To sztuka, o której sam autor mówił, że jest niejasna i tajemnicza. Mogłaby być grana przez jedną kobietę, kilka kobiet, przez mężczyznę. W swojej realizacji Krzysztof Czeczot obsadził Macieja Tomaszewskiego – mężczyznę. „Gwiazdą” może być każdy. Gwiazdą jest Tomaszewski! 

Monodram to forma dość trudna i wymagająca zarówno dla reżysera, jak i aktora. Na jednej osobie składa on-reżyser bowiem ciężar odpowiedzialności za utrzymanie zainteresowania widza. Ogromną sztuką jest umiejętność prowadzenia napięcia, ciekawości, wyegzekwowanie od widza chęci uczestnictwa w wydarzeniach scenicznych do końca. Wystarczy na moment odpuścić i czar pryska. Wiedzą o tym Gajos i Peszek. Dziś wie Tomaszewski.  On nie odpuścił.

Halmut Kajzar napisał znakomity materiał o życiu „znikającej Gwiazdy”. O jej strachu przed samotnością, starością, odrzuceniem, o miłości, rozpaczy i szaleństwie. Krzysztof Czeczot połączył ten tekst z osobowością i talentem Macieja Tomaszewskiego, któremu powierzył rolę „Gwiazdy”. A on po raz pierwszy zmierzył się z monodramem i udowodnił, że było warto podjąć próbę. Dał widzom wszystko. Szaleństwo, smutek, euforię i strach. Zmieniał maski, osadzał je w formie. Z kajzarowskiej niedosłowności i tajemniczości wybudował przedziwny świat zwinięty w spiralę zdarzeń. W nieskomplikowanej scenografii Davida Zalesky’ego powstał smutny obraz nieodwracalnej degrengolady niespełnionej aktorki. Aby jeszcze wzmocnić odbiór bardzo trudnego już tekstu, reżyser Krzysztof Czeczot otoczył widzów dźwiękiem jak kokonem, dając im słuchawki, z których płynęły słowa Tadeusza Łomnickiego z realizacji „Gwiazdy” z 1974 roku. Te dodatkowe bodźce podkreślone dzięki technice dźwięku binauralnego oddawały stan psychiczny podstarzałej aktorki, w którą wcielał się Tomaszewski. Głos w słuchawkach był jej wewnętrznym głosem natrętnie powracającym i doprowadzającym do szaleństwa.

Przez około 70 minut przeróżne emocje bohatera dotykały widzów i w żadnej z nich nie było fałszywej nuty. Tomaszewski patrząc sobie w oczy w lustrze patrzył w nas-widzów. Otwierał się jako zgubiony człowiek, który już nie ma szans by się dobić do tego kim naprawdę jest. Brawa? Światła ramp? Czy to wszystko jest prawdziwe? Sława, uwielbienie? Nie, tego nie ma. Może nigdy nie było. Została krew na przegryzionych wargach. „Trochę się zagrałam” – mówi nasza gwiazda. Trochę się zagrała, zagrała na śmierć. Nie ma jej. Została pusta scena. Białe futro i połyskujące konfetti, którym magicznie strzela sobie w łeb.

 

Autor | Sabina Misakiewicz

24.09.2016

  • Zdjęcie | Marek Maziarz / BTW photographers

 


gwiazda„Gwiazda” na podstawie Helmuta Kajzara

reżyseria: Krzysztof Czeczot
obsada: Maciej Tomaszewski
z udziałem muzyków: Adama Milwiw-Barona oraz Pawła Konikiewicza

realizatorzy:
dramaturgia: Jadwiga Juczkowicz, Krzysztof Czeczot
muzyka: Adam Walicki
scenografia: David Zalesky
wideo: Jakub Lech
dźwięk: Maciej Zych, Patryk Morawski | OSORNO
inspicjentka: Katarzyna Krajewit