Filip Szcześniak obiecał ten album już na Open’erze. Na liście zdziwionych tak szybką pracą nad nowym materiałem Taco znalazłem się również ja. Jak to, tak ledwo co pojawił się Marmur, a tu już nowy krążek? Czy rzeczywiście jeden z najlepiej rokujących młodych raperów był w stanie w tak krótkim czasie zebrać nowy materiał, czy też może ten czas aż tak zapieprza? W końcu płyta trafiła w eter i… no ja nie wiem co się z tym Taco stało.

Krążek otwiera utwór Nostalgia, do którego nakręcono świetny teledysk (z moim zdaniem najpiękniejszym i najbardziej wychodzącym poza schematy samochodem końcówki lat 80 i całych 90, czyli Citroënem XM). Zaczęło się od bitu, który po pierwszych nutach sprawił, że trzy razy sprawdziłem czy aby na pewno jest za niego odpowiedzialny Rumak, bo ten bęben, który otwiera cały utwór nie pasuje do całości jak garnitur do pójścia na mecz polskiej Ekstraklasy. Tekstowo jest dobrze, bo Taco nadal nawija ten swoisty manifest pokolenia, skazanego na życie od wypłaty do wypłaty, pokolenia, które marnuje szanse i potencjał. Już otwarcie tej płyty pokazuje jednak jedno – Taco nagrał płytę zgodną z trendami zza oceanu. Nie mówię, że to źle. Chciałbym jedynie zaznaczyć, że był to raper nietypowy, wyłamujący się z jakichkolwiek ram, któremu dopasowywanie się do chwilowej mody w muzyce zwyczajnie nie pasuje.


Jednocześnie Nostalgia to jeden z dwóch utworów, które szczególnie przykuły moją uwagę w tym albumie i które rzeczywiście przypadły mi do gustu. Drugim z nich jest Tlen.

Tlen to opowieść o statystycznym człowieku, który wychodzi z pracy tylko po to, by dać ponieść się nocy, by szukać w tym poniesieniu sensu. Tu czuć zarówno Rumaka jak i starego Taco. Bit niesie człowieka ponad stan, tekst szybko przekłada się na życie i to tak bardzo, że włączając ten utwór w samochodzie, wracając z właśnie z pracy, człowiek dopiero gdy się skończy zdałby sobie sprawę, że nie wziął samochodu. Jest to jeden z takich kawałków, które puszczone na melanżu sprawiają, że rozmowy zmieniają kierunek, to taki kawałek, w którym ktoś odnajduje coś ze swojej codzienności.

 

Jednocześnie choć zachwycam się nad powyższymi dwoma utworami, to po przesłuchaniu całego albumu pozostał ze mną pewien niedosyt, czy też nawet niesmak. Mało w tym wszystko było Taco, którego znamy. Rozumiem chęć spróbowania czegoś nowego, wniesienia pewnego powiewu, ale połączenie Taco + autotune wypadło moim zdaniem średnio. Z drugiej strony zastanawiam się co by było, gdyby Taco nic nie zmienił w stylu swojej muzyki. Biadolenie by było na pewno, że na jedno kopyto, ta sama maniera w nawijce, tymczasem mamy pewną nowość, w dodatku całkiem zjadliwą (a gdyby pod tym albumem nie podpisał się Filip Szcześniak, to mielibyśmy naprawdę solidny kawał rapu), do której gimbusiarnia nadal będzie się kołysać niewiele rozumiejąc z tekstu. W moim odczuciu otrzymaliśmy średni album z dwoma świetnymi kawałkami, bardzo dobrym teledyskiem oraz genialną wręcz okłądką.