TEATR: Kumernis bez znieczulenia [RECENZJA]

Opowieść o Kumernis i cudzie, z którym człowiek nie umiał się obejść, zabiera w przedziwny świat. Pełen cierpienia, goryczy i szaleństwa. W dość brutalny sposób obnaża ludzką małość, ślepą wiarę i porządek, według którego ten świat jest urządzony – pisze Sabina Misakiewicz.

„KUMERNIS czyli o tym, jak świętej panience broda rosła” REŻ. AGATA DUDA-GRACZ

–  TEATR MUZYCZNY im. D. BADUSZKOWEJ

Moje przypuszczenia, co do spektaklu potwierdziły się. Wzbudza ogromne emocje. Wwierca się w pamięć obrazami i głosami. Już wiem, że jest kolejnym strzałem w dziesiątkę na reżyserskiej drodze Agaty Dudy-Gracz. Nie zmienia to faktu, że jak chyba wszystkie jej spektakle, podzielił publiczność na dwa ugrupowania. Na tych, którzy pełni wzruszenia nie mogli wyjść z sali, oraz tych, którzy z oburzeniem komentowali pomysły reżyserki.

Punktem wyjścia do stworzenia autorskiego tekstu była historia Świętej Wilgefortis, córki króla Luzytanii. Jak mówi legenda dziewczyna była zmuszona do poślubienia poganina. Nie chciała jednak się poddać nakazom ojca, więc ten zamknął ją w celi. A ona modliła się, by Bóg uczynił ją tak brzydką, by nie podobała się wybranemu dla niej mężczyźnie. Dobry Bóg wysłuchał Wilgefortis i obdarzył ją bujną brodą. Kiedy opowiedziała ojcu, jak do tego doszło, ten wpadł w szał i kazał ją ukrzyżować. Od tamtej pory dziewczyna nazywaną była Świętą Wilgefortis lub Świętą Kumernis.

Kumernis Dudy-Gracz chce by broda jej urosła kierowana ziemską miłością, nie niebiańską. Pragnie, by jej wybranek pokochał ja, tak mocno, jak Boga. Kumernis jest dziewczyną na poły współczesną, na poły niedzisiejszą. O jej niedzisiejszości może stanowić język, którym się posługuje. Współczesne ma ubranie i rozterki. Duda-Gracz, po raz kolejny stworzyła specyficzny slang sceniczny, którym uwypukla, naznacza problemy, z jakimi zmagają się jej bohaterowie. (Po raz kolejny, bo podobnego zabiegu użyła między innymi w „Ja, Piotr Riviere…” we wrocławskim Capitolu). Kumernis, grana przez Magdalenę Kumorek jest osią spektaklu i wokół niej kręcą się historie pozostałych członków społeczności. Jest ich całkiem niewielu, ale za to wszyscy święci. Prawie wszyscy. Święte są przyjaciółki: stuknięta Ludka, której ojciec Święty Jeremiasz kurewską chorobę do domu przyniósł i Benwenuta, z wiecznie podbitym przez tatę okiem. Święci są Młodziankowie: Albert i Cyryl z marzeniami o wojnie i żonie. Święty jest nawet Kamień Wołający i Wołek Polny, którzy są świadkami tych zadziwiających zdarzeń. Kumernis przechodzi wszystkie etapy człowieczego żywota. Począwszy od dzieciństwa, w którym to pierwszy raz widzi, jak Święty Kogutek Napłotny chędoży swoją Świętą Kurkę Podwórkową; poprzez dojrzewanie, kiedy dowiaduje się, że kobieta dla mężczyzny w tym świecie jest wykonywaczką poleceń, a miłość w małżeństwie nie ma znaczenia, i o tym, że ona sama jest niechcianym dzieckiem; na dorosłości skończywszy. Dorosłości, która jest bezlitosna, plugawa i pełna cierpienia.

Najważniejszym wątkiem tej bolesnej opowieści jest właśnie miłość. Agata Duda-Gracz mówi o niej w kilku wymiarach. Damsko-męskim, rodzicielskim i przyjacielskim. I nie ma tu miłości szczęśliwej. Piękne jest jedynie o niej wyobrażenie. Reżyserka bije po twarzy jej niespełnieniem i przedstawia wizję żywcem wyjętą z krzywego zwierciadła. Kumernis wprawdzie doświadcza cudu miłości ludzkiej, co pali w trzewiach i lędźwiach, i pragnie, by jej wybranek miłował ją ze wszystkich sił, jak pana Boga swego. Młodzianek Święty Cyryl niestety jest zwykłym człowiekiem, narażonym na własną głupotę. „A, że człowiek, to tylko człowiek, to i z cudem  obejść się nie umiał”. Każda miłość w tym spektaklu skazana jest na porażkę. Bez litości. Bez znieczulenia.

Pochylę się nad zespołem aktorskim, bez którego te wszystkie dziwy nie byłyby możliwe. I bardzo, ale to bardzo chcę wyróżnić znakomitą Renię Gosławską, która w roli Benwenuty jest przejmująca do szpiku kości. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa, wzbiera we mnie fala wzruszenia i słyszę w głowie jej bolesny krzyk. Pięknie wypadła w duecie ze scenicznym ojcem Florianem – Jerzym Michalskim, który od pierwszych chwil spektaklu zaintrygował mnie i w pełnej prawdzie przeprowadził przez piekło samotnego mężczyzny. Na niekwestionowane brawa zasługuje oczywiście cały zespół. Bo, jak we wszystkich spektaklach Dudy-Gracz, tak i w tym nie ma słabych ról. Wszyscy pracują na jeden sukces. Na to, by widz wyszedł uwierzywszy w każde drżenie rąk, każdy wymierzony policzek czy klaps, w każdy zadany gwałt, łzę i śmiech. W każdy ślub i każdy pogrzeb.

Jakiś czas temu usłyszałam, że Agata Duda-Gracz marzy o tym, by w jej spektaklu wykorzystane zostało światło świec. Wtedy obawiała się, że żaden dyrektor, żadnego teatru jej na to nie pozwoli. A tu proszę. Znalazł się i teatr i dyrektor. W ”Kumernis” rzeczywiście świece wypełniają całą przestrzeń sceny i są jednym z elementów scenografii. Jak w każdym jej spektaklu światło ma nie mniejsze znaczenie niż muzyka, tekst czy dramaturgia. I tu ukłony dla reżyser światła Katarzyny Łuszczyk, której realizacje są wyjątkowo emocjonalne. Raz wydobywają magię i sensualność, innym razem brudy ludzkiej duszy i obrzydliwość życia. Często widz nie zdaje sobie sprawy, że dobry „starlighter”, to połowa sukcesu. Nie mam też wątpliwości, że ogromnym atutem spektaklu jest porywająca, zróżnicowana stylistycznie muzyka Łukasza Wójcika. Zaserwował, bowiem widzom dawkę przepięknych dźwięków wypływających, co muszę podkreślić, jedynie z gardeł znakomicie wokalnie przygotowanych aktorów. Duda-Gracz, Łuszczyk i Wójcik stanowią zgrany zespół, a „Kumernis” jest ich kolejną wspólną realizacją. To znamienne dla reżyserki, pracować z ludźmi, którzy jej nie zawodzą. Mamy więc w tym teamie również Tomasza Wesołowskiego odpowiedzialnego za pełen dramaturgii ruch sceniczny.

Teatr, który proponuje nam Duda-Gracz, to często zmiksowane sceny wyrwane jakby z dziecięcego komiksu. Sceny wpuszczające w głowę przebłyski i powidoki. Atakuje nas feeria barw i dźwięków. Skoki i tańce. Amplituda nastrojów. Od buffo do serio. Remiza i liryka. Efemeryczność i brutalność. Bóg i chuj. Czułość i ból. Nagość i plastik. Sex shop i krzyż. Rollerkoaster środków wybebeszający widza z emocji i dramatyczne historie bohaterów. Wobec takiego zjawiska nie sposób pozostać obojętnym. Nie sposób.

Autor| Sabina Misakiewicz

30.10.2015

Zdjęcie | Greg Noo-Wak

*

Teatr Muzyczny im. D. Baduszkowej
KUMERNIS czyli o tym,

jak świętej panience broda rosła

Scenariusz, reżyseria, scenografia, kostiumy: Agata Duda-Gracz
Muzyka: Łukasz Wójcik
Ruch sceniczny: Tomasz Wesołowski
Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
Konsultacja literacka: Michał Pabian
Asystent reżysera: Agata Schweiger
Asystent reżysera: Dagmara Olewińska
Asystent reżysera: Weronika Kuśmider
Asystent scenografa: Konrad Laprus
Inspicjent: Krzysztof Przyłuski

Obsada:
MATECZKA ŚWIĘTA PRAKSEDA – Dorota Kowalewska
TATUŚ ŚWIĘTY IZYDOR – Aleksy Perski
PANIENKA ŚWIĘTA LUDKA – Katarzyna Wojasińska
PANIENKA ŚWIĘTA BENWENUTA – Renia Gosławska
PANIENKA ŚWIĘTA KUMERNIS – Magda Kumorek (gośc.)
MŁODZIANEK ŚWIĘTY ALBERT – Rafał Ostrowski
MŁODZIANEK ŚWIĘTY CYRYL – Cezary Łukaszewicz (gośc.)
MĄŻ ŚWIĘTY FLORIAN – Jerzy Michalski
MĄŻ ŚWIĘTY JEREMIASZ – Marcin Słabowski
WOŁEK ŚWIĘTY POLNY, WARSZAWIAK – Mateusz Deskiewicz
KURKA ŚWIĘTA PODWÓRKOWA, PANIENKA PRZYBŁĘDA, BABCIA – Marta Kwiatkowska /ad/
KOGUTEK ŚWIĘTY NAPŁOTNY, MIESZKO Z LASU – Jan Napieralski /ad/
KAMIEŃ ŚWIĘTY WOŁAJĄCY, LOLEK – Wojciech Daniel /ad/
MODRZEW NIEŚWIĘTY – Krzysztof Suszek /ad/

PREMIERA: 30.10.2015
Czas: około 150 minut [bez przerwy]

 

 

Spektakl można zobaczyć:
21-24 stycznia

*