy, że nawet jeśli nie będzie wirtuozem, to przynajmniej będzie seryjnie zdobywać bramki. Zdobył ich w sumie 9, w 39 meczach.

Kolejny napastnik, który rozwiązał kontrakt za porozumieniem stron – Cristian „KFC” Omar Diaz. 15 goli w 49 meczach. Ten zawodnik jak chciał to potrafił. Niestety chciał na tyle rzadko, że doprowadzał do frustracji kibiców, którzy bardzo często widywali go z żoną i córką w restauracji KFC w Galerii Dominikańskiej. Nie od dziś wiadomo, że posiłki jadane w fast-foodach nie są zbyt zdrowe dla organizmu. A jadane średnio 3 razy w tygodniu? Odpowiedzcie sobie sami. Diaz w pewnym momencie po prostu się spasł. Nie był dobrze zbudowany, on był po prostu gruby. Kilka razy po intensywnym treningu zrzucał wagę i wtedy nawet coś biegał, ale w większości przypadków snuł się ociężale po boisku. Trzeba jednak przyznać – jak już strzelał bramki, to niektóre były naprawdę cudowne. Pamiętacie 5:0 z Arką, mecz, który zapewnił nam wicemistrzostwo Polski? Pamiętacie bramkę po strzale głową po dośrodkowaniu Piotra Ćwielonga? Ręce same składały się do oklasków.

No, ale to już było i nie wróci więcej. Mamy jeszcze jednego napastnika. Łukasz Gikiewicz może nie strzela z regularnością Ak-47, ale przede wszystkim nie jest leserem. Walczy, biega, potrafi się zastawić, a w zakończonym sezonie zdobył najwięcej bramek od czasu przyjścia do Śląska.

Jakimi zawodnikami będą nowe nabytki? Potwierdzono transfer Sabino Plaku, a na testach jest Marco Paxiao. Czy będą to leserzy, czy zawodnicy ambitni, stawiający sobie coraz wyżej poprzeczkę? Czas pokaże, ale osobiście mam nadzieję, że wkomponują się w zespół i podniosą jakość naszej gry, oraz zdobędą kilka ważnych bramek, które pozwolą nam odzyskać mistrzostwo, bo nie ukrywajmy, człowiek po wielu latach posuchy zaczął się do sukcesów przyzwyczajać.

 

Autor: Aleksander Janik

 

PRZECZYTAJ TAKŻE

>> Środowy Aleksander Janik: Dogrywka