Tabu to serial brzydki z brudnymi bohaterami pozbawionymi kręgosłupa moralnego. Serial, który albo nas zachwyci, albo wynudzi i zniesmaczy – pisze Patryk Wolny.

Tabu intryguje, i robi to w sposób na poły szalony i niebezpieczny zarazem. Twórcy postanowili wykorzystać kilka tematów, które idealnie odwzorowują znaczenie tytułu – w towarzystwie się o nich nie mówi, a przynajmniej nie wypada wprost wspominać. Główny bohater James Keziah Delaney (Tom Hardy) powrócił na pogrzeb swego ojca, który, jak się okazuje, zapisał mu cały swój majątek, w tym niezwykle cenny kawałek ziemi – przesmyk Nootka. Syn nieboszczyka, przez wielu uznany za zmarłego, po latach objawia się niczym duch, przeklęty potwór zrodzony z zdeprawowanego, pogańskiego jądra Afryki, w której spędził ostatnie dziesięć lat. Człowiek reprezentujący sobą to wszystko, przed czym umykają w popłochu przerażone duszyczki bogobojnych katolików.

Wspomniany kawałek ziemi ma kluczowe znaczenie nie tylko w handlu, ale i polityce. Na horyzoncie płoną już pierwsze ognie nadchodzącej wojny pomiędzy Koroną a Stanami Zjednoczonymi Ameryki. O swoje upomina się także Kompania Wschodnioindyjska, której śliskie łapska z chęcią zagarnęłyby dla siebie przesmyk Nootka i płynące z tego korzyści. Konflikt narasta, a to z kolei prowadzi do wielu, nazwijmy to, niezbyt dżentelmeńskich zagrywek.

I to właśnie zdrada i podstęp, dzięki którym fabuła może posuwać się dalej i poszerzać o kolejne intrygi i nowych graczy, z którymi przyjdzie się zmierzyć głównemu bohaterowi, stanowią o sile Tabu. Może się wydawać, że umiejętne lawirowanie drobnej płotki pomiędzy krwiożerczymi rekinami stanowi kwintesencję serialu, jednak szybko doszedłem do wniosku, że to nie do końca prawda. Granica pomiędzy drapieżcą a ofiarą jest płynna i wraz z postępem fabuły coraz bardziej się zaciera.

Drugim ważnym aspektem serialu, zaraz po wielce intrygującym Jamesie Delaney’u, jest otaczający go świat. Twórcy postarali się zadbać o każdy szczegół: ulice Londynu pokrywają warstwy błota mieszającego się z gównem. Pospólstwo walające się po ulicach przypomina zlęknione ludzkie skorupy, obwieszone brudnymi, postrzępionymi szmatami, ze sczerniałymi zębami i tłustymi włosami. Tabu nie zachwyca swym pięknem, nawet Książę regent, czy wysokiej rangi przedstawiciele kampanii Wschodnioindyjskiej pomimo pozornej elegancji pełni są wszechobecnego brudu. Podobnie zresztą ich dusze, skąpane w pogardzie, nienawiści i zdradzie. W tej grze każdy troszczy się tylko i wyłącznie o własne dobro.

Jednak za prawdziwą perełkę, wisienkę na torcie, można uznać gwałt. Czynność, od której Tabu nie stroni, jest wręcz jej kochankiem rodem z szalonych koszmarów. Od seksualnych uciech i niepohamowanej kazirodczej żądzy, przez przymus i przemoc, po krwawą, brutalną scenę profanacji ludzkiego ciała poprzez wybebeszenie wnętrzności w niemal artystyczny sposób na znak ostrzeżenia.

Wszystkie wspomniane elementy, estetyka, intrygi oraz postaci, nawet te poboczne, dopełniają makabrycznej wizji Londynu z początku XIX w. oraz rysującej się na horyzoncie wojny pomiędzy Koroną (Wielka Brytania) oraz Stanami Zjednoczonymi. A śmiałość w poruszaniu kontrowersyjnych tematów oraz umiejętne przeplatanie ze sobą drobnych, pozornie nic nie znaczących zwrotów akcji stanowi dobre uzupełnienie.

Tabu intrygowało mnie od pierwszego zwiastuna i cieszę się, że nie doznałem zawodu. Pomimo całego piękna świata przedstawionego, które idealnie zdaje się odzwierciedlać moje oczekiwania, liczę, że kolejny sezon okaże się jeszcze lepszy, a twórcom uda się połatać drobne niedociągnięcia.


Autor: Patryk Wolny


Festiwal Dramatu STREFY KONTAKTU