- REKLAMA -

Siatkarz, który w swojej karierze grał w wielu klubach i na wielu różnych pozycjach. O tym jak zaczynał w Gwardii Wrocław, jak później potoczyła się jego siatkarska droga i dlaczego teraz postanowił wrócić na parkiet przy Krupniczej – opowie Michał Superlak.

Niespełna 25-letni siatkarz z Wrocławia, który zaczynał tu, w Gwardii. Potem jego kariera nabrała tempa, występował na parkietach pierwszoligowych zespołów, aż trafił do najlepszych klubów polskiej ligi, m.in. ZAKSY Kędzierzyn Koźle. Dlaczego właśnie teraz zdecydował się wrócić do Wrocławia?

Zuzanna Kuczyńska: Jak siatkówka znalazła się na Twojej życiowej drodze?

MICHAŁ SUPERLAK: – Właściwie, to wszystko zaczęło się od koszykówki. W szkole podstawowej grałem dwa lata w koszykówkę, potem otwarto sekcję siatkówki. Na początku trenowałem jedno i drugie, z czasem skupiłem się tylko na siatkówce. Duży wpływ na to mieli z pewnością moi rodzice. Mama sama kiedyś reprezentowała barwy Gwardii, za to tata jest trenerem siatkarskim i kiedyś także grał. Jak byłem mały wysyłali mnie niemal na wszystkie zajęcia sportowe, jakie w ogóle były dostępne. Chcieli, żebym spróbował wielu dyscyplin i sam wybrał to, w czym czuję się najlepiej. Wygrała siatkówka.

– To na Krupniczej czujesz się jak w domu?

MICHAŁ SUPERLAK: – Zdecydowanie. Tutaj poważnie zaczęła się moja przygoda z siatkówką. W pierwszej gimnazjum przyszedłem tu jako młodzik i Gwardia pozwoliła mi rozwinąć skrzydła. Stąd trafiłem dalej do SMS-u Spała.

– Podczas swojej kariery zderzyłeś się z wieloma klubami. Na początku Gwardia, potem Spała, Cuprum Lubin, ZAKSA Kędzierzyn Koźle, Victoria Wałbrzych, Effector Kielce i ostatni – Dafi Społem Kielce. Sporo tego.

MICHAŁ SUPERLAK: – To prawda, tak się zdarzyło, że prawie co roku zmieniałem klub. Każdy nauczył mnie czegoś innego. Czegoś, co zmieniło moje podejście do siatkówki. Cuprum był w czołówce I ligi, kiedy tam trafiłem. Każdy, kto był blisko tego klubu, żył wszystkim, co się wokół niego działo. Jak przeszedłem do ZAKSY, to zauważyłem przede wszystkim ogromne różnice organizacyjne i sportowe. Ze wszystkich moich klubów ZAKSA była zdecydowanie najlepiej zorganizowana. W Wałbrzychu z kolei były spore problemy sponsorskie. Musieliśmy często myśleć o sprawach, o których jako zawodnicy nie powinniśmy. Dafi Społem Kielce to taki klub, który co roku buduje się na nowo. Byłem tam dwa sezony i były to całkiem różne systemy pracy.

– Gra, w którym klubie, miała największy wpływ na Twój rozwój?

MICHAŁ SUPERLAK: – W każdym klubie rozwijałem się na innej płaszczyźnie. Okres w Kędzierzynie dał mi sporo, jeżeli chodzi o psychikę. W Wałbrzychu duży nacisk kładziono na przygotowanie fizyczne, co także mi bardzo pomogło. Natomiast cały czas, który spędziłem w Kielcach, był dla mnie bardzo ważny. W Effectorze Kielce trafiłem na dobrego trenera – Sinana Tanika. To dzięki niemu zmieniłem pozycję ze środkowego na atakującego. Choć zacząłem trenować na ataku zanim Sinan pojawił się w klubie, to on dał mi dużo pewności siebie. Była to dla mnie bardzo ważna zmiana.

– W swojej karierze grałeś na wielu różnych pozycjach, od rozgrywającego, przez środkowego, aż właśnie po atakującego. Skąd ten przestrzał?

MICHAŁ SUPERLAK: – Zacząłem w Gwardii od rozegrania, wtedy jeszcze nie byłem tak wysoki, jak dziś. W Spale miałem pierwszą zmianę pozycji na środkowego, na jeden sezon. Potem podpisałem kontrakt z Cuprum jako rozgrywający i nie myślałem, że kiedyś wrócę na środek siatki. Po trzech i pół roku znów zmieniono mnie na środkowego, tym razem w Wałbrzychu. Tam jednak było to bardziej podyktowane potrzebami klubu. Na ataku wylądowałem właśnie w Kielcach, to był pomysł trenera, ale bardzo mi się spodobał. Początkowo zmiana ze środkowego na atakującego była trudna pod względem fizycznym. Jako środkowy na treningu dostawałem około piętnastu piłek, a jako atakujący musiałem skończyć tych piłek ponad siedemdziesiąt. Zmiana wynikła także dlatego, że jeden z naszych atakujących Patryk Więckowski, miał kontuzję kolana. Potrzebny był drugi zawodnik na tej pozycji. Te modyfikacje nie były łatwe, ale jak już się fizycznie przyzwyczaiłem, traktowałem to jako kolejne wyzwanie.

– Nigdy nie próbowałeś gry w przyjęciu?

MICHAŁ SUPERLAK: – Próbowałem… kiedyś w Młodej Lidze graliśmy mecz w Kędzierzynie i mieliśmy sporą przewagę. Wtedy zażartowałem do trenera, że mogę wejść na przyjęcie. Akurat mieliśmy kontuzjowanych dwóch przyjmujących. Wpuścił mnie w końcówce ostatniego seta na kilka piłek, ale kompletnie nie mogłem sobie poradzić na tej pozycji. Widać nie mogę grać na każdej pozycji…

– Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Gwardii Wrocław?

MICHAŁ SUPERLAK: – Na to złożyło się wiele czynników. Po pierwsze plan odbudowy Gwardii bardzo mi się spodobał. Zarówno plan na cały zespół, jak i plan na mnie. Tutaj zaczynałem i teraz chciałbym dołożyć swoją cegiełkę do odbudowy klubu i myślę, że dla mnie to też będzie krok do przodu. Przez ostatnie lata zwiedziłem kilka miast, ale tutaj czuję się najlepiej. Mam tu rodzinę i narzeczoną. Po trudnym sezonie w Kielcach chcę wrócić do pierwszej ligi i nabrać trochę pewności siebie. Końcówka poprzednich rozgrywek była trudna zwłaszcza psychicznie. Nie osiągaliśmy takich wyników, jakie zakładaliśmy i dochodziły konflikty z trenerem. Presja była bardzo duża. Powrót do Gwardii to dla mnie czas na to, żeby się odbudować.

– Miałeś kiedyś oferty z zagranicznych klubów?

MICHAŁ SUPERLAK: – Tak, właściwie niedawno. Po zeszłym sezonie odezwał się do mnie jeden z tureckich klubów, ale wspólnie z rodziną zadecydowałem, że to nie jest dobry czas na wyjazd. Wcześniej nigdy nie miałem podobnych ofert i też nigdy o tym nie myślałem.

– Twoje siatkarskie marznie?

MICHAŁ SUPERLAK: – Chyba nikogo nie zdziwi odpowiedź, że chciałbym kiedyś zagrać w reprezentacji narodowej. To jest z pewnością marzenie każdego zawodnika. Ja jednak stawiam sobie cele krótko terminowe, które są w zasięgu ręki. Na tym się skupiam.

– Gwardia jest takim celem?

MICHAŁ SUPERLAK: – Zdecydowanie. Dlatego też tu przyszedłem, żeby razem z Gwardią budować siebie i pomóc w odbudowie klubu. Ustabilizować jego pozycję w pierwszej lidze.

 


Rozmawiała: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: Gwardia Wrocław