Polacy pewnie pokonali Brazylijczyków w finale mistrzostw świata i po raz drugi z rzędu zdobyli złoty medal. Na trzecim stopniu podium stanęli Amerykanie, którzy wygrali z Serbią.

W ostatnim dniu włosko-bułgarskiego mundialu jako pierwsi do walki o brąz stanęły reprezentacje Stanów Zjednoczonych i Serbii. Choć walka  była bardzo wyrównana, to Amerykanie zdołali pokonać Serbów 3:1. Główną postacią w zespole Johna Seprawa była atakujący Matt Anderson, który zdecydowanie poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Cały zespół dysponował świetną zagrywką, w całym spotkaniu zdobył aż 11 asów serwisowych.

Ekipa zza oceanu był od początku faworytem tego turnieju nawet do złota. Amerykanie zaczęli mistrzostwa bardzo pewnie, ich forma utrzymywała się na stałym, wysokim poziomie. Być może dlatego skończyło się na brązie. Podczas gdy inne reprezentacje budowały się na naszych oczach, oni nie przeskoczyli pewnego poziomu w swojej grze. Z pewnością zabrakło też trochę szczęścia w półfinałowym starciu z Biało-Czerwonymi.

Na czwartym miejscu uplasowali się Serbowie, którzy także dobrze prezentowali się podczas tego turnieju. Dwa przegrane mecze z Polakami nie ułatwiły im drogi do medalu. Oni sami są jednak zadowoleni z przebiegu tego mundialu.

Jestem bardzo dumny z tego, co tu zrobiliśmy. To była długa podróż z Bari do Warny i potem do Turynu. Nie możemy się o nic obwiniać. Wiedzieliśmy, że USA to świetny zespół. W tym spotkaniu to oni byli lepsi – przyznaję Uros Kovacivic, przyjmujący reprezentacji Serbii.

 

W finale znalazła się Polska i Brazylia. Po raz drugi z rzędu, obie reprezentacje spotkały się dokładnie cztery lata temu. Wtedy to Polacy byli górą, tym razem znów pokazali, na co ich stać. W zaledwie trzech setach (28:26; 25:20; 25:23) pokonali Brazylijczyków i obronili tytuł.

W pierwszym secie już od początku przejęli inicjatywę gry. Świetni w przyjęciu i skutecznie w ataku. Jak zwykle prowadzeni przez atakującego Bartosza Kurka, który przeżył w Warnie i Turynie chyba najlepsze momenty w swojej siatkarskiej karierze. Po tym jak nie zagrał w poprzednich mistrzostwach rozgrywanych w Polsce, musiał udowodnić polskim kibicom, a przede wszystkim sobie, ile tak właściwie jest wart. Plan wykonał z nawiązką, zostając MVP całego turnieju.

Kurek, choć najbardziej widoczny, nie był jedyny na boisku. Gra Biało-Czerwonych ładnie się rozkładała. Fabian Drzyzga dobrze rozdysponował siły wszystkich graczy, wiedząc na kogo stawiać w trudnych końcówkach. Do tego nasz kapitan – Michał Kubiak, który w połowie imprezy miał już kupiony bilet do Polski, ze względu na poważne przeziębienie. Szybko powstał i także poprowadził zespół do tego złota.

Tak naprawdę Vital Heynen drogę do złota oparł na solidnej 14 zawodników. Każdy z nich miał swój udział w tym sukcesie. Mimo że liderzy sami się wyłonili w trakcie turnieju, to rezerwowi także dużo wnieśli na boisku i poza nim.

Oto pełna lista złotych Orłów:

Michał Kubiak – najlepszy przyjmujący turnieju
Artur Szalpuk
Bartosz Kwolek
Aleksander Śliwka
Paweł Zatorski – najlepszy libero turnieju
Damian Wojtaszek
Fabian Drzyzga
Grzegorz Łomacz
Bartosz Kurek – MVP turnieju
Damian Schulz
Dawid Konarski
Jakub Kochanowski
Mateusz Bieniek 
Piotr Nowakowski – najlepszy środkowy turnieju

Dla mnie liczyło się tylko nasze zwycięstwo i ten medal, który mam na szyi. Zagraliśmy świetnie, lepiej niż każda inna drużyna. Jesteśmy bardzo dumni, bo wiemy, że na to zasłużyliśmy – mówi Bartosz Kurek, atakujący polskiej kadry.

– Inni trenerzy maja świetnych zawodników, ja mam świetny zespół. Dziękuje wszystkim moim siatkarzom i całemu sztabowi. Nie byłoby tego mistrzostwa bez nich – dodaje Vital Heynen, trener reprezentacji Polski.


Autor: Zuzanna Kuczyńska
Zdjęcie: FIVB.com