W starym, dobrym stylu [RECENZJA]

Najnowszy film Zacha Braffa to zwyczajny średniak, który wiele zyskuje dzięki znakomitej grze aktorskiej głównych bohaterów. Bez nich byłby jednym z wielu, wtórnym filmem, obok którego można przejść obojętnie – pisze Patryk Wolny.

Od premiery pierwowzoru z 1979 roku o tym samym tytule, w reżyserii Martina Bresta, minęło już prawie trzydzieści lat. I choć twórcy W starym, dobrym stylu A.D 2017 jakoś szczególnie nie chwalą się nawiązaniami do przeszłości, to nie sposób ich uniknąć. Przed laty George Burns zabawiał nas i czarował swoją gra aktorską, a film z jego udziałem to kawał naprawdę dobrego filmu. Obawiam się, że młodsze pokolenie postanowiło podążyć inną droga. Nadal bawi, jednak to już nie to samo.

Historia opowiada o trzech starszych dżentelmenach, którzy wiodą spokojny żywot, starając się powiązań koniec z końcem. Ich świat zmienia się nagle, gdy dowiadują się, że korporacja odpowiedzialna za ich emerytury kończy działalność w Stanach Zjednoczonych i tym samym wstrzymuję wypłatę świadczeń.

Pchnięty do działania nieuczciwością korporacji i banku, który czyha na jego dom, Joe (Michael Caine) postanawia namówić swoich dwóch najlepszych kumpli, by wspólnie dokonali napadu na bank. Willie (Morgan Freeman) i Albert (Alan Arkin) początkowo sceptycznie nastawieni do pomysłu, szybko angażują się, pchnięci do działania życiowymi trudnościami i pragnieniem walki o lepsze jutro.

W starym, dobrym stylu to komedia, jakich obecnie mało. Nie tylko z gwiazdorską obsadą, panowie wręcz bawią się na ekranie swoimi rolami, a ich dyskusje składają się ze znakomitej jakości dialogów, które są nie tylko humorystyczne, ale także pełne ironii i inteligencji. Jest to znowuż śmiech wywołany dobrą grą aktorską i niezłym scenariuszem, nie znajdziemy tutaj tanich gagów lub sytuacyjnych żartów wtykanych wszędzie, bo a nóż ktoś się uśmieje.

Jednak pomimo że film to znakomita, ciepła komedia, to z racji swojej formy bywa on momentami nieco naiwny. Nie stanowi to wielkiej wady, jest to jednak element, którego należy być świadomym. Kino rodzinne często stawia na pewne uproszczenia, wyraziste podziały na tych złych i dobrych i ostatecznie szczęśliwe zakończenie.

Wychodząc z kina nie trudno zapomnieć o wszystkich wątpliwej jakości elementach tego filmu. Christopher Lloyd pod postacią starca z demencją, przekupstwo nauczyciela od obrabiania banków za pomocą wielkiego wora z marihuaną, która swoją drogą pochodzi od przygłupiego sprzedawcy. Gdyby się przyjrzeć, film potrafi być dziurawy, jednak to zdaje się nie mieć żadnego znaczenia. Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin to legendy, które w tym przypadku ratują całe przedstawienie.


Autor: Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina