Wielkie zamieszanie o film, który według Sabiny Misakiewicz jest „perełką w swoim niedookreślonym gatunku”. Dla mnie prawdziwym Don Kichotem w tej historii jest sam Terry Gilliam i jego dzieło – pisze Patryk Wolny.

- REKLAMA -

W czerwcu mogliśmy przeczytać, że francuski sąd apelacyjny odebrał prawa do dystrybucji filmu Gilliamowi. Otrzymać je miał Paulo Branco producent ze studia Alfama Films. Reżyser został także zobowiązany do przekazania poszkodowanemu odszkodowanie w wysokości 10 tysięcy euro.

Wszystko to jednak czcze gadanie. Kara faktycznie została zasądzona, jednak prawa do dystrybucji pozostały na swoim miejscu. Potwierdziła to Mariela Besuievsky producentka Gilliama w jednym z wywiadów dla EL ESPAÑOL:

„Posiadamy prawa do Don Kichota i zostanie on wydany na całym świecie.”

Wystarczyło jedno zdanie by uciąć wszelkie spekulacje, niejasności. W dalszej części wywiadu Besuievsky odniosła się także do samego Branco wskazując, że mógł on kupić prawa do dystrybucji:

„[Branco] miał możliwość zakupu filmu, jednak nigdy nie skorzystał z tego prawa.”

Walka między Alfama Films, a twórcami zapewne się jeszcze nie skończyła. Po wygranej rozprawie Paulo Bronco zapowiedział, że wytoczy procesy o odszkodowanie pozostałym członkom ekipy, każdemu, kto był zaangażowany w produkcję. Dlaczego zatem nie zdecydował się na zakup praw do filmu? Całkiem możliwe, że nie chciał pakować się na tonący statek. Recenzje z Cannes, jak i te zbierane na portalu RottenTomatoes wskazują, że Don Kichot to, co najwyżej średniak pełen absurdu.

Pozostaje pytanie, kto jest tym złym w tej historii. Terry Gilliam potrzebował około 16 milionów dolarów na swój film, nad którym dłubał ponad 20 lat i tak na festiwalu filmowym w Berlinie w 2016 roku poznał Paulo Bronco, który zgodził się wesprzeć finansowo produkcję. Panowie zawarli umowę i tutaj pojawiły się problemy.

Bronco (zgodnie z jego słowami) wyłożył ponad 2,5 miliona dolarów, jednak jako producent, chciał dokonać pewnych zmian – wpłynąć na gaże, finalny wygląd produkcji. Gilliam musiał bronić swojego magnum opus i wykolegował z projektu partnera. Sprawa trafiła do sądu, gdzie Bronco próbował przyblokować zdjęcia – tak się jednak nie stało.

Biorąc pod uwagę powyższe, można pokusić się o stwierdzenie, że prawdziwym Rycerzem Smętnego Oblicza jest właśnie Terry Gilliam i jego wymarzony film, któremu poświęcił sporą część swojego życia, a który może być niczym więcej jak artystyczną wydmuszką. Nie trudno uwierzyć, że to właśnie reżyser postanowił pozbyć się niewygodnego Bronco, byle ten nie wpłynął na ostateczny wygląd tworzonego obrazu.

Człowiek, który zabił Don Kichota” doczekał się seansu i spotkania z reżyserem podczas  18. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty. Gilliam zdradził też, dlaczego stworzył ten film:

„To jest jak ta słynna odpowiedź na pytanie: dlaczego ktoś wspina się na Mount Everest. Bo jest. Ale po części też dlatego, że jest to jedna z największych powieści wszechczasów i może warto było zrobić film, który wyciąga z niej tę esencję. A także ponownie ją ludziom przedstawić – właśnie książkę. Żeby ludzi się ponownie właśnie książką zainteresowali.”

Do kin w całej Polsce trafi za nieco ponad tydzień – 10 sierpnia 2018 roku.

 


Autor: Patryk Wolny