Olga Tokarczuk, pisarka, laureatka Nagrody Nobla za rok 2018, wielokrotnie nagradzana za swoją twórczość opowiedziała, jaką moc ma dla niej literatura, jak dowiedziała się o przyznaniu nagrody oraz dlaczego nie została fizykiem jądrowym.


Półki księgarni opustoszały w ekspresowym tempie. Po ogłoszeniu decyzji Akademii Szweckiej trudno było o książkę autorstwa laureatki. Sama pisarka dowiedziała się o przyznaniu najważniejszej nagrody literackiej na autostradzie podczas drogi do Bielefeld. Telefon zadzwonił chwilę przed 13:00, a na wyświetlaczu pojawił się numer 46… oznaczający, że to połączenie ze Szwecji.

Pomyślałam: kto o tej porze może dzwonić do mnie ze Szwecji? Miły męski głos, który wydawał się trochę zmartwiony, przekazał mi wiadomość o przyznaniu Nagrody Nobla za rok 2018. Zaczęłam powtarzać „Nie, nie”, a on powiedział „Ależ tak proszę pani”. Telefon dzwonił jeszcze przez godzinę, potem się rozładował – wspomina Olga Tokarczuk.

Pisarka dla wielu to autorytet i głos, od którego wymaga się zajęcia stanowiska w danej sprawie. Jak sama jednak podkreśla, zrobi wszystko, by dalej pozostać przy pisaniu i w ten sposób przemawiać do ludzi. Jej zdaniem literatura posługuje się zupełnie innym sposobem komunikacji.

Wybrałam sposób, który jest głęboki, ale i skomplikowany. Wypowiadanie stanowiska w sposób prosty dla ludzi i medialny jest dla mnie w jakimś sensie bolesne. To jakbym sprintem musiała pokonać sto metrów w wysokich obsadach – podkreśla.

Według autorki literatura otwiera drzwi i sprawia, że ludzie nawet mimo różnic i barier językowych, mogą przeżywać to samo. Jej sensem jest komunikacja, a podział na literaturę wysoką i niską, tak popularny w latach 90., zdecydowanie do niej nie przemawia.

-Nie wierzę w podział na literaturę elitarną i niską. Niestety wydaje mi się, że spadają kompetencje czytelników. Bardzo nie lubię też podziału literatury na gatunki, bo wtedy powstaje towar i czysta konsumpcja, a zatracony jest sens czytania – wyjaśnia noblistka.

Najbardziej denerwują ją dwa pytania: Czy to co Pani napisała to prawda? oraz O czym jest Pani książka? Niech Pani krótko opowie.Autorka podkreśla, że nie zawsze da się ubrać w proste słowa, to co chce przekazać czytelnikom, zwłaszcza kiedy chce ich sprowokować. Sama lubi literaturę, która każe się z czymś zmierzyć i poszukać nowej perspektywy. Z jej własnych książek jej ulubioną jest „Anna In w grobowcach świata”. Na pytanie, czy czuje się rewolucjonistką, odpowiada, że chyba nie.

Każde pokolenie powinno pisać historię na nowo. My się zmieniamy, świat się zmienia, nasza wiedza o świecie się zmienia i dlatego historia wymaga nowego spojrzenia. Kobiety i ich rola zostały z historii całkowicie wykasowane. Widać to na przykładzie kobiet Solidarności, które stanowiły zaplecze dla tego ruchu, a kiedy on się spetryfikował, kobiety zniknęły. Nie mogłabym pominąć kwestii kobiet w historii. Jestem na tym punkcie wyczulona – dodaje.

Według Tokarczuk ludzkość wykonuje wielki krok w dobrym kierunku i przyznaje, że jest częścią natury. Na naszych oczach kompromitują się wartości, które jeszcze kilka lat temu były dla nas ważne. Duchowość ma jeszcze większy sens niż w przeszłości.

Żyjemy w świecie kompletnego rozmycia i chaosu. Stare formy, do których się przyzwyczailiśmy, nie działają. W ciągu naszego życia będziemy musieli zbudować nowy sposób rozumienia świata. Człowiek jest zwierzęciem, które nieustannie przekracza granice swojej rzeczywistości – mówi pisarka.

Duży wpływ na Tokarczuk i jej postawę, miał jej ojciec, który w dzieciństwie za wzór stawiał jej inną noblistkę – Marię Skłodowską-Curie.

To było zachęcanie do przekraczania granic, szczególnie tych stojących przed kobietami. Byłam przekonana, że będę lekarzem misji kosmicznych lub fizykiem jądrowym, jednak w trzeciej klasie okazało się, że jestem za słaba z matematyki – wspomina.

Ojciec był również tym, który przepisywał opowiadania Tokarczuk, gdy ta jeszcze nie umiała pisać na maszynie. Jak wspomina pisarka, robił przy tym dziwne miny, po których wnosiła, że część treści nie przypadła mu go gustu, jednak dzielnie przepisywał wszystko.

Z dzieciństwem Tokarczuk związana jest jeszcze inna historia. Jako mała dziewczynka myślała, że poeci to Ci, którzy nie potrafią pisać powieści. Żartowała również, że to jej mała zemsta na Czesławie Miłoszu, który mawiał, że jedna dobra strofa waży więcej niż wiele stron.

Muszę przyznać ze wstydem, że wykupiłam wszystkie możliwe egzemplarze moje tomiku. Nie nadaję się do pisania poezji – podsumowuje.

Podkreśla również, że ma szczęście, bo dostała Nobla, będąc jeszcze młodą i ma czas, żeby trochę porządzić.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: mat. prasowe