Powrót do roku 1996, premiery drugiego filmu Danny`ego Boyle`a, do świata heroiny, narkotycznych wizji i wszechobecnego brudu, który aż wylewa się z ekranu. Jedyna taka podróż – w jedną stronę.

W tym powrocie prawdziwie kultowego obrazu na kinowy ekran znajduję dwa powody do radości: po pierwsze z wielką chęcią zobaczę Trainspotting na wielkim ekranie, i to tuż przed premierą długo wyczekiwanej kontynuacji. Po drugie natomiast uważam, że podobne inicjatywy powinny mieć miejsce znacznie częściej. Kino niestety bardzo źle znosi powroty do przeszłości. Starsze obrazy zostały do bólu ograne na ekranach naszych telewizorów, i nawet jeśli wielu z chęcią ponownie zapłaciłoby za bilet na seans klasyku, to z punktu ekonomicznego nie zawsze jest to opłacalne dla samego kina.

Dlatego tym bardziej cieszą takie seanse, i mam nadzieje, że wsparcie fanów Boyla okaże się na tyle duże, że w przyszłości podobnych inicjatyw będzie już tylko coraz więcej. Nie ukrywam, że lista filmów, które z chęcią ujrzałbym na srebrnym ekranie, jest długa, a pozycji na niej wciąż przybywa.

Na Facebooku kina padła propozycja, żeby widzowie wybierające się na seans, w miarę możliwości, ubrali się w sposób nawiązujący do filmu, późnych lat 80. Oczywiście będą zdjęcia, a i całkiem możliwe, że wytworzy się niesamowity klimat, który jeszcze bardziej pogłębi doznania płynące z obcowania ze środowiskiem szkockich narkomanów.

Trainspotting do zobaczenia w Kinie Nowe Horyzonty już 2 marca o godzinie 20:30. Zainteresowanie, jak można się spodziewać, jest całkiem spore, dlatego warto się spieszyć, zaraz może zabraknąć miejsc.

Premiera T2: Trainspotting już 3 marca.

Autor | Patryk Wolny