Szymon Rudnicki: Ilościowo, ale nie jakościowo

4. PKO Nocny Wrocław Półmaraton już za nami. Blisko dziesięć tysięcy osób  przebiegło przez centrum miasta, co jest rekordem, jeżeli chodzi o imprezy biegowe w stolicy Dolnego Śląska. Organizatorzy chełpią się więc frekwencją i nawet się temu nie dziwię… bo niczym innym już pochwalić się nie mogą.

Wrocław – Europejska Stolica Kultury 2016. Przydałoby się więc zrobić jedną z najważniejszych imprez sportowych w roku z należytą, w kwestii organizacji, starannością. A gdzie tam. Zacznijmy może od początku. Dzień przed startem można było dokonywać weryfikacji i odbierać pakiety startowe w biurze zawodów. A także otrzymać koszulkę. Najlepiej w swoim rozmiarze, takim, jakim się zaznaczyło na formularzu zgłoszeniowym. I o ile ja, ranny ptaszek, który przyszedł tę koszulkę odebrać stosunkowo wcześnie, dostałem ją taką jak chciałem, to jeszcze tego samego dnia pojawiły się skargi uczestników na brak koszulek. Zaznaczyłeś w formularzu „S” lub „M”, ale odebrałeś pakiet pod wieczór? Musisz nacieszyć się „elką” lub większym rozmiarem, bo jak się okazało, tylko takie organizatorom zostały. Pakiet żywieniowy to kolejny słaby punkt. Pójście na łatwiznę w postaci najtańszych chrupek kukurydzianych, bezalkoholowego Radlera od Warki czy żelu energetycznego, zdecydowanie nie zadowoliło biegaczy, wylewających żale na profilu półmaratonu na portalach społecznościowych. Wcale się im nie dziwię.

Koszulkę i tak ubrałem swoją, plan żywieniowy na dzień zawodów miałem oparty na swoich produktach. Nie zaprzątając więc sobie głowy rozczarowującym pakietem startowym, stawiłem się o godzinie 21:45 w swojej strefie startowej na Stadionie Olimpijskim. Przedzierając się przez tłum startujących nie sposób było nie usłyszeć narzekań, choćby na temat depozytu. Mieszkam blisko i nic ze sobą nie musiałem zabierać, ale goście z innych rejonów Polski czy świata? To chyba na nich głównie ta impreza miała zrobić wrażenie, zwłaszcza pod względem organizacyjnym, nieprawdaż? Dołem dołów był pomysł grania muzyki klasycznej biegaczom na starcie. Faktycznie, trzeba oddać pomysłodawcy, że idealnie wpasował się w ideę „stolicy kultury”. Ale ja nie jestem na koncercie muzyki klasycznej w Narodowym Forum Muzyki, ba, nie biegnę nawet na taki koncert. Biegnę w półmaratonie, tu potrzeba energii, czegoś dynamicznego, a nie, za przeproszeniem, smętnego rzępolenia skrzypiec czy innych altówek…

Doceniłem stan posiadania odtwarzacza i słuchawek. W końcu, w rytmie mojej playlisty biegowej wybiegłem na ulice Wrocławia. Im dalej od Stadionu Olimpijskiego, tym lepiej. Kibice dopingowali na każdym kilometrze, a trasa przebiegająca przez najpiękniejsze zakątki miasta robiła wspaniała wrażenie, zwłaszcza w nocy. Czas minął szybko i – chcąc, nie chcąc – dobiegłem do mety. Dobrze oświetlonej. Za nią natomiast przywitały mnie ciemności egipskie, jak gdyby nie było żadnej lampy na terenie miasteczka maratonu. Poszedłem po ciepły posiłek. Ciepły, jak się okazało, jedynie w zamyśle organizatorów. Podziękowałem i poszedłem zjeść do domu.

Za rok i tak znowu przyjdę. Pobiegam, nacieszę się widokiem miasta, w którym żyję od urodzenia. Docenię ideę piękna sportu i z przyjemnością popatrzę na odbierających puchary laureatów. Podobno w przyszłym roku wystartować ma 15 tysięcy osób. Oby te 5 tysięcy zmotywowało organizatorów do lepszego przygotowania tego wspaniałego eventu.

Autor | Szymon Rudnicki

  • Zdjęcia | Marek Maziarz / BTW photographers
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNoc z Designem 2016 – „Siła zmysłów’
Następny artykułTumski Cup 2016 [FOTOGRAFIA]
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.