Szybcy i wściekli raz kolejny zasiedli za kółkami swoich cudeniek, by zapewnić nam rozrywkę na najwyższym poziomie, jednak czy nie zajechali czasem za daleko, popadając w śmieszność i absurd? – pisze Patryk Wolny

Szybcy i wściekli 8 to przede wszystkim Dominic Toretto (Vin Diesel) i jego ekipa, którą dobrze znamy. Reżyser F. Gary Gray, podobnie jak jego poprzednicy, stanął na wysokości zadania i wykonał dobrą, rzemieślniczą robotę. Jest lepiej, więcej i co najważniejsze jeszcze szybciej – kolejny poziom ulicznego szaleństwa i rozwałki. Problem jednak w tym, że to nieunikniona kolej rzeczy, bowiem seria nie może się już cofnąć: jeden nierozważny ruch i kura znosząca złote jajka padnie. Poprzeczka zawieszona wysoko, pytanie tylko, czy już czasem nie została przekroczona linia pomiędzy bawiącą rozrywką, a błazenadą i ośmieszeniem.

Oko Boga znane z poprzedniej części, wyrywanie ze ściany kilku tonowego sejfu przy pomocy dwóch samochodów, wszystko wydaje się wielce prawdopodobnie, kiedy zestawimy to z wybrykami ekipy z najnowszej odsłony Szybkich i wściekłych. Hakowanie dziesiątek samochodów, by przy pomocy zdalnego sterowania stworzyć z nich gigantyczny taran, czy też najprawdziwszy wodospad koni mechanicznych? Cóż, to dopiero początek. Prawdziwym smaczkiem jest pościg po skutej lodem tafli zbiornika wodnego. Czołg, wóz pancerny przypominający spycharkę, czy wreszcie pomarańczowe lamborghini takimi pojazdami ekipa stara się umknąć przed ścigającą ich łodzią podwodną. A to i tak nie wszystko.

Scena, w której ten ogromny statek zostaje zniszczony, stanowi prawdziwy majstersztyk, ukazując także, że efekty komputerowe momentami nieco się gubią, zwyczajnie nie nadążają za tempem narzuconym przez Toretto. Średniej jakości CGI to jednak nie powód do wstydu, niczego nie ujmuje, fani i tak otrzymują to na co czekali: szybkie samochody, napakowanych gości i przeogromną dawkę akcji w najczystszej postaci. Stanowi to kwintesencję serii i nie ma co się oszukiwać, to właśnie ten element zarabia grube miliony.

Za głównego antagonistę uchodzi niejaka Cipher (Charlize Theron), niezwykle utalentowana hakerka, która podstępem przeciąga Dominica na swoją stronę. Szantażem zmusza go, by ten pomógł jej zrealizować w realizacji planu, który zagraża pokojowi na świecie. Historia jaka jest każdy widzi, kilka poprzednich filmów z serii zdążyło już udowodnić, że głównym zadaniem scenarzysty jest upchanie jak największej ilości akcji. Pozostałą część scenariusza zwyczajnie się dorobi, tu jakaś zdrada, tam przebaczanie, ostatecznie i tak jakoś to będzie.

Nietrudno domyślić się, jak się to wszystko zakończy, wiedzą o tym widzowie i najwyraźniej jest o tym także przeświadczona Letty (Michelle Rodriguez), świeżo upieczona żona Toretto, która jako jedyna wydaje się wierzyć w swojego ukochanego. Prawdziwą zagadkę stanowi jednak całe wnętrze i środki, przy pomocy których ekipie uda się pokonać złoczyńców. I tak oto kolejny raz wracamy do wspominanej już wielokrotnie akcji.

Inne aspekty filmu wypadają blado. Aktorsko stabilnie, jednak bez zachwytów. Nawet Charlize Theron wypada kiepsko, wygląda dziwnie (włosy) i z trudem odnajduje się w swojej roli. Vin Diesel z drugiej strony to po prostu nieodpowiedni człowiek na nieodpowiednim miejscu – jest dobrze tak długo, jak nie musi prezentować swoją grą wachlarza różnych emocji. Najlepiej z pośród całej obsady wypada Jason Statham w roli Deckarda Shawa. Kilka dobrych zwrotów akcji z jego udziałem oraz najzabawniejsza scena w całym filmie to po części jego zasługa.

Szybcy i wściekli 8 to porządne kino akcji, które dobrze zdaje sobie sprawę z oczekiwań fanów i stara się je jak najlepiej spełniać. Widzieliście wcześniejsze przygody ekipy i dobrze się na nich bawiliście? W takim wypadku z pewnością nie będziecie zawiedzeni. Na zakończenie fani serii otrzymają także bardzo miły smaczek, który w pewien sposób może nawiązywać do przyszłości całej serii.


Autor: Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina

Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU