W sobotę, 2 lipca o godzinie 13:30, na stadionie przy ulicy Sztabowej 101 we Wrocławiu, o występ w SuperFinale Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego zagrają The Crew Wrocław i Seahawks Gdynia.


Spotkanie pierwszego i czwartego zespołu po zasadniczej części sezonu, jest też powtórką ubiegłorocznego półfinału ligi. W rozegranym wtedy również we Wrocławiu pojedynku, górą była Załoga, która rozbiła gości z Gdyni aż 49:0. W tym roku możemy spodziewać się jednak bardziej wyrównanego pojedynku. Jastrzębie poczyniły widoczne postępy, w czym pomogła im trójka zagranicznych graczy, która przed sezonem zasiliła ich skład. Nawet to nie uchroniło gdynian przed jeszcze wyższą porażką z The Crew w maju tego roku  (7:62).  Czy to ma znaczenie dla tego półfinału? – Na pewno nie podejdziemy do półfinału, czując się zwycięzcami jeszcze przed jego rozpoczęciem. Seahawks wykonali kawał dobrej roboty i na pewno będzie to znacznie trudniejsze spotkanie niż to w maju – mówi Jakub Głogowski, prezes The Crew.

W Gdyni również pamiętają jeszcze o tej dotkliwej porażce, ale wiedzą jak wykorzystać ją na swoją korzyść. – Nie ma co ukrywać: zostaliśmy wtedy zmiażdżeni przez chłopaków z Wrocławia. Nie mieliśmy za dużo do powiedzenia po obu stronach piłki – wspomina cornerback Seahawks, Jakub Muraszko. – Nie można zapominać o takich meczach, trzeba się na nich uczyć. Wyciągamy odpowiednie wnioski i jedno jest pewne – coś takiego się już nie powtórzy. Najbliższy mecz będzie wyglądał zupełnie inaczej – zapewnia. Podobnie uważa rozgrywający Seahawks, Luke Zetazate, który przekonuje, że tamten mecz nie zachwiał jego pewności siebie. – Nadal czuję, że kiedy gramy swój najlepszy futbol możemy pokonać każdego w tej lidze. Jesteśmy o wiele silniejszym zespołem niż pokazaliśmy to ostatnio we Wrocławiu – mówi Kanadyjczyk.

Jak pokazują wyniki Jastrzębi w zasadniczej części sezonu, Zetazate nie przesadza. Gdynianie przegrali tylko trzy spotkania, kolejno z Devils, Eagles i właśnie Crew. Wyrównane było jednak tylko jedno z nich, a poza tym, to właśnie z Załogą Seahawks przegrali najwyraźniej. – Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy faworytami, ale skupiamy się na celu i mocno przygotowujemy, żeby w sobotę sprawić niespodziankę – mówi Muraszko. – The Crew jest bardzo silną drużyną. Trudno wymienić ich najsilniejszą broń, bo dysponują całym arsenałem. Ważne, że my mamy czym odpowiedzieć – dodaje. Z całego arsenału wypadł co prawda zawieszony dwa tygodnie temu guard Maciej Włodarczyk, ale Załoga ma już dla niego zastępcę. – Brak Włodarczyka na pewno będzie kłopotem, ale po kontuzji wraca Michał Górniak więc postaramy się tę dziurę dobrze zapełnić – mówi Głogowski.

Po meczu przerwy do składu gospodarze wraca też rozgrywający Justin Walz. Amerykanin nie zagrał w spotkaniu z Kozłami, w którym ze średnim skutkiem próbował go zastąpić skrzydłowy Mark Philmore. Teraz jeden z najlepszych receiverów tego sezonu wraca na swoją ulubioną pozycję i wierzy, że ofensywa Załogi w takim kształcie będzie niemożliwa do zatrzymania. – Jeśli nasza linia ofensywna da Justinowi wystarczająco dużo czasu na rzucanie piłki, to wątpię, że jest w całej Polsce obrona, która mogłaby sobie poradzić z naszym atakiem podaniowym – przekonuje Philmore, zdobywca trzech przyłożeń w majowym spotkaniu obu drużyn. On i inni skrzydłowi Crew będą prawdopodobnie jedną z najważniejszych broni gospodarzy w tym meczu. – Mają kilku bardzo dobrych zawodników na tej pozycji. Mark Philmore, Mateusz Grzędziński czy Łukasz Sutkowski są wymagającymi przeciwnikami. Nie jest łatwo, ale właśnie o to chodzi! Im lepszy przeciwnik tym większą satysfakcję przynosi rywalizacja – przekonuje Muraszko, który będzie zapewne zmagał się z nimi najczęściej.

Luke Zetazate zwraca z kolei uwagę na innych rywali, których on zapamiętał najlepiej z poprzedniego meczu przeciwko wrocławianom. – Aki Jones sprawiał nam wiele problemów w środku trzyosobowego muru zatrzymującego nasze akcje biegowe. Pomagali też bardzo aktywni safeties, szczególnie Deante Battle. Ale czy nie mają słabych punktów? Każdy zespół je ma, a dodatkowy tydzień, który mieliśmy na analizę filmu z ich spotkań pozwolił na przeanalizowanie większej ilości sytuacji. Wiemy, że czeka nas naprawdę ostre spotkanie – mówi rozgrywający czwartej drużyny ligi.

Dodatkową motywacją dla obu zespołów będzie zapewne fakt, że zwycięzca zagra w pierwszym w historii transmitowanym na żywo w telewizji finale PLFA. – To marzenie każdego czynnego zawodnika – przekonuje Głogowski. Philmore, dla którego granie przy telewizyjnych kamerach nie będzie przecież niczym nowym, dodaje: – Oczywiście, że to zwiększa prestiż tego meczu. Przyjechałem tutaj tworzyć historię i póki co wszystko zmierza w dobrym kierunku, żeby tak się stało. Czyli jego zdaniem to The Crew zagra w bielawskim finale? – Oczywiście, że tak. Nie mam żadnych wątpliwości – mówi skrzydłowy. Wątpliwości ma za to Muraszko, który przekonuje, że jego zespół zrobi wszystko, by wygrać to spotkanie. Czy naprawdę może do niej dojść? – Gdybym w to nie wierzył po prostu nie wyszedłby na boisko – kończy cornerback Jastrzębi.

Spotkanie obu zespołów będzie też kończyło sezon domowy The Crew. Poza stale obecną i lubianą budką z hot-doggami, dodatkowo na stadionie pojawi się też stoisko firmy Starbucks, która jest współorganizatorem akcji charytatywnej prowadzonej przez Fundację Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. The Crew pomoże tej inicjatywie poprzez zbiórkę pieniędzy i licytacje w trakcie meczu, z których dochód zostanie przeznaczony na rzecz Fundacji.

(PLFA)