Brightburn: Syn ciemności – mieszanka horroru i sci-fi ze złym odbiciem Supermana brzmi bardzo zachęcająco, zwłaszcza, jeśli szukacie świeżego spojrzenia na superbohaterów.

Pomiędzy „Strażnikami Galaktyki”, a kolejną odsłoną „Legionu samobójców” pojawi się „Brightburn: Syn ciemności” – opowieść o dziecku z innej planety, którego statek rozbija się na ziemi. Malucha przygarnia rodzina o dobrym sercu, a następnie wychowuje w domu pełnym miłości i zrozumienia. Historia przywodzi na myśl tę znaną z Supermana, z tym, że nie do końca.

Wszystko za sprawą głównego bohatera, tytułowego syna ciemności, który nie może pochwalić się dobrymi relacjami z rówieśnikami – uważany jest za dziwadło i z tego powodu prześladowany. Wzbierający w nim gniew wyzwala jego ukryte supermoce – źródło nadchodzącej śmierci i pożogi.

Brightburn: Syn ciemności

Za reżyserię odpowiada debiutant David Yarovesky, który, najprościej ujmując, w swoim obrazie stara się odpowiedzieć na pytanie, co gdyby Superman był zły. Młody bohater podobnie jak Clark nosi czerwoną pelerynę, potrafi latać oraz strzelać laserem z oczu – ma jedynie nieco mroczniejsze intencje.

Podoba mi się to, że twórcy stawiają na podobne rozwiązania co M. Night Shyamalan, który stworzył swoich własnych superbohaterów nie czerpiąc, z nieco oklepanych, postaci od Marvela czy DCU. Oczywiście w tym temacie bardzo trudno o prawdziwy powiew świeżości, jednak intencje też się liczą. Premiera „Brightburn: Syn Ciemności” już w maju 2019.

James Gunn jest jednym z producentów filmu, Mark Gunn (kuzyn) i Brian Gunn (brat) odpowiadają za scenariusz. Oby ta niecodzienna mieszanka nie zawiodła – zły Superman brzmi naprawdę interesująco.

Autor: Patryk Wolny