„Szóste CUDZOŁÓŻ! Plastyczny thriller erotyczny” [RECENZJA]

Czego trzeba by zachęcić widza do przyjścia do teatru? Czasem wystarczy intrygujący tytuł. „Szóste CUDZOŁÓŻ! Plastyczny thriller erotyczny”, to bardzo intrygujący tytuł. Jednak w „Szóste CUDZOŁÓŻ!” znajdziemy znacznie więcej niż chwytliwy tytuł.

„Szóste Cudzołóż”, to spektakl Joanny Wiśniewskiej i Szymona Nygrada. Oni go wymyślili, wyreżyserowali i w nim zagrali. Inspiracja dla nich był tekst Romana Samsela. Spektakl oparli na jednym rozdziale jego powieści. Stworzyli spektakl, który był ich pracą dyplomową na wydziale lalkarskim wrocławskiej PWST. Po pokazaniu dyplomu komisji egzaminacyjnej postanowili, że spektakl będzie żył swoim życiem. I żyje. Młodzi aktorzy prezentują go szerszej widowni.

Bohaterami są Kornelia, jej ukochany oraz Zeus, roszczący sobie prawa do Kornelii. Zeus pozostaje niewidoczny. Słychać tylko jego złowieszcze pukanie do drzwi miłosnego gniazdka. Cóż zrobić, gdy ludzie żyć bez siebie nie mogą? Cóż zrobić, gdy lojalność jest silniejsza niż strach przed bólem, a miłość jest jak narkotyk? W tym spektaklu nie ma gotowych odpowiedzi ani też recepty, jak je znaleźć. Nie ma też wybujałej scenografii ani multimediów. Jest człowiek i lalka. A mimo to, na prawie pustej scenie dzieje się piękny świat. Całość buduje jasna konstrukcja o lekko kobiecych kształtach, On i Ona. Muzyka i światło. Tylko tyle i aż tyle. Plastyczność z tytułu pojawia się w każdym aspekcie spektaklu. Widzimy ją w kostiumie aktorki, prowadzeniu świateł, poruszaniu się lalek i ruchu scenicznym postaci. Postaci, przeżywających realne problemy, smutek, złość, pożądanie czy bezradność. Mały teatr cieni w klatce tekstylnej konstrukcji, urzeka i chwyta za serce. A momentami ciężki, ale też dowcipny tekst i prawdziwe emocje sprawiają, że widz chce do końca poznać tę gorzką historię o miłosnych uniesieniach i dotkliwych razach. Historię wyświetloną na tekstylnej konstrukcji niczym film.

Joanna Wiśniewska i Szymon Nygard, to dwójka zapaleńców szukających swojej teatralnej drogi. W „Szóste Cudzołóż” nie wystartowali wprawdzie z wysokiego „c”, ale myślę, że niebawem jeszcze o nich usłyszymy.

Autor | Sabina Misakiewicz

 

szoste cudzoloz