Nurtu Off w 38. PPA wydaje się głosem niezadowolonego społeczeństwa. Karbido, Chór Czarownic, czy Małgorzata Wojciechowska i Maciej Zakrzewski; wszyscy podjęli tematy niewygodne i trudne. „Trolololo…” sięga w głąb internetu, gdzie czai się hejt. Wojciechowska na scenie to petarda. Udowadnia, że nie ma tekstu, którego nie da się zaśpiewać. 

Scenariusz spektaklu powstał z hejtów znalezionych w internecie. Jest tego mnóstwo i zdaje się, że są tacy, którzy wręcz zawodowo zajmują się pisaniem nienawistnych komentarzy. Wielorakość błota, syfu i głupoty zawartej w wypowiedziach tak zwanych „troli” jest zatrważająca. Wojciechowska i Zakrzewski zrobili niesłychany zestaw bluzgów i pokazali, jak za pomocą słowa można być okrutnym wobec innych. Hejtem można dokopać wszystkim, katolikom, gejom i lesbijkom, narodowcom, żydom i muzułmanom. Nikt nie jest bezpieczny. Można też zhejtować aktorów, którzy zostali wyrzuceni z Teatru Polskiego. Można, nie wierząc w jakiekolwiek konsekwencje, nazywać artystów szmatami, pokazującymi dupy za państwowe pieniądze.

Spektakl rozwija się niespiesznie. Zaczynając od delikatnych komentarzy, zmienionych w nieagresywne melodyjne piosenki. Aktorka  zmienia kostiumy, zmienia postawę, emocje ulegają gradacji, stają się raz za razem silniejsze, głos mocniejszy, kipiący bezradnością wobec gówna wylewającego się z sieci. Momentami czuję się przygnieciona i bezradna. W głowie wracają do mnie momenty, kiedy sama czytam hejterskie komentarze pod artykułami i dochodzę do ściany, kiedy już się więcej nie da przyjąć. Już się przelewa. I fakt, że zamknę daną stronę nie znaczy, że zniknie cała masa przerażających treści, niejednokrotnie podżegających do czynów okrutnych. Scena, w której aktorka z zaklejonymi czarną taśmą ustami wyciąga na scenę z widowni dwie młode dziewczyny i płacząc próbuje się z nimi bez skutku porozumieć jest najmocniejszym akcentem w spektaklu. Odziera ze złudzeń. Nie daje nadziei.

Małgorzata Wojciechowska wykazuje się nieprzeciętnym warsztatem zarówno aktorskim, jak i wokalnym. Muzyka Macieja Zakrzewskiego w połączeniu z jej dramatycznym monologiem nie daje szansy uciec od refleksji. To połączenie zasługuje na szczególną uwagę. Być może nawet na Tukana.


Autor: Sabina Misakiewicz