WKS Śląsk Wrocław uległ w trzecim meczu finałowym Stali Ostrów Wlkp. 65:78 i świętowanie awansu musi odłożyć co najmniej do kolejnego meczu. W serii do trzech zwycięstw stan rywalizacji wynosi bowiem 2:1 co oznacza, że do upragnionego celu wrocławian ciągle dzieli jedno zwycięstwo.

Radosław Hyży w 1 minut zaliczył cztery faule. Rozmów z sędziami nie brakowało / fot. Luiza Różycka (wks-slask.pl)

Wrocławianie fatalnie rozpoczęli to spotkanie praktycznie od pierwszych minut zajmując pozycję zespołu goniącego. Dość powiedzieć, że Śląsk nie prowadził w meczu ani razu. Po wysoko przegranej pierwszej ćwiartce nadzieje na korzystny rezultat rozbudziła druga, zdecydowanie najlepsza dla Śląska kwarta. Wojskowi, którzy na jej początku tracili już 11 oczek (10:21), zaczęli wykorzystywać swoje przewagi. Pod koszami po raz pierwszy w tej serii obudził się Mirosław Łopatka (11 punktów i 5 zbiórek w 22 minuty), a ze swojej umiejętności gry jeden na jednego tyłem do kosza niespodziewanie zaczął korzystać Rafał Glapiński (10 oczek).

Dzięki skuteczniejszej grze w ataku Śląsk zdołał zmniejszyć straty po pierwszych dwudziestu minutach do ledwie czterech oczek, lecz na początku drugiej części gry nie potrafił zadać ciosu, który bezpośrednio zbliżyłby go do rywala. Akcje, które mogły tego dnia wyrównać wynik na tablicy kończyły się jednak albo stratami – z których Stal wyprowadzała łatwe do wykończenia kontry – albo niecelnymi rzutami.

Rozczarowali przede wszystkim liderzy „Trójkolorowych” Radosław Hyży oraz Adrian Mroczek-Truskowski. Ten pierwszy, ograniczony przez popełnione przewinienia, dostał niewielką liczbę minut (ledwie 19), przez co oddał ledwie 5 rzutów z gry zdobywając 8 punktów. Kapitan Śląska z kolei rzucał, lecz nie trafiał. Skuteczność 2/11 (18%) jeszcze mu się w
tym roku nie zdarzyła.

– Fizycznie nie byliśmy tego dnia w stanie nawiązać ze Stalą wyrównanej walki. Nie przeprowadziliśmy ani jednego szybkiego ataku, w naszej grze brakowała werwy i zdecydowania zawsze byliśmy o pół kroku za rywalem – podsumował po meczu menadżer zespołu ze stolicy Dolnego Śląska Maciej Szlachtowicz.

– Paradoksalnie ponowne wejście w rytm meczowy, po kilku dniach lizania ran po pierwszych dwóch meczach, może wyjść nam na dobre. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jeśli poprawimy kilka elementów jesteśmy w stanie w Ostrowie wygrać.

– Na pewno będą zatem zmiany – uchyla rąbka tajemnicy Szlachtowicz. Mecz numer 3 w Ostrowie Wielkopolskim oglądało na żywo prawie 200 wiernych kibiców Śląska. Do zorganizowanych grup, które przyjechały dwoma autokarami oraz busem dołączyło kilka samochodów prywatnych, a nawet wrocławskie cheerleaderki. Śląsk miał zatem na wyjeździe wsparcie, którego mogłyby mu pozazdrościć wszystkie kluby PLK.

Śląsk wygrywa w serii finałowej rozgrywanej do trzech wygranych 2:1. Pojedynek czwarty w niedzielę o godzinie o 18:30 w Ostrowie Wielkopolskim. Bezpośrednią transmisję przeprowadzą Radio Wrocław oraz telewizja internetowa esport.tv.

 

Stal Ostrów Wlkp. – WKS Śląsk Wrocław 78:65 (21:10, 16:23, 20:15, 22:17)

Punkty dla Stali: Matczak 17, Dymała 17, Dryjański 13, Kałowski 13, Cielebąk 9, Olejnik 7, Zębski 2, M. Spała, K. Spała, Radzik

Punkty dla Śląska: Łopatka 11, Glapiński 10, Bodziński 8, Hyży 8, Grygiel 7, Mroczek-Truskowski 6, Leszczyński 4, N. Kulon 4, M.Kulon 3, M. Kowalski 2, Płatek 2, Raczek

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTurniej Ninjago w Magnolii
Następny artykułRegularne lanie
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.