Sylwester Piechura: „Po Burzy Szekspira” powstaje z myślą o widzach

– Żyjemy w nieważnych, wymienialnych czasach rzeczy, które nie mają wartości, podobnie jak relacje międzyludzkie – Sylwester Piechura opowiada Michałowi Hernesowi o spektaklu „Po Burzy Szekspira” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz, a także o kondycji współczesnego człowieka i teatru.

 

Jakie wrażenia z pracy z Agatą Dudą-Gracz?

SYLWESTER PIECHURA: – Jest reżyserem totalnym i wybitnym artystą.

Czy należy do reżyserów stawiających wyzwania?

SYLWESTER PIECHURA: – Tak, ale przede wszystkim podchodzi do aktorów partnersko. Nie zostawia aktora, gdy ten wpada w największe tarapaty. Słucha, co do niej mówimy i nigdy nie upiera się, że coś ma być tak, jak ona tego chce. Jej oddanie się teatrowi daje nam ogromne poczucie bezpieczeństwa… Nazwałbym to spotkaniem, którego efektem jest praca. Życzyłbym sobie, a także innym teatrom i aktorom, więcej takich reżyserów – mądrych, wrażliwych i widzących więcej; dostrzegających człowieka. To bardzo ważne w czasach, w których żyjemy i w teatrze, który uprawiamy. Bardzo często zapomina się o człowieku; zastępują go różne substytuty. Zdarza się, że aktor jest używany do danej roli bez tego, co ma w sobie, tymczasem Agata potrafi to z nas wyciągnąć, czyniąc z tego walor, albo nawet nie-walor. Wszystko zależy od danej roli i postaci.

Czyli spektakl „Po Burzy Szekspira” ma przypomnieć o człowieku?

SYLWESTER PIECHURA: – Tak, jest przede wszystkim o nim; o tym, co zaprząta jego myśli, kiedy jest samotny, siedząc w domu na kanapie i oglądając telewizję; gdy skacze z kanału na kanał i dyskutuje z nimi, albo nawet się kłóci. Spektakl opowiada o tym, jak samotność potrafi zmienić inteligentnego, wybitnego człowieka, zabierając jego myśli, lotność i wrażliwość, a pozostawiając tylko śmietnik. Stąd wzięła się burza Prospera, ściągającego ludzi, których ma w głowie, żeby się z nimi zmierzyć. Czym będzie to skutkowało, okaże się w czasie spektaklu.

Powtórzę: teatr Agaty Dudy-Gracz zawsze jest o człowieku, do człowieka i dla człowieka. Powstaje z myślą o widzach, podczas gdy są reżyserzy, którzy o tym zapominają. To kolejny znak czasów, w których reżyser myśli jedynie o tym, że realizuje spektakl tylko dla siebie i dla swoich aktorów.

Chodzi o spektakle zbyt hermetyczne?

SYLWESTER PIECHURA: – Tak, a konkretnie o te, które są niekomunikatywne i nic nie obchodzą widza. Tworzy się je w myśl zasady, że widzowie mają po prostu przyjść i patrzeć. Równie dobrze widz może włączyć telewizor. Efekt będzie taki sam, tymczasem teatr jest zawsze wymianą dwóch energii – my na scenie i ludzie na widowni. Nie ma teatrów z pustymi rzędami i z pustą sceną. Sztuka jest po to, żeby skłaniała do refleksji, poruszała i zmieniała nasze spojrzenie na wiele spraw. Nie chodzi jedynie o rozrywkę w najgorszym tego słowa znaczeniu, lub w tym najlepszym. Rzecz jasna, musimy się również śmiać i reagować; grunt żeby robić to mądrze. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach i patrząc na to, co rozgrywa się za murami teatru. Teatr to ostatnie miejsce, jakie nam pozostało do tego, żeby ludzi edukować, uwrażliwiać i otwierać ich, dając im pełną akceptację. Mam na myśli pokazywanie im różnych dróg, a nie grożenie palcem, albo wymądrzanie się. Tego nikt nie chce, zbyt wiele mamy tego wokół siebie.

Arthur Miller powiedział, że nie wyobraża sobie teatru godnego naszych czasów, który nie próbowałby zmienić świata i człowieka. Czy to jest możliwe?

Po Burzy SzekspiraSYLWESTER PIECHURA: – Bardzo w to wierzę. Sam jestem widzem i wiem, co ze mną robią dobre spektakle, a co czynią te złe. Jestem osobą patrzącą na to wszystko trochę inaczej, ale staram się przyjmować perspektywę normalnego widza. Jeżeli padnie ostatni teatr, który w to wierzył, trzeba się będzie rozstać i zamknąć wszystkie teatry. Podobnie jest z człowiekiem, który żyje, dopóki oddycha. Jeżeli odejdziemy od człowieka i od misji teatru, szkoda na to wszystko czasu, pieniędzy i energii ludzi, którzy poświęcają temu całe swoje życie. Nie chcę tego.

Chciałbym jednocześnie podkreślić, że nie ma złych osób; są tylko złe czyny, będące konsekwencjami naszych działań. Patrząc na tendencje w teatrze, wierzę, że teatr wraca do słowa, historii i przeżycia. Odchodzimy od projekcji, kamer i odczłowieczenia, które zdominowały spektakle w ostatnich dziesięciu latach. Dzięki Bogu, na sceny wraca dobra literatura, dobry tekst i mądrzy ludzie z pomysłami. Wszystko już widzieliśmy, wszelkiego rodzaju przekraczanie barier. Wyjątkiem jest chyba tylko samobójstwo na scenie. Tego byśmy zobaczyć nie chcieli.

Jan Kott mówił, że pójściem dalej w „Tytusie Andronikusie” byłoby zabijanie widzów.

SYLWESTER PIECHURA: – Albo obcinanie im języków, tudzież rąk. Powtarzam: warto wrócić do słowa.

Czy oznacza to także potrzebę powrotu do klasycznego wystawiania dzieł Szekspira, jak to ma miejsce w Wielkiej Brytanii?

SYLWESTER PIECHURA: – Nie, to też będzie swego rodzaju twór, cytat z przeszłości. Wrócić należy tu i teraz. Kim byłby dzisiaj Tytus Andronikus, którego pan przywołał? Jakie problemy miałby współcześnie Hamlet, z uwzględnieniem całego dramaturgicznego zapisu, jaki dostał od autora? Jaki byłby Płatonow? Nie oznacza to jednak, że Tytus Andronikus musi mieszkać w ogromnej willi, a Płatonow jeździć porsche. Chodzi nie o to, tylko o rozbijanie się o kondycje współczesnego człowieka i o to, co ma on do powiedzenia. „Dziady” także są teraz zupełnie inne. Świetnie widać to na przykładzie spektakli Radosława Rychcika i Michała Zadary. W dalszym ciągu traktują one o naszych czasach, choć pokazują je czasem wywrócone jak w soczewce. „Dziady” Rychcicka zostały zupełnie przetransponowane na współczesność, poprzez próbę nałożenia na ten dramat innych barw narodowych. Michał Zadara w Teatrze Polskim zmierzył się z tym tekstem po bożemu, tak jak został zapisany, i okazało się, że to działa fenomenalnie. Każde słowo, które tam pada, jest komentarzem do tego, co dzieje się teraz. Ten spektakl odpowiada na wszelkie nasze troski i wątpliwości, a jednocześnie znajdujemy w nim pocieszenie. Misja teatru została więc spełniona. Jedni dostają odpowiedzi, a drudzy mogą dostrzec pytania postawione w zupełnie inny sposób. Słowa mają w sobie ogromną siłę – zarówno uniesienia, jak i destrukcji.

Cytując poetkę Anne Sexton, o słowa należy dbać.

SYLWESTER PIECHURA: – Dokładnie.

Jaka Polska wyłania się ze spektaklu „Po Burzy Szekspira”?

Sylwestr Piechura Justyna Szafran Helena Sujecka Emose Uhunmwangho Po Burzy SzekspiraSYLWESTER PIECHURA: – Dobre pytanie. Muszę się przyznać, że podczas prób nie widzę tego spektaklu; przez dwie godziny na scenie koncentruję się na mojej partnerce. Patrząc na niego okiem widza, odnoszę wrażenie, że pokazuje, do czego zostaliśmy doprowadzeni; dlaczego ten kraj jest tak rozchwiany i rozkłócony. Spektakl pokazuje wrażliwego i inteligentnego człowieka, który przeszedł przez kilka dekad, przez przemiany ustrojowe – wojnę, komunizm i wolność, o którą tyle lat walczyliśmy, a teraz siedzi na kanapie i ogląda telewizje. Nie ma już w sobie lotnych myśli z przeszłości. Musi się bardzo skupić, żeby myśleć nad tym, co go dotyka i oderwać się od telewizora. Żyjemy w nieważnych, wymienialnych czasach rzeczy, które nie mają wartości, podobnie jak relacje międzyludzkie. Odchodzi się od kogoś, bo poczuło się, że tak będzie lepiej. Na wszystko mamy słowa i nie bierzemy konsekwencji za swoje czyny. Pokazuje to, do czego doszliśmy jako ludzie; jak nas odarto z inteligencji i wrażliwości. Próbujemy z tym walczyć. Gdybyśmy nie mieli na to siły, lepiej się poddać. Diagnoza postawiona przez Agatę Dudę-Gracz znów jest bardzo trafna i bolesna.

 

Rozmawiał | Michał Hernes

  • Zdjęcia | Marek Maziarz / BTW photographers

 


 

Po „Burzy” Szekspira

 

SCENARIUSZ, REŻYSERIA, SCENOGRAFIA, KOSTIUMY: AGATA DUDA-GRACZ
MUZYKA: JAKUB OSTASZEWSKI
CHOREOGRAFIA: TOMASZ WESOŁOWSKI
REŻYSERIA ŚWIATŁA: KATARZYNA ŁUSZCZYK
ASYSTENCI REŻYSERA: DAGMARA OLEWIŃSKA, SABINA MISAKIEWICZ

OBSADA
PROSPERO: ZBIGNIEW RUCIŃSKI (Stary Teatr w Krakowie) 6, 8, 9 kwietnia / FELIKS SZAJNERT 7, 10 kwietnia (Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie)
STEFANIA ALBO ŻONA PROSPERA: HELENA SUJECKA
MIRANDA: JUSTYNA SZAFRAN
ARIEL: EWELINA ADAMSKA-PORCZYK
KALIBAN-ONA: EMOSE UHUNMWANGHO
KALIBAN-ON: CEZARY STUDNIAK
KSIĄŻĘ FERDYNAND: SYLWESTER PIECHURA (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu)
TELEWIZOR: BARTOSZ PICHER
PAN OD MUZYKI: TOMASZ LESZCZYŃSKI
CHUJ-GWIAZDA:  MIKOŁAJ WOUBISHET
TZW. WSZYSCY: MACIEJ MACIEJEWSKI 6-10 kwietnia / ŁUKASZ WÓJCIK
ENTUZJASTKA PIEŚNI POLSKICH: JANINA GARBIŃSKA-BUDZIŃSKA

Do realizacji autorskiego spektaklu opartego o szekspirowskie motywy z Burzy zaproszona została jedna z najciekawszych twórczyń teatralnych, Agata Duda-Gracz. To nie będzie zwykła adaptacja, a kolejny szekspirowski apokryf reżyserki, moralitet o umieraniu człowieka w człowieku, o samotności i niespełnieniu.
Rzecz o tym, jak pozornie niewiele znaczące decyzje stają się pasmem błędów życiowych, prowadzących do głębokiej frustracji i nienawiści wobec najbliższych. O tym, jak – i dlaczego – zabijamy w sobie magię, radość i akceptację życia.

BILETY NA SPEKTAKL W CENIE 35, 45 ZŁ