Szpindlerowy Młyn – narciarskie serce Karkonoszy

Ta czeska stolica Karkonoszy jest dla naszych południowych sąsiadów tym, czym dla nas Zakopane. Z Wrocławia mamy do niej zaledwie o 20 km dalej niż mieszkańcy Pragi. I warto z tego korzystać – pisze Daniel E. Groszewski.

O urokach Szpindlerowego Młyna słyszałem od dawna. Razem z Jańskimi Łaźniami miał być rajem dla narciarzy z tej części Polski. Ba, ma być jeszcze lepiej, bo w nieodległych planach połączone mają zostać dwie góry, czyli jedna: na której działają stacje: Svaty Petr (Święty Piotr) i Hromovka oraz druga – Medvedin (Niedźwiedź). To będzie wtedy kurort, który z powodzeniem będzie rywalizował z alpejskimi.

Szpindlerowy Młyn

Teraz też nie ma co narzekać, bo w szczycie sezonu w użyciu jest 25 km nartostrad, 17  wyciągów (w tym podgrzewana sześcioosobowa kanapa), a fani biegówek mogą wybierać spośród 91,5 km tras.

– Przepustowości na stoku to dwadzieścia i pół tysiąca osób na godzinę – zachęca Ivana Bilkova z CzechTourism, czyli Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego.

Śnieg leży tutaj od końca listopada. Najdalej w połowie grudnia (na ogół 8-15 grudnia) organizowane jest huczne oficjalne otwarcie sezonu – Szpindl SkiOpening, które ściąga na stok i dolną stację wielu czeskich celebrytów. Atrakcji jest sporo (w tym roku m.in. balet w wykonaniu ratraków śnieżnych) i zabawa w najlepsze trwa do późna. Dla tych, którzy mają ochotę na więcej sam kurort też ma wiele atrakcji. Rekordy popularności bije znajdujące się w centrum Dysko Silver Rock Music Bar. Jest też Music Club Nova Dolska i Locale Friuli, które nad najbardziej przypadło do gustu ze względu na koncert duetu Paula&George„, który niesamowicie wykonywał covery zespołów Pink Floyd, Nirvana, Metallica czy Tiny Turner.

Baza noclegowa jest bogata i zróżnicowana cenowo i jakościowo, ale nie należy zapominać, że to bardzo popularny kurort i czasami może być problem z wolnym miejscem tam, gdzie akurat sobie wymarzyliśmy. Dobrym rozwiązaniem wydaje się być Orea Resort Horal****, który otrzymał w ubiegłym roku prestiżową nagrodę, oprócz wielu pokojów ma też w ofercie strefę spa, basen i atrakcje dla najmłodszych. Co ważne w ofercie są też dłuższe pobyty świąteczne i wakacyjne.

– W ubiegłym roku sporo też zainwestowaliśmy w remont kuchni, w jadalnię i ogrzewanie. Tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale turyści na pewno odczują różnicę – mówi Pavel Hrych, zastępca dyrektora hotelu.

jedzenie hotel
Przekąska w hotelu

– Z naszych danych wynika, że już teraz co czwarty nasz gość pochodzi właśnie z Polski – dodaje.

Mnie Szpindlerowy Młyn będzie kojarzył się z jeszcze jednym. Tej zimy po raz pierwszy jadłem na stoku knedlika na słodko. Był znakomity, ale główną atrakcją była ukryta w nim gorąca konfitura. Palce lizać.

knedlik
Knedlik na słodko, na górnej stacji Svaty Petr

Do Szpindlerowego Młyna z Wrocławia jest około 260 km. Ciekawa, choć trudna technicznie trasa wiedzie przez Małą Upę. Warto się tam zatrzymać, gdyż od niedawna działa w tej miejscowości browar Trautenberk. Znajdująca się pod nim liczba 1045 oznacza jednak wysokość, na jakiej produkowane jest piwo, a nie rok założenia. W małym browarze oprócz delektowania się znakomitym trunkiem możemy też zobaczyć, jak powstaje. W Małej Upie działa też stacja narciarska i rozwija się baza noclegowa. Najtańszy dach nad głową od 50 zł. Można więc zostać na noc jadąc do Szpindla lub wracając. Albo pojechać specjalnie na degustację. Smacznego.

 

Autor: Daniel E. Groszewski
Zdjęcia: Daniel E. Groszewski, Wojciech Majeran