TEATR: Nie zabijajcie mew [RECENZJA]

W jednej z końcowych i piękniejszych scen spektaklu „Mewa” w reżyserii Grzegorza Wojdona we wrocławskiej PWST, bohaterka Nina Zarieczna mówi: jestem mewą. W tych dwóch słowach  jest prawie wszystko, co można zobaczyć i poczuć w tym spektaklu. Miłość, tragedia, szaleństwo, pasja i ból. Nie ma w nich radości. Nie ma spełnienia. Nie ma szczęśliwego zakończenia. 

Czechow podany w klasycznej wersji wciąż jest bardzo aktualny. W nim liczy się prostota, zwyczajność chwil. Emocje, te dobre i te złe, relacje międzyludzkie, z którymi jak i jego bohaterowie, obcujemy wśród najbliższych sobie osób. Świat pędzi, a my na co dzień stykamy się z przeróżnymi ludzkimi dramatami.  Nie omija nas ciągła rywalizacja, sukces lub jego brak, niespełnione marzenia i miłość, alkoholizm czy śmierć. Te stany nie są nam ani obce, ani obojętne. Znamy je. Być może choć odrobinę je znają studenci IV roku wydziału aktorskiego, którzy w „Mewie” zagrali. Na scenie szkolnego teatru przyszło im się zmierzyć z bardzo trudnym zadaniem. Z tym, co towarzyszy człowiekowi od wieków. Z tym, co lada moment, tuż po opuszczeniu szkolnego klosza, być może na nich czeka. Bowiem czechowowski świat niewiele rożni się od naszego. Walka o zaistnienie wśród setek absolwentów szkól teatralnych. Wśród ludzkiej zawiści, braku zrozumienia. Pęd po sławę bez oglądania się za siebie. Bez myślenia ile gotowi są stracić. Ile zyskać.  A może Czechow, czy bliższy im Wojdon sprawią, że właśnie oni się zatrzymają, nie pójdą drogą Zariecznej, Trigorina, Trieplewa czy Arkadiny? Na zatracenie. Nie będą palić za sobą mostów, zdradzać ani strzelać sobie w łeb z miłości. Zabijać mew.

Reżyser w spektaklu nie wykorzystał multimediów. Nie chciał fajerwerków ani technologicznych ulepszeń. I co najważniejsze, miał odwagę postawić na słowo, co w dzisiejszym teatrze wcale nie jest takie oczywiste. A to właśnie słowo jest istotą całej historii. Pozorny spokój i sielanka to tylko pretekst, do pięknej katastrofy. Towarzyszą jej, tej rozwijającej się katastrofie, piękna muzyka  Aleksandry Kot i scenografia Agnieszki Aleksiejczyk. Śmiało można powiedzieć, że  w swojej reżyserskiej pracy Grzegorz Wojdon  odrobił zadnie domowe. Sumiennie przygotował swoich studentów do wyjścia poza Alma Mater. Co prawda, pewnych niedoskonałości w „warsztacie” swoich aktorów nie był w stanie nadrobić w czasie swoich prób,  jednak poprowadził ich przez czechowowski świat mądrze i z wyczuciem.  Nie szarżował. A oni, bardzo się starali go nie zawieść, nie zawieść siebie i ostatecznie  – widzów. I prawie udało im się udźwignąć ciężar tekstu i ogrom emocji, jaki Czechow funduje. Włożyli w to mnóstwo serca. Jednak ja nie wszystkim do końca uwierzyłam. W całkowitym oddaniu się sztuce niestety przeszkadzała mi wada wymowy dwojga z aktorów. A miłość choćby najpiękniej odgrywana wciąż jest tylko grą, nie prawdą. A ja zawsze chcę prawdy. Chciałam więc poczuć. Uwierzyć  w tę miłość, rozpacz, namiętność i pijaństwo. Dostałam namiastkę, zaczątek czegoś, co nie zostało do końca przeprowadzone, przynajmniej nie w czasie premierowego spektaklu.

Największe wrażenie zrobili na mnie mnie Pola Błasik jako Nina Zarieczna, Michał Surówka w roli Piotra Sorina i Filip Kowalczyk – Konstatny Triplew.  Widziałam tych troje na scenie nie pierwszy raz. Nie mam wątpliwości, że ten zawód jest im wpisany w kod genetyczny. W głos, w oddech. W to, jak błyszczą im oczy. Absolutnie. W nich nie było żadnego oszustwa. Oni są siłą napędową spektaklu.  Jednak nie tylko oni zapracowali na sukces. Bo ducha dziadka Czechowa czuć było w energii całego zespołu. I ducha jedności, wspólnej sprawy. Młodzi aktorzy stworzyli wspólną wartość, mechanizm, w którym brak jednego koła zębatego, sprawia, że cała reszta nie może pracować. I to jest piękne. I dobre.

Autor | Sabina Misakiewicz

31.10.2016

  • Zdjęcie | Marek Maziarz / BTW photographers

*

Tytuł: MEWA
Autor tekstu: Antoni Czechow
Przekład: Natalia Gałczyńska
Reżyseria: Grzegorz Wojdon

Scenografia: Agnieszka Aleksiejczuk
Muzyka: Aleksandra Kot
Asystent reżysera: Karolina Synowiec

Obsada:
Pola Błasik – Nina Zarieczna
Aleksandra Matlingiewicz – Irena Arkadina
Aleksandra Prochownik – Masza
Karolina Synowiec – Paulina
Artur Bocheński – Boris Trigorin
Artur Caturian – Ilia Szamrajew
Filip Kowalczyk – Konstanty Trieplew
Daniel Mosior – Eugeniusz Dorn
Michał Surówka – Piotr Sorin
Michał Wolny – Siemion Miedwiedienko

Premiera: 31 stycznia 2016 roku

Czas trwania: 150 minut bez przerwy