Michael Chaves, namaszczony przez Jamesa Wana, prezentuje „The Curse of a Llorona” – debiutancki, pełnometrażowy horror, który wielu potraktuje jako test umiejętności reżysera, przed próbą zmierzenia się z trzecią odsłoną „Obecności”.

Trudno orzec jednoznacznie, czy egzamin zdany. Zwiastun z pewnością daje pewną nadzieję, jednak jak to bywało w przeszłości, sam obraz może pod względem klimatu całkowicie się różnić. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że gorzej być, nie będzie.

Tytułowa Llorona wygląda trochę na „kopiuj, wklej” ducha w prześcieradle, który oprócz dziwnych teleportacji – tak tworzy się najlepsze jump scare – wygląda raczej niewyjściowo, ma problemy z kręgosłupem i kilka innych przypadłości, które spokojnie starym upiorom można przypisać. Wygląda nieco strasznie (okropnie?), ale nic po za tym. 

Postać La Llorony wywodzi się z meksykańskiego folkloru. Znana jest jako „płacząca kobieta”, która utraciwszy swoje zawodzi szukając ich w okolicach rzeki. Tym, którzy ją zobaczą lub usłyszą przyniesie nieszczęście. Podobny los czeka rodzinę Anny Garcii, samotnej matki, pracownika społecznego, która odkrywa powiązanie pomiędzy jedną ze swoich spraw a nadprzyrodzonymi wydarzeniami, nękającymi jej rodzinę. Okazuje się, że zrozpaczony upiór za cel obrał jej dzieci. I nawet lokalni uzdrowiciele nie są wstanie jej pomóc. Historia osadzona została w latach 80-tych XX wieku, co nadaje jej dodatkowego smaczku. Niestety na efekt końcowy będziemy musieli poczekać aż do 19 kwietnia 2019 roku, kiedy to film trafi do polskich kin.

W filmie zobaczymy: Jaynee-Lynne Kinchen, Roman Christou, Linda Cardellini, Patricia Velasquez, Sean Patrick Thomas oraz Raymond Cruz. Za reżyserię odpowiada Michael Chaves. Producentem wykonawczym został James Wan.


Autor: Patryk Wolny