Historia cudu na rzece Hudson to 208 sekund odwagi, umiejętności i przede wszystkim opanowania kapitana Chesley’a Sullenbergera. Eastwood serwuje nam ją w najlepszy z możliwych sposobów, z cudu robiąc małe arcydzieło, wielki hołd dla człowieka, który ocalił 155 istnień.

Sully należy do grona najlepszych filmów w reżyserskiej karierze Clinta Eastwooda. Historia Sullenbergera jest także obrazem symptomatycznym, Eastwood po 86 latach znalazł i zekranizował historię, która zdaje się w pełni pokrywać z jego wizją świata. W zaledwie 96 minut udało mu się wywołać prawdziwą burzę emocji u widza, poczynając od smutku i złości, po pełną ulgi radość i momenty uniesienia, kiedy z zapartym tchem obserwujemy pasażerów kulących się w fotelach samolotu, na sekundy przed uderzeniem w twardą taflę rzeki Hudson.

Film opowiada historię kapitana Chesley’a Sullenbergera (Tom Hanks), którego samolot pasażerski linii lotniczych US Airways, zaledwie sześć minut po rozpoczęciu lotu zderzył się z kluczem dzikich gęsi, co doprowadziło do uszkodzenia obu silników maszyny. Kapitan wierząc, że nie uda mu się dotrzeć do najbliższego lotniska podjął decyzję o wodowaniu na rzece Hudson. Dnia 15 stycznia 2009 roku dzięki umiejętnościom Sullego oraz jego doświadczeniu udało mu się ocalić łącznie 155 osób. Podczas awaryjnego lądowania nikt nie zginął. Zdarzył się prawdziwy cud na rzece Hudson.

Wydarzenia obserwujemy z perspektywy Sully’ego, który tuż po okrzyknięciu go bohaterem wraz z pierwszym oficerem Jeffem Skilesem (Aaron Eckhart) zostaje wezwany na przesłuchanie mające dowieść, czy podczas lotu i wodowania życie pasażerów i załogi nie zostało narażone na niebezpieczeństwo, oraz czy wypadku dało się uniknąć. Śledczy doszukują się ludzkiego błędu, winnego, który mógłby odpowiadać za miliony strat spowodowanie zatopieniem maszyny Airbus A320-214.

Hanks odnalazł się w roli Sullego znakomicie, przemycając na ekran nie tylko odwagę, skromność czy niezwykłe umiejętności Sullenbergera, ale także jego bohaterstwo czy nawet strach, który towarzyszył mu nieustannie od momentu awaryjnego wodowania. Demony, które nie dają mu spokoju, wątpliwości w słuszność własnej decyzji: wszystko to obserwujemy z zapartym tchem, podczas gdy człowiek, który ocalił dziesiątki ludzi, walczy z biurokracją i własnym sumieniem.

Film ukazuje w sposób dobitny, jak w sytuacji, która na pozór wydaje się oczywista, bohater, który uratował całą załogę, musi mierzyć się z oskarżeniami instytucji za wszelką cenę starającej się udowodnić, że to co zrobił było błędem i mogło doprowadzić do tragedii. Machina zwana systemem w tym przypadku jest jednoznacznie zła i to drugie oblicze tego filmu. Eastwood nie od razu wskazuje widzowi jak było naprawdę, pozwala podążać tropem śledztwa, mierzyć się z rozterkami kapitana, by w kluczowych momentach w formie retrospekcji przywołać pełne napięcia chwile wodowania.

Ostatecznie otrzymałem znacznie więcej niż się spodziewałem i w dużo ładniejszych szatach. Gra aktorska Hanksa i Eckhart stoi na bardzo wysokim poziomie. Film opowiada o dokonywaniu rzeczy iście niemożliwych, prawdziwym cudzie w historii lotnictwa. Eastwoodowi udało się opowiedzieć historię Sullengergera w sposób poruszający, wstrząsnąć widzem, zmusić go do uronienia kilku łez. Sully można zaliczyć do czołówki najlepszych filmów tego roku.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU