W letnim okienku transferowym Śląsk dość mocno zwrócił uwagę na wzmocnienie środka pola. Damian Gąska przyszedł do klubu jako ofensywny pomocnik, natomiast Jakub  Łabojko jako defensywny. Do walki o tę pozycję dołączył Mateusz Radecki.

Radecki do WKS-u trafił z tego samego klubu, co Damian Gąska, czyli z Wigier Suwałki. Zadebiutował już w pierwszym meczu sezonu, jednak zagrał wtedy tylko kilka minut. Trener Pawłowski był jednak z niego zadowolony i na konferencji przed kolejnym spotkaniem, powiedział, że było to bardzo dobre dziesięć minut w wykonaniu Radeckiego.

Mateusz Radecki

W każdym spotkaniu dostała swoją szansę i kilku minut na boisku. Pierwszy raz w wyjściowej jedenastce pojawił się podczas spotkania z Koroną Kielce. Do meczu z Pogonią Szczecin prezentował się raczej poniżej oczekiwań kibiców. Nie miał pomysłu na rozegranie, widać też było, że brakuje piłkarskiej jakości. Później jednak pokazał swoje atuty.

Radecki miał zadania bardziej defensywne. Może nie ma jeszcze tego przeglądu pola, który powinien mieć zawodnik z Ekstraklasy. Ma jednak dopiero kilka spotkań w lidze, więc jeśli on niego i od innych debiutujących żądamy, że będą rozdzielać karty, to jesteśmy trochę w błędzie – mówił po spotkaniu z Pogonią Tadeusz Pawłowski.

Zarówno w starciu z Zagłębiem Sosnowiec, jak i w spotkaniu z Wisłą Kraków uderzał główką po stałych fragmentach gry, jednak piłka dwukrotnie trafiała w słupek. Zawodnik za początku nie zachowywał się na boisku najlepiej, jednak to zrozumiałe, jeśli spojrzymy na to, że przyszedł z klubu, który grał klasę niżej. Po kilku spotkaniach widać już progres. Jeśli Radecki nadal będzie ciężko trenował, to w przyszłości może być defensywnym pomocnikiem, po którego w pierwszej kolejności będzie sięgał trener Pawłowski.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcia: Krystyna Pączkowska / WKS Śląsk Wrocław